– Niewiele drużyn przyjeżdża do Krakowa, by grać otwartą piłkę. My nie przyjechaliśmy z taką myślą. Przez pierwsze piętnaście minut chcieliśmy wyważyć, jak Wisła będzie chciała nas taktycznie oszukać i w którym elemencie zepchnąć do defensywy – powiedział napastnik Bełchatowian, Michał Żewłakow.
– W pierwszej połowie byliśmy nieźle zorganizowani, dosyć głęboko cofnięci. Staraliśmy się zagęścić pole i szukać szansy w kontratakach. Kluczowym momentem był początek drugiej połowy, kiedy Wisła strzeliła pierwszą bramkę, później drugą, a w międzyczasie my straciliśmy jeszcze zawodnika. W końcu krakowska maszyna zaczęła pracować tak, jak powinna… Nie mogliśmy już pokusić się o nic wielkiego. Przy dużej dozie szczęścia – o remis. Na więcej nie było nas stać – dodał zawodnik GKS-u.
– Grałem z Wisłą po raz pierwszy od dawna i muszę przyznać, ze ta drużyna robi wrażenie. Kiedy ma ułożony wynik i złapie swój rytm, pokazuje klasowy futbol. Wszystko zmierza do tego, że w Krakowie mogą cieszyć się z kolejnego tytułu.
Świetne wieści dla fanów Legii! Ważny piłkarz wrócił do treningu na pełnych obrotach
Warszawska Legia rozpoczęła przygotowania do hitu 12. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. W niedzielę, 25 października na Łazienkowskiej Wojskowi podejmą mistrza Polski, Lecha Poznań.