Przejdź do treści
Wielkie ucieczki ze strefy spadkowej

Ligi w Europie Premier League

Wielkie ucieczki ze strefy spadkowej

Slogan z głośnej kampanii reklamowej Adidasa jak ulał pasuje do tych wszystkich piłkarskich opowieści, których bohaterowie ze wszelką cenę próbowali uciec katu spod topora. Wielu było takich, którzy przegrywali, ale znajdowali się także śmiałkowie dokonujący piłkarskich cudów.

Ucieczka Lisów przeszła do legendy angielskiego futbolu (fot. Reuters)

 

GRZEGORZ GARBACIK


Wszyscy zapewne znają film pod tytułem „Wielka ucieczka”, gdzie takie tuzy aktorstwa jak Steve McQueen i Charles Bronson organizują ucieczkę z obozu jenieckiego. Obraz pochodzi z 1963 roku i tak daleko w przeszłość oczywiście nie będziemy się cofać, ale to właśnie mianem wielkiej ucieczki (z angielskiego – great escape) określa się wyczyny tych wszystkich klubów, które w danej części sezonu były skazywane na spadek z ligi, jednak dzięki znakomitemu finiszowi udawało się im wydostać ponad kreskę. 

LISY W POTRZASKU

Myśląc o drużynach, które w niebywałych okolicznościach zdołały utrzymać się w swojej lidze, nie sposób pominąć przykładu Leicester City. Nic dziwnego, to w końcu nadal dość świeża sprawa, która nie zakończyła się wyłącznie na uniknięciu degradacji. Kilka lat temu Lisy prowadzone przez Nigela Pearsona awansowały do Premier League. Na King Power Stadium zaczęli całkiem nieźle i po pięciu kolejkach sezonu 2014-15 mieli na koncie osiem punktów za dwa zwycięstwa i dwa remisy. Beniaminek był w stanie strzelić pięć bramek Manchesterowi United (5:3) czy też zremisować z Arsenalem (1:1) i chociaż nikt wtedy tego nie mógł przewidzieć, załamanie przyszło nagle i uderzyło z całą mocą. Od meczu z United, który odbył się 21 września, piłkarze Leicester w trzynastu kolejnych starciach wywalczyli zaledwie dwa oczka na 39 możliwych i osunęli się na ostatnie miejsce w stawce. Od wspomnianego września do kwietnia Lisy wygrały w lidze łącznie jeszcze dwa spotkania i nikt nie dawał im szans na to, by ich przygoda z elitą przedłużyła się na kolejny sezon. Wtedy jednak nastąpił zwrot o 180 stopni.

– Pamiętam co ludzie wtedy mówili. Do końca zostało dziewięć meczów, nasza strata do bezpiecznych miejsc była spora i wszyscy zakładali, że jest już po wszystkim – wyznał w rozmowie z talkSport ówczesny kapitan zespołu, Wes Morgan. – Nawet jednak wtedy tliło się w nas przekonanie, że pomimo wyników gramy naprawdę dobry futbol.

Drużyna Pearsona potrzebowała iskry, jakiegoś przełomu i ten nastąpił 4 kwietnia. Na stadionowym zegarze wybiła 86 minuta, a potrzebujące kompletu punktów Lisy tylko remisowały z West Hamem. Wtedy jednak decydujący cios zadał rezerwowy Andy King, a chociaż on sam nie mógł tego wtedy wiedzieć, to jego trafienie otworzyło całkiem nowy rozdział w historii klubu. Przegrywający do tej pory mecz za meczem zespół nagle zamienił się w prawdziwą maszynkę do wygrywania i do końca sezonu odniósł jeszcze sześć zwycięstw, zdobywając w ostatnich dziewięciu spotkaniach rozgrywek aż 22 punkty na 27 możliwych, kończąc zmagania na czternastym miejscu. 

– To, czego udało się nam dokonać było absolutnie nieprawdopodobne – komentował Robert Huth. – To, co wydarzyło się w sezonie 2014-15 było fundamentem pod to, co zrobiliśmy w kolejnym – dodał. W nim drużyna, która w niebywały sposób uniknęła spadku, a w typach do tytułu mistrzowskiego była oceniana jak 5000 do 1, pogodziła gigantów Premier League i wygrała zmagania ligowe. 

