Przejdź do treści
Węgry jakich nie ma

Ligi w Europie Świat

Węgry jakich nie ma

Złożyło się idealnie – 15 listopada zakończymy mundialowe kwalifikacje meczem z Węgrami. Efektownie byłoby wywalczyć awans niemal równo w setną rocznicę pierwszego międzynarodowego występu biało-czerwonych, właśnie przeciw bratankom. Z Madziarami zatem kończymy, ale i zaczynamy grę o przepustki do Kataru. Jest się kogo bać?


ZBIGNIEW MUCHA

W Budapeszcie będziemy faworytami – do takiego myślenia upoważnia potencjał reprezentacji Polski, nowa miotła za jej sterami, najlepszy piłkarz świata w szeregach, ostatnie lata w wykonaniu obu drużyn, okaleczenie rywala – wszystko poza historią. Ta pisana choćby statystyką jest ponura. Na szczęście to tylko historia, w dodatku odległa.

Niechby chociaż Nyilasi

Węgry dziś nie brzmią dumnie. Kiedyś były symbolem światowego piłkarstwa, piłkarskiego kunsztu innym niedostępnego, mieli okresy, gdy nie znały pojęcia porażki, a już na pewno nie z Polską. Kiedy byli wielcy – w latach 50. (przez cztery lata nie mogli znaleźć pogromcy na świecie), i częściowo w 60., wbijali biało-czerwonym po pięć, sześć, osiem bramek. Między 1948 a 1962 rokiem wygrali z nami kolejno dziewięć meczów z bilansem bramkowym: 43-10 (szczęśliwie najświeższa historia jest naszym sprzymierzeńcem: w ośmiu ostatnich grach polegliśmy tylko raz). Za późno też wymyślono plebiscyt Złotej Piłki, bo parę kul przeszło znakomitym Węgrom koło nosa. Niemniej Ferenc Puskas jeszcze kilka razy do nagrody „France Football” zbliżył się – raz nawet na odległość jednego miejsca, z kolei w 1967 po główne trofeum sięgnął w końcu Florian Albert.

– Z przyczyn oczywistych nie bywam teraz często na Węgrzech, ale utrzymuję stały kontakt z węgierskimi przyjaciółmi i żeby język nie zardzewiał, kilka razy w tygodniu staram się z nimi rozmawiać – mówi Michał Listkiewicz, były sędzia, prezes PZPN i hungarysta. – Dotyczy to także ważnych ludzi tamtejszego futbolu. Przyjacielskie stosunki łączą mnie z Sandorem Berzim, wiceprezesem federacji, ale bardzo dobre relacje mam także z szefem związku, potężnym Sandorem Csanyiem, jednym z najbogatszych Węgrów, blisko związanym z premierem Viktorem Orbanem, ale jednocześnie bardzo otwartym i fajnym człowiekiem. Stałe łączę posiadam również z redaktorem naczelnym „Nemzeti Sport”, Gyoergy Szoellosim, który jest również szefem fundacji imienia Ferenca Puskasa, a ponieważ ja angażuję się w pracę Fundacji Kazimierza Górskiego, jesteśmy w nieustannym kontakcie. Tamtejsza fundacja działa bardzo prężnie, sprzedaje np. koszulki retro Puskasa, a nawet wino sygnowane jego nazwiskiem. Nawiasem mówiąc niejednokrotnie uczestniczyłem w spotkaniach pana Kazimierza z panem Ferencem, obaj lubili wypić sobie szklaneczkę mocniejszego trunku… W każdym razie ostatnio nie spotkałem ani jednego Węgra, który przyznałby, że ich reprezentacja jest faworytem w starciu z Polską. I słusznie, bo to my jesteśmy faworytami. Węgry to solidna, uporządkowana drużyna, ale mało… węgierska. Nad tym zresztą ubolewają sami Węgrzy. Ich futbol latami słynął z widowiskowości, fantazji, polotu, ofensywy, dziś brakuje indywidualności w przednich formacjach zwłaszcza. Tym bardziej bratankowie martwią się, że zabrakło w kadrze kontuzjowanego Dominika Szoboszlaia. Starsi fani nieustanne tęsknią za dawnymi czasami. Pewnie powrót do świetności z lat 50. jest nierealny, ale choćby lata 80. wcale nie były dla nich takie najgorsze. Węgrzy utyskują co prawda, że pokolenie Nyilasiego, Fazekasa, Toerocsika zostało zmarnowane, że nie wykorzystali oni swojego potencjału, lecz dziś wyniki tamtej drużyny, która grała na MŚ w Argentynie i Hiszpanii, a potem już z Detarim w składzie, także w Meksyku, przyjęliby z pocałowaniem w rękę.

