– Mieliśmy dużo walki w środkowej formacji. Zagłębie wydawało się solidną drużyną, grającą piłką. Może z trybun wyglądało to inaczej, ale na boisku zawsze trzeba się nabiegać, natrudzić. Dlatego nie chcę mówić, że było to łatwo odniesione zwycięstwo – komentował spotkanie z Zagłębiem zastępujący Radosława Sobolewskiego kapitan Wisły, Cezary Wilk.
Choć wyszedł na boisko w opasce na ramieniu i był najstarszym zawodnikiem środkowej formacji, przekonywał, że nie czuł z tego powodu jakiegokolwiek obciążenia. – Od dawna nie czuję tego typu presji – mówił.
Może między innymi dlatego, że Dialog Arena w Lubinie tego dnia świeciła pustkami, a kibice dopingowali gospodarzy z oddali, nie widząc przebiegu meczu. Wilk nie zamierzał jednak podejmować tematu. – Chcielibyśmy grać przy pełnych trybunach, ale te decyzje są od nas niezależne – uciął.
Już za tydzień zakończenie sezonu i mistrzowska feta, po której jednak Wilka nie czeka wcale zasłużony urlop. We wtorek Franciszek Smuda wysłał mu powołanie na mecze reprezentacji z Francją i Argentyną. Do tematu kadry Wilk podchodzi jednak ostrożnie i dość sceptycznie. – Trzeba tam jechać, pokazać się z jak najlepszej strony i może liczyć na jakiś mały epizod. Aby poczuć się prawdziwym reprezentantem Polski, muszę jeszcze trochę tych spotkań rozegrać – stwierdził.
Po sobotnich spotkaniach w ligowej tabeli Ekstraklasy nadal mamy jeden wielki ścisk. Dość powiedzieć, że przedostatnia Arka Gdynia traci tylko 6 punktów do 6. Rakowa Częstochowa.