Więcej niż jakość. Zieliński pnie się w klasyfikacji obcokrajowców z największą liczbą występów w Serie A
Wystartował w sierpniu z 10. pozycji, systematycznie i bez hałasu mijał kolejnych rywali, ale hałas dopiero się zacznie. W niedzielę, 1 lutego, wskoczył na 5. miejsce i ruszył w pogoń za pierwszą czwórką.
Od kilku tygodni o Piotrze Zielińskim mówi, pisze się dużo i często. Wreszcie i zasłużenie, bo w Interze wziął kierownicę w swoje ręce. Z tej pozycji może tylko z politowaniem spoglądać na tych, którzy nazwali go piątym kołem u wozu. Drogi w utrzymaniu, bezużyteczny i do oddania pierwszemu lepszemu klientowi z Arabii Saudyjskiej. Inter nie miałby żadnych skrupułów, uzyskałby przecież tak kochaną przez księgowych plusvalenzę (wziął za darmo, sprzedał za miliony), ale Zieliński stanowczo się opierał wyjazdowi. Wiedział, że w Interze nie ma lepszych od niego. Musiał to tylko udowodnić innym. I udowodnił.
Underdog
W poprzednim sezonie napotkał dwie przeszkody. Wewnętrzną i zewnętrzną. Zawiodło go zdrowie, na które nigdy nie miał prawa narzekać. Pierwszej kontuzji doznał już podczas letniego okresu przygotowawczego, później miewał mniejsze problemy mięśniowe, aż na wiosnę przytrafił mu się najpoważniejszy uraz w karierze. A wydawało się, że to tylko łydka. Wykluczyła go z gry na całych 5 tygodni. Wrócił pod koniec kwietnia, jednak to nie było to. Jakby czuł jakiś dyskomfort. Do tego doszła frustracja, kiedy nie mógł wziąć udziału w klubowych mistrzostwach świata.
Tam drużyna pod okiem nowego trenera Cristiana Chivu nabierała kształtu, a jemu włoscy dziennikarze siedli na karku i wypominali, ile to zarabiał i jak mało w zamian dawał. Trudno w to było uwierzyć, ale z takim przebiegiem w Serie A i wyrobionym nazwiskiem wchodził w ten sezon z pozycji underdoga. Do trzyosobowej linii pomocy ustawili go ostatniego w kolejce: po starych wilkach Nicolo Barelli, Hakanie Calhanoglu i Henrichu Mchitarjanie i młodych wilczkach Peterze Suciciu i Andym Dioufie, dołączonymi do stada za cenę ponad 30 milionów euro.
Zewnętrzną przeszkodą był Simone Inzaghi. Posiadał swoje zalety, o wadach powiedział sam Zieliński: − Trener miał swoich podstawowych zawodników i o co by się nie działo to ich wystawiał. Z Chivu jest inaczej, każdy czuje się potrzebny.
Rzeczywiście, schemat Inzaghiego polegał na tym, żeby wyżymać do ostatniej kropli potu tych samych piłkarzy, innych trzymać w trybie stand by, dokonywać ciągle tych samych zmian i w tym samym czasie bez względu na dyspozycję dnia czy wynik. Mimo tych ograniczeń Zieliński uzbierał w poprzednim sezonie 39 meczów, ale satysfakcjonującej treści nie było w nich za wiele.
Na równi z Hamsikiem
Jak już wydobrzał, to stanął do tego sezonu z dorobkiem 389 meczów w Serie A. Licznik uruchomił w Udinese 2 grudnia 2012 roku, czyli kilka miesięcy po 18. urodzinach. W 93. minucie zastąpił Antonio Di Natale, mecz z jego udziałem potrwał tylko minutę i nawet nie wiadomo, czy zdążył kopnąć piłkę. Nastolatek wyrywał się do gry, a Francesco Guidolin tłumił jego energię na ławce, gdzie siedział również o rok starszy Wojciech Pawłowski. Między Zielińskim a jego pierwszym trenerem w seniorach nie było chemii. Ta dopiero pojawiła się w relacji z Maurizio Sarrim, który dał mu przestrzeń do rozwoju i znalazł pozycję na boisku.
Wróćmy do 2025 roku. Ostało się niewielu cudzoziemców z dorobkiem ponad 300 ligowych meczów. Przed Zielińskim znajdował się tylko Juan Cuadrado, który już gonił resztkami sił i pomysł na poprawianie statystyk oraz pokonanie progu czterech setek znalazł w zmienianiu klubów na coraz słabsze. Obecnie jest mało istotną częścią beniaminka z Pisy. Za Polakiem w bezpiecznej odległości biegli w coraz wolniejszym tempie Paulo Dybala i Duvan Zapata.
