Wielkie pieniądze dla niemieckich klubów. Respirator na forsę
– To doskonały, wręcz wybitny wynik. Moje życzenia się spełniły – zaciera ręce najważniejszy człowiek w Bayernie Monachium, Karl-Heinz Rummenigge. W stan ekstazy nie wprowadziły go wcale wyniki Bawarczyków, ale kontrakt telewizyjny podpisany przez DFL (Deutsche Fussball Liga). Czyli kasa.
Jest dobrze, ale nie tak dobrze jak w Anglii. Niemniej niemieckie kluby doskonale zadbały o swój interes. Nowa umowa na prawa mediowe do meczów Bundesligi i 2. Bundesligi opiewa na 4,64 miliarda euro. Mowa jednak o czteroletnim kontrakcie, więc co sezon dostaną do podziału 1,16 miliarda. Kontrakt zacznie obowiązywać z początkiem sezonu 2017-18 i będzie ważny do zakończenia rozgrywek 2020-21. W porównaniu do wciąż obowiązującej (ostatni sezon) umowy, DFL zagwarantowała sobie 85-procentowy wzrost przychodów z praw mediowych na rynku krajowym. I przynajmniej w tym względzie jest porównywalna z Premier League.
– Największe kluby są pod wielką międzynarodową presją, dlatego tak ważne jest, że dochód z tego tytułu wzrósł – kontynuował Rummenigge. – To nam pomoże pozostać przy życiu w międzynarodowej rywalizacji.
Kto i za co?
W lutym niemiecki urząd ochrony konkurencji uznał, że mecze Bundesligi nie mogą być w ofercie tylko jednego nadawcy – obecnie wyłączność na prawa ma Sky Deutschland. Oznaczało to, że w kolejnym rozdaniu liga zostanie podzielona. Nie jest to żadna nowość, prawa do Premier League na rynku angielskim też należą do dwóch stacji – Sky Sports i BT Sport. W każdym razie pewne było, że Sky Deutschland straci monopol na Bundesligę. I tak się stało. Prawa pozyskały właśnie Sky oraz Eurosport.
Nie na jednakowych zasadach rzecz jasna, bo to Sky nadal będzie miał olbrzymią większość. Stacja będzie mogła pokazać w trakcie jednego sezonu aż 572 mecze pierwszej i drugiej Bundesligi, a więc 93 procent dostępnego w ramach oferty praw kontentu. Złożą się na to wybrane mecze niemieckiej ekstraklasy i wszystkie spotkania jej zaplecza. De facto więc Sky utrzyma dominującą pozycję jeśli chodzi o transmitowanie niemieckiej piłki klubowej, a nawet ją wzmocni dzięki 2. Bundeslidze. Ta przyjemność będzie kosztowała nadawcę 876 milionów euro rocznie, teraz Sky płaci 486 milionów, mowa zatem o 80-procentowym wzroście. Stacja poinformowała jednak, że w ostatnich trzech latach przybyło jej 1,2 miliona abonentów, co rzecz jasna oznacza, że na lidze niemieckiej da się zarobić.
Co zostało dla Eurosportu? 43 mecze na żywo Bundesligi, mecze barażowe oraz spotkanie o Superpuchar. Stacja należąca do Discovery Communications transmitować będzie głównie mecze piątkowe, a także poniedziałkowe. Bo Bundesliga od sezonu 2017-18 będzie rozgrywała mecze właśnie w poniedziałki, co obecnie nie ma miejsca. Już kilkanaście miesięcy temu toczyła się dyskusja na ten temat, który podyktowany jest naturalnie dodatkową możliwością przeprowadzenia transmisji, a co za tym idzie wyciągnięciem większych pieniędzy z telewizji. Że to działanie skuteczne i nieodwracalne, jeśli ktoś chce zarabiać dobre pieniądze, świadczy przykład angielski, gdyż od tego sezonu dziesięć kolejek Premier League również zostało wydłużonych, różnica polega na tym, że na Wyspach Brytyjskich liga zaczęła grać w piątki, bo w poniedziałki mecze odbywały się już wcześniej. W przypadku Niemiec w grę wchodzi prawdopodobnie pięć terminów poniedziałkowych. Mecze zaczynać będą się o godzinie 20.30, pojawią się też nowe terminy rozpoczęcia spotkań niedzielnych: 13.30, 15.30 i 18.00. Eurosport będzie wydawał na Bundesligę na rynku niemieckim 284 miliony euro rocznie.
– Wynik przetargu jest ważnym krokiem dla przyszłej rentowności najwyższego szczebla niemieckiego futbolu – powiedział CEO DFL, która zarządza pierwszą i drugą Bundesligą, Christian Seifert. – Zbudowaliśmy fundament, który pozwoli nam przynależeć do grona trzech najsilniejszych lig piłkarskich na świecie pod względem przychodów. Marnie w Azji
4,64 miliarda euro w cztery lata to pieniądze, które popłyną do DFL tylko z rynku niemieckiego. Zupełnie inną gałęzią zysku są prawa międzynarodowe. Według raportu przygotowanego przez sportbusiness.com w sezonie 2016-17 Bundesliga z tego tytułu zarobi około 143 miliony euro. Nie są to pieniądze rzucające na kolana, Niemcy przegrywają zdecydowanie z hiszpańską Primera Division (610 milionów euro), nawet włoską Serie A (206 milionów), o Premier League nawet nie wspominając – kasuje na rynkach międzynarodowych około 1,59 miliarda euro. Co ważne jednak, umowy hiszpańska i angielska zostały zawarte niedawno, więc liga niemiecka dopiero teraz dostanie szansę nadrobienia dystansu. A jest co nadrabiać, choćby na rynku azjatyckim, na którym Bundesliga zarabia według sportbusiness.com zaledwie 16 milionów euro. Jak to w ogóle porównywać z Premier League, wartą tam ponad 580 milionów euro, czy z Primera Division (124 miliony)?
O sprzedaży międzynarodowych praw mediowych do Bundesligi na razie niewiele wiadomo, ale wkrótce musi się to zmienić, gdyż obecne umowy wygasają z końcem sezonu. A ma to znaczenie także dla polskiego widza. Na razie jest jasne, że w 34. krajach prawa oferuje agencja MP & Silva, ale nie w Polsce. Według nieoficjalnych informacji nad Wisłą dystrybucją Bundesligi (obecnie można ją oglądać w Eurosporcie) zajmuje się agencja Lagardere.
Przemysław Pawlak
Tekst ukazał się z nowym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”
Kacper Potulski to jeden z młodych Polaków wzbudzających w ostatnim czasie największe emocje. 18-latek przebojem wdarł się do pierwszej drużyny Mainz, zbierając dobre recenzje.