Zlatan Alomerović: Chcę grać jak najdłużej [WYWIAD]
Po dwóch latach spędzonych na Cyprze wrócił do Polski, choć gdyby dzisiaj skończył karierę, to miałby co robić. O drodze z Larnaką do 1/8 finału Ligi Konferencji i nowych wyzwaniach w Zagłębiu Lubin Zlatan Alomerović opowiedział portalowi pilkanozna.pl.
Co cię sprowadza ponownie do Polski? Wydawało się, że jesteś w ciekawym miejscu, gdzie ostatnio pojawia się gra w europejskich pucharach, a trafiłeś do klubu, który miesiąc temu zmarnował szansę na sportowy sukces.
AEK zaoferował mi ciekawe wyzwanie, bo jest to klub ze ścisłej czołówki ligi, mogłem też zagrać w pucharach – mówił Alomerović. Czasami jednak warto odejść, będąc na topie. Tak już zrobiłem przecież w Jagiellonii, kiedy wyjechałem z Polski po wygraniu mistrzostwa. A co mnie tu sprowadziło ponownie? Otoczka wokół piłki. Polska pod tym kątem, ale też jakości ligi ciągle się rozwija. Czuć chociażby po wypełnionych stadionach, że tutaj futbolem się żyje. Na Cyprze ta otoczka też była, ale kraj jest zdecydowanie mniejszy. Mimo walki o najwyższe cele na mecze Larnaki przychodziło po dwa tysiące kibiców.
A była wola przedłużenia z tobą kontraktu w Larnace?
Była, ale nie doszliśmy do porozumienia. Dlatego też zdecydowałem po rozmowie z rodziną, że wyjeżdżamy. Zagłębie dało mi szansę, żeby znów grać w Ekstraklasie, a to było dla mnie najważniejsze.
Co sprawiło, że dotarliście aż do 1/8 finału Ligi Konferencji? Po drodze wyeliminowaliście między innymi Legię w kwalifikacjach do Ligi Europy.
Ludzie błędnie myślą, że Cypr jest krajem na urlop. Oczywiście, warunki na wakacje są idealne, ale to nie znaczy, że tam się nie pracuje. Mieliśmy bardzo jakościowy i doświadczony zespół, bo niektórzy zawodnicy grali w mocnych ligach. Odpowiednio przekształcony zbiór indywidualności w drużynę sprawił, że byliśmy w stanie wygrywać w Europie. A puchary są specyficznymi rozgrywkami. Często rozgrywają się „momentami”, bo dobry zawodnik potrafi sam zdecydować o losach spotkania. Jedna akcja zmienia przebieg meczu i później gra się już na wynik. Legia o tych czynnikach się przekonała, kiedy z nami grała.
Crystal Palace, z którym się mierzyliście, był do wyeliminowania? W fazie ligowej wygraliście i to na ich terenie.
W dziewięciu na dziesięć przypadków – nie mielibyśmy szans. Natomiast trzeba powiedzieć, że w tym dwumeczu one były, bo na rewanż oni przyjechali do nas z wynikiem 0:0. Za łatwo jednak u siebie dostaliśmy czerwoną kartkę, po tym było już ciężko się otrząsnąć. Mierzyliśmy się z bardzo jakościowym zespołem, który jednak miał problem z przełamaniem naszej linii obrony. Natomiast świetni byli w fazie przejściowej z obrony do ataku, gdy mieli miejsce, trudno było ich zatrzymać.
Czyli można powiedzieć, że szczelna obrona była kluczem do sukcesu? To rzadko spotykane stracić tylko trzy gole w ośmiu meczach Ligi Konferencji, z czego dwa w jednym meczu.
Tak, ona dała nam pewność siebie.
Wycisnąłeś maksimum z okresu na Cyprze?
Tak. Oczywiście, zawsze można się zastanawiać, czy był potencjał na więcej. Natomiast moja przygoda w Larnace nie zaczęła się najlepiej. Później sytuacja się poprawiła i zdobyliśmy krajowy puchar, a sam obroniłem dwa rzuty karne. To nam pozwoliło walczyć o Ligę Europy i wyeliminowanie świetnych drużyn jak Partizan Belgrad czy Legia. Spadliśmy do Ligi Konferencji, ale zagraliśmy w niej świetnie i do tego zdobyliśmy wicemistrzostwo Cypru. Natomiast, żeby nie było – na mistrzostwo większych szans nie mieliśmy. Omonia Nikozja była zdecydowanie lepsza.
fot. Wojciech Dobrzynski / pressfocus
„ZAGŁĘBIE MA POTENCJAŁ”
To dlaczego wybrałeś Zagłębie?
