Nowe realia na rynku transferowym po przeprowadzce Neymara do Paris Saint-Germain sprawiły, że kolejne kluby zaczęły windować ceny za swoich najlepszych piłkarzy. Nie inaczej jest w przypadku Borussii Dortmund, która oczekuje prawdziwej fortuny za Ousmane Dembele.
Borussia stawia zaporową cenę za Dembele (fot. Łukasz Skwiot)
Utalentowany Francuz od dłuższego czasu jest łączony z przeprowadzką do Barcelony. Na Camp Nou otrzymali niedawno 222 miliony euro za wspomnianego Neymara i teraz chcą dobrze wykorzystać dostępne pieniądze. Wśród zawodników, którzy się znajdują na liście życzeń katalońskiego klubu jest m.in Dembele.
Hans-Joachim Watzke, prezes Borussii Dortmund dał niedawno jasno do zrozumienia, że sprzedaż Dembele nie jest na razie rozpatrywana i nawet w przypadku pojawienia się lukratywnej oferty, piłkarz może nie otrzymać pozwolenia na transfer. Niektóre media uważają, że Barcelona zaproponuje za utalentowanego skrzydłowego około 100 milionów euro. Jak się okazuje, to może nie wystarczyć.
– Sto milionów? Nic z tego. To w żadnym przypadku nie wystarczy – powiedział wspomniany Watzke, którego cytował serwis „Goal.com”.
„Sport” podaje z kolei, że Borussia Dortmund oczekuje minimum 150 milionów zanim w ogóle usiądzie do rozmów w sprawie sprzedaży Dembele. Hiszpańskie media uważają jednak, że nie ma najmniejszych szans na to, by Barcelona wyłożyła na stół tak wielkie pieniądze.
20-letni skrzydłowy trafił do Dortmundu w lecie ubiegłego roku ze Stade Rennes. Na przestrzeni całego sezonu wystąpił on na wszystkich frontach w 49 meczach, w których strzelił 10 goli i zapisał na swoim koncie 21 asyst.
Historyczny debiut trenerki w Bundeslidze. Jak wypadł Union Berlin pod wodzą Marie-Louise Ety?
W Berlinie napisała się historia. Po raz pierwszy w historii zespół z TOP5 poprowadziła kobieta. Marie-Louise Eta zadebiutowała w roli trenera Unionu Berlin. Drużyna pod wodzą 34-latki przegrała z Wolfsburgiem.
Manuel Neuer nigdy nie został nowym Oliverem Kahnem. Stał się kimś znacznie lepszym
Transfer Manuela Neuera do Bayernu wykraczał daleko poza klubowe gabinety. Dyskutowano o nim nie tylko na trybunach, ale stał się sprawą quasi polityczną. Dla kibiców Schalke był reinkarnacją Judasza, dla fanów Bayernu najemnikiem i uzurpatorem niegodnym miejsca w ich klubie.