Lata 80. były faktycznie epoką, po której Węgrzy sporo sobie obiecywali. Już inauguracyjny ich mecz na hiszpańskim mundialu, 10:1 z Salwadorem, zwrócił uwagę na pokolenie wspomnianych Tibora Nyilasiego i Laszlo Fazekasa. Nie mieli jednak szczęścia – trafili do zbyt mocnej grupy: z Argentyną i Belgią. Jeszcze gorzej było cztery lata wcześniej, gdy rywalami były drużyny Argentyny, Włoch i Francji. Im bliżej było meksykańskiego mundialu (1986) tym nadzieje na sukces rosły. Oto pojawił się ten, który miał powieść reprezentację do sukcesów, mianowicie Lajos Detari. Rok 1984 – Węgrzy wygrywają m.in. z Hiszpanią, Holandią, Meksykiem czy Austrią. 1985 – w pokonanym polu zostawiają RFN. 1986 – niespełna trzy miesiące przed mundialem gromią 3:0 Brazylię, a Detari daje koncert. Zderzenie z meksykańskim mundialem było tymczasem bolesne – sześć goli wbili im Sowieci i potem właściwie nie było już czego zbierać. Futbol reprezentacyjny prześwietnych niegdyś Węgrów umarł na wiele lat. Na znacznie dłużej niż w przypadku Polaków, także trochę skacowanych po Mexico ’86.

A może Rossi?

Między 1952 a 1972 rokiem Węgrzy zdobyli pięć medali olimpijskich, w tym trzy złote. Ich olimpijską karierę zakończyła drużyna Górskiego pokonując w finale monachijskich igrzysk. Dla niedawnych hegemonów przyszedł czas smuty – tylko raz od tamtej pory, zresztą bez sukcesu, wzięli udział w igrzyskach. W finałach MŚ trzykrotnie osiągnęli ćwierćfinał, dwukrotnie byli wicemistrzami świata, dlaczego nie zostali w 1954 roku mistrzami – nie wie nikt. W 1986 roku ostatni raz pokazali się na mundialu. Finały mistrzostw Europy były dla nich nieosiągalne od 1972 roku. Wyjątkiem Euro 2016 – wówczas wyszli nawet z grupy, a francuski turniej miał oznaczać odrodzenie całej węgierskiej piłki.

Sukces wywołał rzeczywiście nad Dunajem boom i modę na drużynę narodową. Wygrana z Austrią, remisy z Portugalią i Islandią – fala entuzjazmu miała nieść Madziarów. Wciąż ufano zagranicznym trenerom. Co prawda wcześniej eksgwiazdorzy światowego futbolu Lothar Matthaeus i Erwin Koeman niczego nie zdziałali, ale Bernd Storck i współpracujący z nim Andreas Moeller zawieźli jednak drużynę na francuski turniej. Kolejne eliminacje, do rosyjskiego mundialu, okazały się haniebne – remis z Wyspami Owczymi, domowa porażka z Andorą(!). Po Storcku zespół przejął Georges Leekens, ale wytrzymał tylko cztery mecze, w końcu nastał czas Marco Rossiego.

Były solidny piłkarz, jeszcze solidniejszy trener, maniak taktyki. Zdobył mistrzostwo Węgier z Honvedem 2017, słowacki DAC Dunajska Streda powiódł do pucharów, otrzymał i przyjął ofertę węgierskiej federacji. Niby Włoch, ale już totalnie „zhungaryzowany”. Pracując w Honvedzie, którego właścicielem był Amerykanin węgierskiego pochodzenia George Hemingway, został niemalże przymuszony do nauki miejscowego, nie najłatwiejszego przecież języka. Rossi na razie nie zawodzi – przeszedł eliminacje Euro, w barażach uporał się z Bułgarią i Islandią, awansował do najwyższej dywizji Ligi Narodów. Nie waha się sięgać po piłkarzy ze słabej ligi węgierskiej – w wygranym meczu z Turcją w LN miał aż sześciu takich w wyjściowym składzie.