Klub potrzebował bramkarza, a mi się kończył kontrakt, więc idealnie się złożyło. Chciałem dalej grać, poczuć znów atmosferę na stadionach w Polsce. Klub jest poukładany, baza na świetnym poziomie, jest tutaj potencjał, żeby coś osiągnąć.
Miał znaczenie fakt, że w klubie jest Michał Nalepa? Z kimś może jeszcze rozmawiałeś, zanim trafiłeś do Lubina?
Na pewno pomógł, aby mniej więcej zapoznać mnie z tym, co mnie w Lubinie czeka. Natomiast słyszałem wcześniej dużo ciepłych słów od Jarka Kubickiego. Sam też dobrze się tutaj czułem, gdy przychodziło mi się mierzyć z Zagłębiem. Bardzo łatwo było mnie namówić na przenosiny do Lubina.
Byłeś mniej więcej na bieżąco z tym, co dzieje się w Ekstraklasie podczas twojej nieobecności?
Obserwowałem moje byłe kluby, czyli Lechię i Jagiellonię. Widziałem, co się działo w tabeli, to był szalony sezon. Legia przecież znaczną większość sezonu grała o utrzymanie, a w ostatnich kolejkach była bliska awansowania do pucharów. W pewnym sensie ta nieprzewidywalność była moją motywacją, żeby podjąć się kolejnego wyzwania w Polsce.
I co możesz powiedzieć o grze Zagłębia? Wielu ekspertów mocno krytykowało drużynę za pragmatyzm.
Będę miał do czynienia z innym systemem. Natomiast jestem na tyle doświadczonym graczem, który wie, że nie ma jednej idealnej drogi do sukcesu. Podobnym stylem gry w Lechii zdobyliśmy Puchar Polski. Wiem, że kibice chcieliby, żeby zespół jednocześnie pięknie grał i wygrywał, ale czasem trzeba cieszyć się z tego, co masz. Trener jest od tego, aby ocenić, na co drużyna może sobie pozwolić i wycisnąć z niej maksimum.
Lepiej się czujesz, gdy zespół jest w niskiej obronie i musisz być częściej pod prądem?
Dla bramkarza lepiej, gdy zespół gra w niskiej obronie. Musisz być wtedy cały czas mocno skoncentrowany, skupiasz się tylko na bronieniu. Nie ma przestrzeni za obrońcami, którą musisz zabezpieczyć. Gdy stosujesz wysoki i ryzykowny pressing, jako bramkarz zostajesz wysoko i stąpasz po cienkim lodzie, ponieważ jedna piłka za plecy może zmaksymalizować ryzyko czerwonej kartki.
fot. Tomasz Jasrzebowski / pressfocus
PIERWSZE ODCZUCIA PO TRANSFERZE
Jakie są twoje odczucia po pierwszych dniach przygotowań?
Bardzo pozytywne. Mamy ciekawy i młody sztab szkoleniowy. To pomaga przy indywidualizacji treningów, bo każdy z nich ma swoje zadania. Z trenerem bramkarzy, Pawłem Primelem, spotkaliśmy się, kiedy grałem w Lechii, więc jednostki treningowe są dosyć podobne. Do tego jest jego asystent, co pomaga jeszcze mocniej podnieść jakość treningu. Jeśli chodzi o ogólną organizację, jest ok, nie mam do czego się przyczepić.
Jak zapatrujesz się na rywalizację o miejsce w bramce z Buriciem i Hładunem? Tworzycie mocną trójkę bramkarzy.
Zawsze jestem do dyspozycji i gotowy do gry. W poprzednim sezonie zagrałem 47 meczów, odpuszczone treningi można policzyć na palcach jednej ręki.
Trochę było pomruków wśród kibiców Zagłębia, że nie przychodzi młodszy bramkarz…
Wiek nie ma znaczenia. Często bramkarze osiągają szczyt możliwości właśnie po 30. roku życia. Wtedy mają już za sobą wiele doświadczeń i wiele… popełnionych błędów. To pomaga im ocenić daną sytuację inaczej, z korzyścią dla siebie i zespołu. A ja znam swoją wartość i wiem, że mogę jeszcze dużo dać drużynie.
