Przegraliśmy i oddaliliśmy się od awansu na mistrzostwa Europy. Porażka z Albanią dała jednak jeden, bardzo wymierny wniosek. Projekt pod tytułem „Fernando Santos” nie ma żadnego sensu kontynuacji.
Czy był to ostatni mecz Santosa w polskiej kadrze? (fot. 400mm.pl)
Czas powiedzieć „adeus”!
Przed meczem z Albanią w kręgach polskiej kadry krążyły plotki, sugerujące, że Cezary Kulesza może rozważyć zakończenie współpracy z Fernando Santosem, jeżeli reprezentacja Polski nie zdoła odnieść sukcesu w Tiranie. Niestety scenariusz się sprawdził, co stawia prezesa PZPN w sytuacji, w której być może będzie ponowne szukał nowego selekcjonera. Z punktu widzenia sportu i zdrowego rozsądku, wydaje się to obecnie jedynym logicznym wyborem.
Drużyna, prowadzona przez Fernando Santosa, niestety utknęła w martwym punkcie i nie wykazuje żadnych oznak postępu. Piłkarze zdają się pozbawieni determinacji do walki, brakuje widocznego pomysłu i drogi, którą nasi piłkarze chcą podążać. Jesteśmy nijacy, bezbarwni i kompletnie wyrwani z kontekstu. My stoimy w miejscu, z kolei grupa mistrzostw Europy zaczyna nam uciekać.
Portugalczyk kompletnie stracił kontrolę nad tą drużyną. Jego strategia nie przynosi żadnego pożytku. Nie czuje również dobrego czasu na przeprowadzanie zmian – gdy w drugiej połowie meczu z Albanią nasza kadra zaczęła powoli rozwijać skrzydła, Santos wymieszał w składzie i błyskawicznie straciliśmy bramkę, co całkowicie odjęło jej animuszu. Tak być zwyczajnie nie może.
Oczywiście, nie można winić Santosa wyłącznie za tę stagnację, ponieważ część odpowiedzialności spoczywa również na piłkarzach. Jednakże długotrwałe kontynuowanie tej współpracy wydaje się po prostu nieefektywne. Na podstawie gestykulacji i zachowań selekcjonera można dostrzec, że zakończenie tej współpracy mogłoby przynieść korzyści obu stronom.
Całość trzeba kolokwialnie zburzyć, zaorać i postawić od nowa. To odpowiedni moment podziękować niektórym piłkarzom za wkład w grę z orzełkiem na piersi i budować coś kompletnie nowego, odcinając się od obecnej nijakości, nawet jeśli to oznacza, że nie zdobędziemy biletu na przyszłoroczne mistrzostwa Europy.
Gdzie ten charakter?
Ostatnie dni wokół kadry mijały pod znakiem poszukiwań mitycznego charakteru i osobowości. Jak tego nie było, tak dalej nie ma. Reprezentacja Polski oddała tylko JEDEN (!) celny strzał na bramkę rywala i wyglądała na taką, której nic się nie chce. Albańczycy mogą stanowić wzór dla naszych piłkarzy. Gospodarze wyczuli moment, wrzucili wyższy bieg i zasłużenie świętowali ze swoimi kibicami zwycięstwo nad biało-czerwonymi.
Sytuacja w grupie się komplikuje
Mimo wszystko nadal istnieją duże szanse na awans do fazy grupowej, jednak nie można powiedzieć, że sytuacja Polaków jest komfortowa. Wręcz przeciwnie. Po czterech meczach mamy zaledwie 6 punktów, co sprawia, że zajmujemy 4. miejsce, przedostatnie w tabeli, tracąc dwa punkty do Mołdawian. W związku z tym, w ostatnich meczach musimy zwyczajnie wygrywać, ponieważ w przypadku baraży możemy trafić na rywali, takich jak Włosi.
Waleczny Cash
Podobnie jak w poprzednich trzech meczach, pozytywów jest niewiele. Szczególnie w pierwszej połowie warto docenić występ Matty’ego Casha, który bez wątpienia był najlepszym zawodnikiem w polskiej drużynie. Był aktywny w ofensywie, często cofał się, aby pomóc w obronie, i skutecznie odbierał piłki rywalom. Nie bał się również angażować w pojedynki z Albańczykami. Jego współpraca z Bartoszem Bereszyńskim po prawej stronie boiska była zauważalna. Niestety, ale tego samego nie można powiedzieć o reszcie. Zbieranina spod szyldu nijakości.
Lewandowski znów duchem
Naszego kapitana znów zabrakło, gdy bardzo mocny był nam potrzebny. W pewnym momencie pierwszej połowy Lewy nieźle pracował nad kreacją przestrzeni dla swoich kolegów, ale to zdecydowanie za mało! Nie oddał żadnego strzału, był poza grą i nie istniał. W słynnym wywiadzie zarzucał młodszym kolegom brak charakteru i osobowości, ale niestety sam go nie posiada.