Tymczasem wspomniana Liga Nemzeti Bajnoksag jest mniej więcej podobnie notowana jak PKO Bank Polski Ekstraklasa – konkretnie zacumowała na 28. miejscu w rankingu UEFA, dwa oczka nad polską (w rankingu reprezentacyjnym FIFA bijemy akurat bratanków na głowę – 19. miejsce kontra 40.). Natomiast pamiętać warto, że po ponad dziesięciu latach przerwy mistrz Węgier awansował w tym sezonie do Champions League – Ferencvaros w silnej grupie z Juventusem, Barceloną i Dynamem Kijów zdobył tylko punkt.

Sąsiadując ze sobą

Idea Wielkich Węgier wciąż jest żywa nad Balatonem. Sto lat temu kraj został „odchudzony”. Na mocy traktatu podpisanego po I wojnie światowej, Węgry uznane za stronę wojującą, utraciły około dwie trzecie ludności i terytorium, w tym dostęp do morza, miliony ich obywateli znalazły się poza nowo wytyczonymi granicami. Do dziś wielu Madziarów nie może się z tym pogodzić. Masowo produkowane są gadżety ilustrujące mapę kraju sprzed 1920 roku, w modzie są tatuaże tematyczne. Wielkie Węgry w kontekście geopolitycznym są nierealne. Namiastką mogłaby być drużyna piłkarska, ale ani pokolenie lat 30., ani tym bardziej 50., raczej się nie powtórzy. Niemniej zakochany w futbolu, niespełniony jako piłkarz, premier kraju i szef Fideszu Viktor Orban, nie szczędzi starań – zaangażowania politycznego i uaktywnienia biznesu, w tym państwowych koncernów, by reanimować jeśli nie trupa, to pacjenta tkwiącego w wieloletniej śpiączce.

Listkiewicz: – Zdarzyło mi się parę razy rozmawiać z Orbanem. Kiedyś dostrzegł mnie na meczu w Bernie, odsunął ochroniarzy, po czym przesiedzieliśmy całą przerwę rozmawiając. „Miszy, powiedz mi, co musimy jeszcze zrobić, by tak okropnie nie grać w piłkę?” – pytał mnie. „Cierpliwości” – odpowiadałem. I proszę, w końcu pojawiają się młodzi zawodnicy jak Szoboszlai, jest kolejny awans na Euro. Orban jest zafiksowany na punkcie futbolu. W trakcie pierwszej swojej kadencji wciąż był czynnym zawodnikiem trzecioligowego klubu ze swojej miejscowości. Opowiadał mi, jak pewnego razu siedział na ławce, w końcówce był karny dla jego drużyny, więc trener specjalnie wpuścił go na plac, by mógł strzelić. „Szedłem do piłki i widziałem strach w oczach bramkarza. On bał się, że obroni” – śmiał się Orban…
Pierwsze oznaki wybudzenia z piłkarskiej śpiączki już są. Węgry starały się o miano współgospodarza Euro 2020/21 i to im się udało. Na tę okoliczność powstał imponujący obiekt, właściwie w miejscu starego Nepstadionu. Środki finansowe kierowane są na działalność piłkarską w kraju i… poza jego granicami. Otóż z publicznych pieniędzy finansowana jest działalność klubów z terytoriów należących do Wielkich Węgier sprzed stu lat. Miliony euro – po kilka lub kilkanaście (w sumie ok. 50) – popłynęły między innymi do zaprzyjaźnionych biznesmenów rządzących słowackim DAC Dunajska Streda, rumuńskim Sepsi Sfantu Gheorghe, serbskim Baczka Topola. Także do Transylwanii, do FK Csikszereda. Na południu Słowacji beneficjentami polityki Orbana zostało kilka klubów, w Chorwacji – NK Osijek, na Słowenii – NK Nafta. Wszędzie tam, gdzie mieszka dużo Węgrów. Wszędzie tam, gdzie ponad sto lat temu były Węgry. Premier Orban powtarza, że Węgry są jednym krajem, który sąsiaduje z samym sobą.