ANGIELSKA SPECJALNOŚĆ

Uciec katu spod topora nie jest łatwo, ale jakoś tak się złożyło, że dość często zdarzało się to drużynom angielskim. Wspomniane Leicester dokonało tego po raz pierwszy w 1991 roku, kiedy to mając 24 porażki na koncie (najwięcej w lidze) zdołało uchronić się przed spadkiem do trzeciej dywizji, wygrywając ostatni mecz sezonu z Oxford City.

Pamiętne boje o uniknięcie degradacji to jednak nie tylko specjalność Lisów. Ucieczek, które przeszły do legendy wyspiarskiej piłki było więcej. Unikatowy pod tym względem był sezon 2006-07, który większość kibiców pamięta zapewne z cudu na Old Trafford w ostatniej kolejce, na którym do dziś kładzie się cień nieczystej gry. Dziesięć kolejek przed końcem rozgrywek West Ham United miał dziesięć punktów straty do bezpiecznej strefy i w perspektywie mecze z takimi rywalami jak Chelsea, Arsenal, Tottenham, Everton czy Manchester United. Siedem z tych starć Młoty wygrały, w tym to ostatnie – na boisku świeżo opieczonego mistrza Anglii. Zwycięskiego gola strzelił wtedy Carlos Tevez, ten sam, którego transfer ściągnął na klub potężne problemy i ten sam, który następnie wzmocnił szeregi Czerwonych Diabłów. Z tego właśnie powodu do dziś krąży po Anglii legenda o tym, że wygrana West Hamu na Old Trafford wcale przypadkowa nie była. Nie licząc jednak tej skazy, marsz podopiecznych Alana Curbishleya po utrzymanie był imponujący.

– Ten sezon był dla nas niczym rollercoaster – wspominał w rozmowie z oficjalną stroną WHU Hayden Mullins. – Manchester był już wtedy mistrzem, a my musieliśmy wygrać na jego boisku. Pamiętam moment, kiedy po godzinie gry z ławki weszli Ronaldo, Scholes i Giggs. Rozejrzeliśmy się wtedy po sobie i wiedzieliśmy, że oto zaczyna się prawdziwa gra. Wygraliśmy po golu Teveza i to było coś fantastycznego.

Nieco w cieniu wyczynu londyńczyków, a mowa przecież o tym samym sezonie i tej samej klasie rozgrywkowej, pozostaje ucieczka Wigan Athletic. Zawodnicy Paula Jewella w ostatniej kolejce pokonali w delegacji Sheffield United i finalnie zdołali wyprzedzić swojego rywala w tabeli zaledwie jednym golem. The Blades mieli bilans bramkowy: -23, podczas gdy Wigan: -22, i właśnie ta najmniejsza różnica ze wszystkich możliwych zadecydowała.

CUDA BENIAMINKÓW

Wielkie ucieczki mogą więc wydawać się angielską specjalnością, ale także Europa w swojej kontynentalnej części ma w tym temacie sporo do powiedzenia. Najświeższy przypadek dotyczy włoskiej piłki, a konkretnie drużyny Crotone, dla której sezon 2016-17 był pierwszym w historii na najwyższym poziomie. Kiedy na początku kwietnia, a więc na ostatniej prostej rozgrywek, piłkarze Davide Nicoli mieli w dorobku zaledwie 14 punktów, a od bezpiecznej strefy dzielił ich dystans ośmiu oczek, to już tylko najwięksi optymiści mogli wierzyć, że z tej sytuacji jest jakieś inne wyjście niż drzwi z napisem „degradacja”. Jak się jednak okazało, to właśnie oni mieli rację.

– Walczyliśmy z wieloma przeciwnościami, a ludzie mówili, że nasza historia jest niczym bajka. Gdyby tak miało być, to oczekiwałbym szczęśliwego zakończenia – mówił Nicola przed ostatnim meczem sezonu. 