W klasyfikacji wszech czasów był za plecami Clarence’a Seedorfa. Jego wyprzedził w pierwszej kolejności i na trasie stanął Kurt Hamrin z okrągłą liczbą 400. Zrównali się 6 grudnia, czyli mniej więcej 14 lat po debiucie Zielińskiego w lidze włoskiej. Następny do minięcia był kulejący Cuadrado, co też się stało. Wskazówka zatrzymała się na cyfrze 408, tylko o jedną mniej od 5. miejsca.
W niedzielę, 1 lutego, w meczu z Cremonese dogonił Marka Hamsika. Było to wydarzenie nacechowane symboliką, bo przecież swego czasu był sprowadzany przez Napoli z założeniem, żeby zastąpić Słowaka. Była to relacja mistrz-uczeń. Uczeń stał się mistrzem, zrobił z Napoli o tyle więcej, że zdobył mistrzostwo Włoch. A po wyrównaniu liczby występów Hamsika rusza po więcej. Celem pierwsza czwórka. Na naruszenie jej składu trzeba jednak trochę poczekać.
Do 2032 roku
Tuż za podium stanął Sebastien Frey, który zaczynał włoska karierę w Interze, ale najbardziej został doceniony w Parmie (z nią zdobył jedyne trofeum w karierze – Puchar Włoch) i Fiorentinie, gdzie próbował z nim rywalizować Artur Boruc. Wzniósł się na pułap 446 spotkań, którego wprawdzie Zieliński nie osiągnie w obecnym sezonie, ale w tym roku powinien.
Trzecie miejsce należy do Gorana Pandeva. Macedończyk zaliczył 5 włoskich przystanków, włącznie z powrotnym do Interu. W wieku juniora ściągnięty do Mediolanu i puszczony w krajowy obieg. Legendą okrył się w Lazio i zdążył nią zostać w Interze, bo został dokooptowany do drużyny w połowie zakończonego tripletą i dlatego magicznego sezonu 2009-10. Najwięcej wygrał w niebiesko-czarnej koszulce, ale Lazio i Napoli również nie opuścił z pustymi rękami. Nad 493 meczami Pandeva górują dwaj piłkarze, którzy przekroczyli niedostępne dla innych granice: jeden 500, a drugi 600 występów. Co ich łączy to przywiązanie do Interu. Jakby ten klub gwarantował długowieczność.
Zieliński musiał zetknąć się z Samirem Handanoviciem jeszcze w Udinese. Jako zdolny junior był regularnie zapraszany na treningi pierwszej drużyny, w której bronił Słoweniec, cieszący się już statusem ligowej gwiazdy. Między innymi w jednym sezonie obronił 6 z 8 wykonywanych rzutów karnych, co do dziś jest niepobitym rekordem. W 2012 roku wykupił go Inter. Handanović w tamtym momencie nigdy by nie przypuszczał, że na pierwszy sukces poczeka długich 9 lat, niemalże do końca kariery. Spasował w 2023 roku w wieku 39 lat z bilansem 566 meczów.
Gdyby przedłużył bramkarskie życie, miał szansę zbliżyć się do Javiera Zanettiego. On na posterunku trwał do 41 lat, cały czas służąc w tej samej jednostce i zasługując na opinię kapitana nie do zdarcia. Zdarzyło mu się wystąpić w 137 ligowych meczach z rzędu. Dla kibiców Interu po prostu postać pomnikowa.
Żeby osiągnąć pułap 615 meczów, Zieliński, który w tym roku będzie obchodził 32. urodziny, musiałby być bardzo zdrowy i bardzo długo zachować tę chłopięcą przyjemność z gry w piłkę, która odmładza i wyróżnia go na tle innych w Interze. Do Argentyńczyka zaraz będzie mu brakowało mniej niż 200 meczów. W tempie 30 meczów w sezonie nadrobiłby ten dystans w ponad 6 lat. Czyli tak gdzieś około 2032 roku. Odległa to perspektywa. Jeśli nie mrzonki.
Jan Ziółkowski: To był rok, który zmienił moje życie
Minione dwanaście miesięcy było dla niego wyjątkowe. Przebojem wszedł do składu Legii, wygrał Puchar Polski oraz Superpuchar Polski i zagrał w ćwierćfinale Ligi Konferencji. Latem pomógł Wojskowym awansować do Ligi Konferencji, a następnie wyjechał do Romy, w której zaliczył już kilkanaście spotkań. No i zadebiutował w reprezentacji Polski.
Liverpool uważnie monitoruje sytuację Christiana Pulisicia w AC Milanie. Amerykański skrzydłowy ma ważny kontrakt do 2027 roku, jednak brak rozmów o jego przedłużeniu może otworzyć drzwi do transferu.
Gwiazda Atalanty przeszła operację kolana. Dłuższa przerwa napastnika
Charles De Ketelaere, który po nieudanym okresie w Milanie odbudował formę w Atalancie, będzie musiał zrobić przerwę od gry. Belgijski napastnik przeszedł artroskopię kolana po kontuzji odniesionej podczas rozgrzewki.