Drugi z rzędu awans do finałów ME po tylu latach postu wynika więc nie tylko z coraz szerzej otwartych przez UEFA furtek dla kontynentalnych maruderów, ale i poniesionych nakładów, a także poprawienia atmosfery wokół futbolu. Podobno właśnie na futbol z publicznych środków przekazano już około 1,5 miliarda euro. Nowe stadiony dzięki temu mają m.in. MTK Budapeszt, Ferencvaros, Debreczyn. Wszędzie tam za sznurki pociągają również ludzie bliscy premierowi.

Zarządzanie centralne

Program naprawczy węgierskiego futbolu zakłada nie tylko budowę obiektów i wdrażanie nowych założeń systemu szkolenia, ale ulgi podatkowe dla klubów, sponsoring przez banki (liga) oraz wielkie firmy z branż wydobywczych. Właściwie cała piłka jest w rękach jednego człowieka. Wspomniany już Csanyi to bodaj najbogatszy człowiek w państwie, prezes futbolowej federacji, prezes największego banku, związany właśnie z wydobywczym gigantem MOL i skarbnik partii Fidesz.
Głosy, że premier bawi się za pieniądze podatników nigdy mocno nie przebiły się do świadomości społecznej. No więc Orban robi swoje. W rodzinnej wsi wybudował 3,5-tysięcny stadion, założył klub Puskas Akademia FC, który nieoczekiwanie doszedł w pewnym momencie nawet do węgierskiej ekstraklasy. Przyjeżdżali reporterzy największych europejskich gazet robiąc reportaże z meczów, które oglądało kilkuset, ale wśród nich najważniejsze osoby w kraju z premierem i najbogatszym oligarchą na czele.

– Orban nie szczędzi grosza na rozwój piłki – mówi Listkiewicz. – Sport i kultura są kluczowe dla niego jeśli chodzi o zachowanie pewnej tożsamości narodowej. Stąd pomoc klubom z dawnych, węgierskich regionów, które dziś do Węgier nie należą. Z tego względu obywatele innych krajów mający choćby śladowe związki z Węgrami łatwo mogą uzyskać paszport węgierski. Dzieci z Rumunii czy innych krajów, te z biednych rodzin, za darmo mogą trenować w węgierskich akademiach, zwłaszcza tej flagowej, imienia Ferenca Puskasa. Co ciekawe, i myślę, że jest to pomysł godny przeniesienia na polski grunt, w tychże akademiach młodych zawodników uczy się jednocześnie zawodów zbliżonych do piłki. Nie wszyscy przecież zrobią karierę. Dlatego zdobywają wiedzę i fach choćby konserwatora boiska, zdolniejsi kształcą się na fizjoterapeutów. Dalej – podmioty inwestujące w sport mają ogromne ulgi podatkowe. Jeden warunek – płacą symboliczne składki, ale muszą ze swoją inwestycją wytrzymać przynajmniej dziesięć lat. Również przedstawiciele 8-10 czołowych dyscyplin są nisko opodatkowani. Według Orbana to się opłaci. Na zasadzie, którą przytaczają amerykańscy badacze – każdy dolar wydany na sport masowy, to 7 zaoszczędzonych później na systemie ochrony zdrowia lub na programach walki z przestępczością.

– Węgrzy więc nie narzekają, że rząd przeznacza duże sumy na piłkę – kontynuuje Listkiewicz. – To naród prosportowy, kibicowsko i czynnie. Kraj mniejszy od naszego, nie mają takiej infrastruktury choćby w szkołach, ale lekcje wychowania fizycznego stoją tam na dużo wyższym poziomie niż u nas. Byłem kiedyś w delegacji z minister sportu Joanną Muchą, mogliśmy przekonać się naocznie jak wygląda organizacja zajęć w szkołach. Nie ma czegoś takiego jak zwolnienie z WF. Ktoś ma katar, rodzice piszą zwolnienie, OK., ale wówczas czynnie uczestniczy w prowadzeniu lekcji, rozstawia pachołki, mierzy czasy, etc. Uczniom nie opłaca się chodzić na zwolnienia.

