Bądźmy poważni – poziom może się w
Europie wyrównał, ale głównie w mniemaniu tych, którzy szukają alibi. W założeniu
analiza meczu z Wyspami Owczymi mijała się z celem, bo przecież wiadomo – nie
to tło, nie ten przeciwnik. A jednak okazuje się, że nawet półamatorska
reprezentacja z 50-tysięcznego kraju może nam sprawić kłopoty.
Zastanówmy się
dobrze – 50 tysięcy ludzi zmieściłoby się na Stadionie Narodowym. 50 tysięcy to
z grubsza tylu, ilu mieszka w Pruszkowie. W dodatku w składzie tej
reprezentacji nauczyciele, elektrycy, stoczniowcy, cieśle. I oni wszyscy, do
mniej więcej 70. minuty, „ogarniali temat”. Przypadkowy rzut karny odmienił
losy meczu.
Bartosz Bereszyński po meczu mówił,
że długo biliśmy głową w mur. Nie, nie biliśmy. Bramka Farerów nie trzeszczała,
nie było kanonady, nasze pociski nie mijały celu o centymetry. Graliśmy
siermiężny futbol – zdaje się, że bez żadnego pomysłu. Fernando Santos powiedział,
że te wrzutki przed przerwą za linię obrony byłyby dobre, gdyby ta obrona stała
wyżej. No to przecież jego rolą jest wiedzieć, że Wyspy Owcze ustawią się w
polu karnym i tuż przed nim, więc sposobów trzeba szukać innych. Nie znalazł.
Drugie 45 minut w Kiszyniowie i
pierwsze w czwartek na Narodowym składają się na bodaj najgorsze 90 minut
reprezentacji Polski w XXI wieku. Mamy trzy punkty, ale poczucie trwogi jeszcze
większe niż przed meczem, bo w czwartkowej dyspozycji Albania mogłaby nas
zjeść.
Robert Lewandowski w perspektywie wyjazdy
do Tirany powiedział: – Nie ważne jak, ważne będą trzy punkty.
Selekcjoner jeszcze przed potyczką
z Farerami objaśniał: – Wymagam zwycięstwa, bo pięć zwycięstw da nam awans.
Zwycięstwo jest zawsze najważniejsze.
Dziś wszyscy z łatwością łykają
oczywiste wnioski Santosa. W sumie dobrze, że to powiedział, bo czasem dało się
odnieść wrażenie, że w ostatnich miesiącach, rozliczając reprezentację za
mundial i linczując poprzedniego selekcjonera, niektórzy o tym zapominali. Tyle
że wówczas to był mundial! To była Francja, Argentyna, Arabia i Meksyk, a nie
Wyspy Owacze i Mołdawia! Styl, szkolenie, radość z gry, nowe twarze… To
wszystko miało być. I co? I nie ma nic. Nawet wyniki się nie zgadzają.
Jeśli ktoś chciał oceniać ten mecz
przez pryzmat wywiadu Lewandowskiego, to ma kłopot. Po pierwsze jakiż to musiał
być akt rozpaczy kapitana, by decydować się na takie słowa i oczekiwać wstrząsu
przed rywalizacją z Farerami… Tego wstrząsu nie było. A właściwie to był – do
70. minuty taki, który przyprawiał niemal o atak serca. Jeśli ktoś chciał
ujrzeć nowoodkryte osobowości, to nie w czwartkowy wieczór. Jeśli ktoś chciał
zobaczyć jak młodzi domagają się piłki, to nie w meczu z Wyspami.
W zamian
ujrzał grającą wolno drużynę, pozbawioną fantazji, ryzyka i nieszablonowych
pomysłów. Ujrzał wielu graczy bezproduktywnych, ujrzał wracającego do kadry –
nie wiadomo do końca po co – Grzegorza Krychowiaka.
Lewy oczywiście zrobił
swoje. Długo grał fatalny mecz, ale w końcu wykazał się odpornością psychiczną
przy karnym i klasą przy golu numer dwa. Nie można też czepiać się Piotra
Zielińskiego, bo robił dużo dobrego, pewnie najwięcej na boisku. Ale co z
resztą? Zwłaszcza ową resztą od pasa w górę?!
Karol Świderski w rozmowie z
„Faktem” powiedział: – Chcieliśmy wejść w drugą połowę meczu
jeszcze bardziej zaangażowani i zachować spokój, tak aby nie pozbywać się piłki
za szybko i nie szukać na siłę ostatniego podania. Chcieliśmy trochę „pobujać”
rywali.
Niestety, wciąż można odnieść wrażenie, że „bujani”, ale w inny sposób,
jesteśmy na razie my wszyscy.
Być może za kilka dni nastrój się
zmieni, przyjdzie wiele słów odszczekać, przyznać rację Santosowi. I oby tak
było. Na razie jednak jego pochwały w kierunku zawodników (zaangażowanie i koncentracja
na innym, lepszym, poziomie niż w Kiszyniowie…), tylko drażnią. Bo o poczuciu
niesmaku po meczu, a długimi jego fragmentami pewnie wręcz zażenowania występem
biało-czerwonym, kibicom nie będzie łatwo zapomnieć. Przynajmniej do niedzieli.
Gala „Piłki Nożnej” – Piłkarz Roku 2025 [NOMINACJE]
Jeśli ktoś 12 razy sięgał po tytuł, może być głodny kolejnego? Tak – jeśli nazywa się Robert Lewandowski. Z drugiej strony Matty Cash chyba nigdy nie grał tak dobrze jak w minionym roku, a Jakub Kamiński wyrósł na kluczowego zawodnika reprezentacji Polski.
Gala „Piłki Nożnej” – Trener Roku 2025 [NOMINACJE]
Wśród nominowanych nie ma Jana Urbana i Marka Papszuna, choć gdyby
byli, taka decyzja też by się broniła. A skoro nie ma dwóch trenerów polskiej wagi ciężkiej, znaczy, że konkurencja jest ogromna.
Gala „Piłki Nożnej” – Odkrycie Roku 2025 [NOMINACJE]
Dwóch nominowanych w tej kategorii już podpisało kontrakty z renomowanymi klubami zagranicznymi, a trzeci znajduje się na radarze poważnych firm zachodnioeuropejskich.