Zanim do niego doszło, Crotone – nagle i bez ostrzeżenia – wskoczyło na poziom, który do tej pory wydawał się dla klubu nieosiągalny. Pięć zwycięstw w ośmiu meczach, a także urwanie punktów takim rywalom jak Inter Mediolan, Sampdoria czy Udinese sprawiło, że na Stadio Ezio Scida uwierzono w utrzymanie. Żeby jednak dzieło mogło się dopełnić, zajmujące osiemnaste miejsce w stawce Crotone musiało pokonać w ostatniej kolejce Lazio, a Empoli powinno przegrać ze zdegradowanym już wcześniej Palermo. Była to kombinacja mało prawdopodobna, jednak futbol po raz kolejny pokazał swoją przewrotną twarz. Oba warunki zostały spełnione i chociaż po 29 kolejkach zespół z Kalabrii miał w dorobku 14 punktów, to w ostatnich dziewięciu zdobył ich aż 20 i utrzymał się w Serie A.

Równie ciekawe historie napisano w Portugalii i Niemczech. W pierwszym przypadku w roli głównej wystąpili zawodnicy malutkiego klubu Tondela, którym w sezonie 2015-16 przyszło rywalizować w elicie. Tak jak obstawiali bukmacherzy, beniaminek nie pasował do portugalskich gigantów i bardzo długo czuł się w ich towarzystwie jak ubogi krewny. Na półmetku sezonu Tondela mogła pochwalić się dorobkiem ośmiu punktów, a zanim skończył się rok zwolniła dwóch trenerów. I znowu, co jest wspólnym mianownikiem dla podobnych opowieści, nastała wiosna, a Tondela zaczęła odrabiać dystans. Z jedenastu punktów straty do lokat, które gwarantowały bezpieczeństwo, przed finałowym weekendem zrobiły się tylko dwa. Beniaminek wywalczył aż 17 oczek z 21 możliwych, okazując się lepszy nawet od słynnego FC Porto na jego boisku. W ostatniej kolejce prezent Tondeli zrobili piłkarze Rio Ave, którzy pokonali głównego rywala drużyny Petita, a ta dopełniła dzieła wygrywając ze zdegradowaną wcześniej Academicą i rzutem na taśmę wskoczyła na szesnastą lokatę. 

TA OSTATNIA KOLEJKA

Świadkami wielkiej pogoni nie byliśmy z kolei w Bundeslidze podczas kampanii 1998-99. Tam nieprawdopodobnych emocji dostarczyła dopiero finałowa kolejka. Ze spadkiem już wcześniej musieli pogodzić się gracze Borussii M’Gladbach, a także VfL Bochum, a na ostatnim zagrożonym bezpośrednią degradacją miejscu znajdował się Eintracht Frankfurt, którego czekał bój z walczącym o miejsce w Lidze Mistrzów Kaiserslautern, co już samo w sobie podnosiło poprzeczkę. Żeby się utrzymać, Eintracht nie tylko musiał wygrać, ale również liczyć na korzystny układ wyników na innych boiskach. 

Na 20 minut przed końcem sezonu piłkarze z Frankfurtu remisowali z Kaiserslautern, natomiast Hansa wygrywała z Bochum, Stuttgart z Werderem, a Freiburg z Norymbergą. Gracze Joerga Bergera potrzebowali więc cudu i ten się zdarzył. W ciągu zaledwie kilku chwil Eintracht strzelił trzy gole i wyszedł na prowadzenie 4:1, jednak w tym samym czasie bramkę dla Norymbergi zdobył Marek Nikl i Orły ponownie stanęły pod ścianą. O ich utrzymaniu przesądziło trafienie Jana Aege Fjortoffa na sekundy przed końcowym gwizdkiem. Mniej więcej w tym samym czasie w Norymberdze Nikl zmarnował stuprocentową okazję na gola, a kilka chwil później sędzia zakończył zawody i sezon, pieczętując tym samym dramatyczną ucieczkę Eintrachtu i spadek Norymbergi, która przed startem ostatniej kolejki plasowała się na dwunastej pozycji.

– To był prawdziwy cud – wspominał po latach strzelec decydującego gola, Jan Aege Fjortoff w swojej kolumnie w „Metro”. – Nigdy nie wolno tracić nadziei, nawet kiedy wydaje się nam, że Titanic na pewno zatonie, a my pójdzie z nim razem na dno. Zawsze jest szansa, by się wydostać i przetrwać – dodał.