W praktycznie wszystkich wywiadach, gdy byłeś w Jagiellonii, mówiłeś, że nie chcesz być średni.
Kiedy Jurgen Klopp przyszedł do Liverpoolu, zarząd poprosił go o wybranie zawodników, których oni mają mu ściągnąć do klubu. A on się zapytał, dlaczego nikt w klubie nie wierzy w pracę. Mieli dobrych zawodników, nie musieli hurtowo ściągać nowych. Bez pracy na dłuższą metę nie będzie efektów. Zresztą, moim założeniem jest, aby grać do 40 roku życia.
fot. Marta Badowska / pressfocus
„NIE ŻYJĘ NIE WIADOMO JAK”
W rozmowie z TVP Sport powiedziałeś, że twoim marzeniem jest zamieszkać w Dubaju.
Powiedziałem to kilka lat temu, ale to nie była nagła zachcianka. Dziesięć razy byłem tam na urlopie, moja kuzynka tam mieszka. Oczywiście, nie można uciec od tego, co tam się obecnie dzieje, ale w 2023 roku taka perspektywa nam się podobała. Ważne było bezpieczeństwo kobiet w tym kraju, bo mam żonę i dwie córki, a z tego, co wiem, to jest ono na wysokim poziomie.
Twoje horyzonty są szerokie i gdybyś skończył granie dzisiaj, chyba masz co robić. Inwestowanie to twoja przyszłość na życie po karierze?
Inwestowanie jest ze mną cały czas. Mam to szczęście, że mogę zarabiać ponad stan w krótkim czasie, a wiemy, że kariera sportowca jest krótka. Dlatego trzeba coś robić, żeby na końcu nie obudzić się z ręką w nocniku. Żeby też była jasność, ja nie żyję nie wiadomo jak. Moim jedynym luksusem jest to, że nie muszę patrzeć na cenę produktów w sklepach.
Powiedziałeś w rozmowie z „Weszło”, że założenia inwestycji są podobne do prowadzenia zespołu piłkarskiego. A co możesz z tego wyciągnąć jako piłkarz?
Naukę odpowiedzialności. Można grać ryzykownie i na tym zyskać, ale nie zawsze. Dlatego trzeba umieć ryzyko oszacować, bo inwestycja jest wiedzą. Szkoda tylko, że w szkołach tego nie uczą, bo jeśli człowiek sam się nie zainteresuje, jak zarządzać własnym budżetem, to będzie żył z miesiąca na miesiąc. A gdy będziemy konsekwentni w oszczędzaniu środków, będzie nam się żyło łatwiej i spokojniej, gdy już będziemy starsi.
„BOŚNIA NA MUNDIALU? SERCE SIĘ RADUJE”
Jak ocenisz dotychczasową postawę Bośni na mundialu?
Ogromny sukces, zwłaszcza jeśli ktoś wie, jaką historię ma kraj. Serce się raduje, gdy oglądając mecz z Katarem, widzi się morze ludzi w barwach narodowych. To nie są tylko przyjezdni na czas mundialu. Wojna w byłej Jugosławii sprawiła, że ludzie wyjechali do Stanów i tam mieszkają, dbając jednocześnie o swoją tożsamość i korzenie. O turnieju w Ameryce z pewnością będą rozmawiały kolejne pokolenia w Bośni.
Coś wyciągasz z tego turnieju dla siebie?
Zauważalna jest na pewno zmiana w przepisach, która ma przyspieszyć grę, ale osobiście nie wiem, czy rzeczywiście czas netto gry jest większy. W niemieckiej telewizji wypowiadał się były arbiter, który mówił wprost, że nie sprawiło to, że więcej się gra. Natomiast sędziowie zapewne będą zwracać na to uwagę, bo są z tego rozliczani. Przygotowujemy się na to, chociażby w grach wewnętrznych, trenerzy odliczają nam czas do wznowienia gry.
Stołeczny klub zakomunikował, że obrońca, znajdujący się na wypożyczeniu w zeszłym sezonie, definitywnie odejdzie z klubu. Sprawdź, o kim mowa i gdzie trafi zawodnik.
Motor Lublin skorzystał z opcji przedłużenia kontraktu 26-latka o kolejny sezon. Nowa umowa senegalskiego skrzydłowego będzie obowiązywać do 30 czerwca 2027 roku.