Strach przed Lewym

Nowy stadion w Budapeszcie dziś bardziej imponuje niż siła reprezentacji. Siła dodatkowo uszczuplona przez absencję Szoboszlaia. Niewiele brakowało, a przeciw Polsce nie mógłby zagrać również Willy Orban, as RB Lipsk i filar defensywy Madziarów, który w spotkaniu Pucharu DFB przeciw Wolfsburgowi złamał nadgarstek. Ostatecznie będzie mógł wystąpić 25 marca. A na ten mecz Orban szykuje się wyjątkowo. Urodzony w Niemczech, jest synem Węgra i Polki. Gdy ojciec porzucił rodzinę, wychowywała go tylko matka. Teoretycznie mógł wybrać sobie reprezentację. Zagrał dwa razy w niemieckiej młodzieżówce, liczył, że w końcu zadzwoni Joachim Loew. Polska furtka była od początku najmniej prawdopodobna. Prezes PZPN, Zbigniew Boniek, nie odbierał mu piłkarskiej klasy, ale mówił: – W reprezentacji Polski chcemy grać wyłącznie Polakami. Nie będziemy robili Polaka z kogoś obcego tylko dlatego, że jest dobry… Ponad trzy lata temu Orban zadebiutował w reprezentacji Węgier, a potem trafił do jedenastki gwiazd Bundesligi edycji 2018-19, podobnie zresztą jak bramkarz Peter Gulacsi.

Od momentu rozlosowania grup eliminacyjnych narracja była niezmienna – to z Węgrami stoczymy walkę o drugie miejsce. Pierwsze dla Anglii wielu ekspertów zarezerwowało zawczasu – pewnie słusznie. Gdyby faktycznie Albion okazał się poza zasięgiem Orłów, Węgrów przesadnie obawiać się nie należy. Warto pamiętać, że w grupie eliminacyjnej do Euro wyprzedzili tylko Azerów, zajęli czwarte miejsce – za Słowakami, Walijczykami i Chorwatami. To Węgrzy obawiają się nas, a najbardziej Roberta Lewandowskiego. – Nie da się go powstrzymać przed strzeleniem gola. Możemy jedynie starać się, żeby nie miał zbyt wielu sytuacji – mówił selekcjoner w wywiadzie dla serwisu „Index”. Nic nowego, to przecież patent zastosowany przez Age Hareide, selekcjonera Duńczyków w eliminacjach MŚ 2018, kiedy w Kopenhadze rywale rozbili nas 4:0.

W kadrze powołanej na marcowe mecze przez Rossiego znaleźli się byli gracze polskich klubów – Akos Kecskes, Gergo Lovrencsics i Nemanja Nikolić. Ich rola powoli jednak powinna być marginalizowana, nawet jeśli Lovrencsics przed kontuzją należał do filarów kadry. Nikolić ostatnio pełnił rolę rezerwowego, jednego z pierwszych wchodzących z ławki. O sile kadry stanowili w ostatnim czasie ludzie spod znaku Red Bulla. Gulacsi i Orban to półfinaliści Ligi Mistrzów w szeregach Lipska, z kolei na gwiazdę numer 1 reprezentacji wyrósł 20-letni Szoboszlai, autor bramki dającej Madziarom awans na Euro. Największy talent węgierskiej piłki w poprzednim sezonie w 40. meczach Salzburga w lidze i pucharach zdobył 12 bramek i zanotował 18 asyst. W tym sezonie jego bilans to: 22 mecze, 9 goli i 11 asyst. Brak ofensywnego pomocnika czyni reprezentację jeśli nie bezzębną, to z poważnie ograniczoną siłą ognia.

Ostatnie małe sukcesy nadbalatońskiego futbolu zaszczepiły w reprezentacji sporo pewności siebie, natomiast wśród kibiców wręcz entuzjazm. Tysiące z nich zebrały się pod stadionem, kiedy reprezentacja rozgrywała decydujący baraż o Euro.

Tyle że dziś nastroje dalekie są od euforii – zapewnia Listkiewicz. – Inaczej by to wyglądało, gdyby mecz odbywał się w grudniu, po wygranych przez Węgrów barażach. Wtedy był entuzjazm, euforia, byli na fali. Dziś tego nie ma. Raczej mają obawy przed konfrontacją z Polakami. Chyba nie tylko z powodów naszych dobrych wzajemnych stosunków przyjęliby remis w ciemno i z podziękowaniem.