Opowieści o wielkich ucieczkach ze stref spadkowych nie są domeną wyłącznie ostatnich dekad. Takie historie działy się wcześniej i będą się dziać także na długo po tym, jak kurz przykryje pamięć o dzisiejszych bohaterach światowych boisk. Hasło „niemożliwe nie istnieje” ukuto jednak w gabinetach marketingowców Adidasa w 2004 roku i dlatego staraliśmy się poruszać w obrębie wydarzeń stosunkowo świeżych.


TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 19/2020)


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 17/2026

Nr 17/2026

Ligi w Europie Premier League

Co za precyzja! Bramka Mainoo zadecydowała o losach Bitwy o Anglię [WIDEO]

Manchester United pokonał na Old Trafford Liverpool 3:2, a decydującą bramkę tego spotkania zdobył Kobbie Mainoo. Zobacz nagranie z tego trafienia!

Kobbie Mainoo of Manchester United scores to make it 3-2 during the Premier League match Manchester United vs Liverpool at Old Trafford, Manchester, United Kingdom on 03 May 2026

(Photo by Mark Cosgrove/News Images) in Manchester, United Kingdom on 5/3/2026. (Photo by Mark Cosgrove/News Images/Sipa USA)
2026.05.03 Manchester
pilka nozna liga angielska
Manchester United - Liverpool FC
Foto News Images/SIPA USA/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Premier League

Szał w Bitwie o Anglię! To koniec Arne Slota?

Co to było za spotkanie! Liverpool finalnie przegrał 2:3 z Manchesterem United przed publicznością na Old Trafford.

(251102) -- LIVERPOOL, Nov. 2, 2025 (Xinhua) -- Liverpool's head coach Arne Slot reacts before the English Premier League match between Liverpool FC and Aston Villa FC in Liverpool, Britain, on Nov. 1, 2025. (Xinhua) FOR EDITORIAL USE ONLY. NOT FOR SALE FOR MARKETING OR ADVERTISING CAMPAIGNS. NO USE WITH UNAUTHORIZED AUDIO, VIDEO, DATA, FIXTURE LISTS, CLUB/LEAGUE LOGOS OR "LIVE" SERVICES. ONLINE IN-MATCH USE LIMITED TO 45 IMAGES, NO VIDEO EMULATION. NO USE IN BETTING, GAMES OR SINGLE CLUB/LEAGUE/PLAYER PUBLICATIONS.

2025.11.01 Liverpool
pilka nozna liga wloska
FC Liverpool - Aston Villa
Foto (Xinhua)/Xinhua/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Premier League

Wielki comeback Liverpoolu! Fatalny błąd Manchesteru United [WIDEO]

Z 0:2 na 2:2. Najpierw Dominik Szoboszlai, a chwilę później Cody Gakpo po błędzie defensywy Czerwonych Diabłów i mamy remis na Old Trafford.

DOMINIK SZOBOSZLAI, Liverpool, Champions League, 2025-26, Inter vs Liverpool 0-1, 09-12-2025, Azione, Action, Single shot, Close up, Gesti, Esultanza, Celebration, Jubel CHAMPIONS LEAGUE 2025-26 INTER-LIVERPOOL 0-1
2025.12.09 Mediolan
pilka nozna , liga mistrzow
Inter Mediolan - FC Liverpool
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Premier League

Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]

Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.

Manchester United, ManU v Bournemouth Premier League 15/12/2025. Matheus Cunha 10 of Manchester United celebrates scoring to make it 4-3 with Bryan Mbeumo 19 of Manchester United during the Premier League match between Manchester United and Bournemouth at Old Trafford, Manchester, England on 15 December 2025. Manchester Old Trafford Greater Manchester England Editorial use only DataCo restrictions apply See www.football-dataco.com , Copyright: xConorxMolloyx PSI-23424-0102
2025.12.15 Manchester
pilka nozna , liga angielska
Manchester United - AFC Bournemouth
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Premier League

Bitwa o Anglię! MU – Liverpool [LIVE]

Pora na hit Premier League! Kto wygra?

Liverpool v FK QARABAG, Champions League Dominik Szoboszlai of Liverpool during the Champions League match between Liverpool and FK QARABAG at Anfield, Liverpool, UK on 28 January 2026. Liverpool Anfield Merseyside UK Editorial use only , Copyright: xRyanxBrownex PSI-23643-0109
2026.01.28 Liverpool
pilka nozna Liga Mistrzow
FC Liverpool - Karabach Agdam
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej