Stałe fragmenty gry są mocną stroną Śląska Wrocław. To potwierdziło się podczas meczu z Jagiellonią Białystok. Podopieczni Oresta Lenczyka wygrali 3:1 i są teraz głównym faworytem do mistrzostwa.
Śląsk Wrocław fenomenalnie prezentował się jesienią, ale już po przerwie zimowej nie było tak dobrze. Podopieczni Oresta Lenczyka tracili punkty seryjnie. Przed czwartkowymi spotkaniami Ekstraklasy to już nie miało znaczenia. Liczył się tylko mecz z Jagiellonią Białystok, w którym zwycięstwo mogło dać Śląskowi ponownie pozycję lidera.
Do czwartkowego starcia bardzo ambitnie podszedł Sebastian Mila. Pomocnik wicemistrzów Polski został pominięty w powołaniach do kadry przez Franciszka Smudę. Może to zadziałało na niego motywująco?
Śląsk praktycznie od początku meczu z Jagą miał przewagę. Udokumentował to w 22. minucie. Mila bardzo dobrze dośrodkował w pole karne do Przemysława Kaźmierczaka, a ten świetnie złożył się do strzału głową i pokonał Grzegorza Sandomierskiego. Gospodarze nie cofnęli się do defensywy, aby bronić minimalnego prowadzenia. W 39. minucie ponownie świetnie dośrodkowywał Mila, a tym razem do piłki dopadł Rok Elsner i z kilku metrów oddał pewny strzał.
Na początku drugiej części meczu Śląsk raczej koncentrował się na defensywie. A to mogło się zemścić już po pięciu minutach. W słupek swojej bramki trafił Mariusz Pawelec, ale tym razem szczęście było po stronie gospodarzy. Nerwówka zaczęła się od 71. minuty. Rzut karny na gola zamienił kapitan Jagiellonii – Tomasz Kupisz. Ale w samej końcówce Śląsk wykonał fenomenalnie rzut wolny. Mila delikatnie podciął piłkę, która powędrowała w pole karne. Tam stał kompletnie sam Kaźmierczak i strzelił swojego drugiego gola. A dla Mili była to trzecia asysta.
W ostatniej kolejce Śląsk Wrocław zmierzy się na wyjeździe z Wisłą Kraków, która gra już tylko o honor. Z kolei Jagiellonię Białystok czeka mecz o nic przeciwko Łódzkiemu Klubowi Sportowemu.