Jeśli mowa o bodźcu, to o barażach Węgrzy zapomnieli, natomiast Polacy dostali nowy, w postaci zmiany selekcjonera. – Oczywiście na Węgrzech Paulo Sousa jest świetnie kojarzony, pracował z powodzeniem w Videotonie. Rozpytywałem o niego. Mówili mi, że niezły trener, ale trudny. Konflikty z zawodnikami, starcia z trenerami drużyn przeciwnych – jednym słowem lekki świrus. Mniej więcej sytuowany pod tym względem pomiędzy Ricardo Sa Pinto a Jose Mourinho. Ale to było kiedyś, czas zmienia ludzi, poza tym praca w reprezentacji, to zupełnie co innego, niż w klubie. Okazji do konfliktów też jakby mniej…- kończy Listkiewicz.


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 37/2026

Nr 37/2026

Ligi w Europie Świat

Pierwsze powołania Xaviego. Dwóch debiutantów i kilka zaskoczeń

Xavi ogłosił swoje pierwsze powołania do reprezentacji Holandii. Nie brakuje zaskoczeń, np. brak Memphisa Depaya. Szykują się również debiuty.

FC Barcelona head coach Xavi Hernandez during the La Liga EA Sports match between FC Barcelona and Real Sociedad played at Lluis Companys Stadium on May 13, 2024 in Barcelona, Spain. (Photo by Sergio Ruiz / pressinphoto / Sipa USA)PHOTO)
2024.05.13 Barcelona
pilka nozna , liga hiszpanska
FC Barcelona - Real Sociedad San Sebastian
Foto Sergio Ruiz/pressinphoto/SIPA USA/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Tuchel zaskoczył powołaniami. Po raz kolejny brakuje gwiazdora

Thomas Tuchel ogłosił powołania na Ligę Narodów. W reprezentacji Anglii po raz kolejny zabraknie gwiazdora Manchesteru City. Kogo zobaczymy w kadrze Anglików?

FIFA World Cup, WM, Weltmeisterschaft, Fussball 2026: Norway v England MIAMI, USA - 11th July 2026: England Head Coach Thomas Tuchel during the FIFA World Cup 2026 quarter-final match between Norway and England at Miami Stadium Miami Miami Stadium United States of America Copyright: xCraigxMercerx/xPeakxActionxPhotosx
2026.07.11 Miami Gardens
pilka nozna , mistrzostwa swiata , mundial 2026
Norwegia - Anglia
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Reprezentacja Polski straci potencjalnego reprezentanta? Otrzymał powołanie

Julian Zakrzewski Hall był piłkarzem przymierzanym do reprezentacji Polski ze względu na swoje korzenie. Coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że nie będzie mu dane zagrać w biało-czerwonych barwach.

Julian Hall Zakrzewski (16) of Red Bulls controls the ball during regular MLS season game against CF Montreal at Sports Illustrated Stadium in Harrison, NJ on March 8, 2026. CF Montreal won 3 - 0. (Photo by Lev Radin/Sipa USA)
2026.03.08 Nowy Jork
pilka nozna amerykanska liga MLS
New York Red Bulls - CF Montreal
Foto Lev Radin/SIPA USA/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Lionel Messi pobił kolejny rekord. Co za liczby!

Lionel Messi pobił następny rekord MLS. Jego statystyki występów w barwach Interu Miami są nieziemskie.

August 19, 2026: Inter Miami Foward Lionel Messi (10) prior to an MLS match against the Philadelphia Union  at Subaru Park in Chester, Pennsylvania.  Kyle Rodden/CSM/Sipa USA (Credit Image: © Kyle Rodden/Cal Sport Media/Sipa USA)
2026.08.19 Chester
pilka nozna liga amerykanska MLS
Philadelphia Union - Inter Miami CF
Foto Cal Sport Media/SIPA USA/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Juergen Klopp ogłosił swoje pierwsze powołania. Wyselekcjonował nie jedną, a dwie kadry

Juergen Klopp rozpoczął rewolucję w reprezentacji Niemiec od… rewolucji. Na najbliższe zgrupowanie powołał dwie kadry.

Nominierungs-PK UEFA Nations League 2026/2027 mit Bundestrainer Jürgen Klopp Bundestrainer Jürgen Klopp spricht zu den Journalistinnen und Journalisten. Pressekonferenz auf dem DFB-Campus in Frankfurt am Main am 17. September 2026., Frankfurt am Main Hessen Deutschland DFB-Campus *** UEFA Nations League 20262027 Roster Announcement Press Conference with National Team Coach Jürgen Klopp National Team Coach Jürgen Klopp speaks to journalists at a press conference on the DFB Campus in Frankfurt am Main on September 17, 2026, Frankfurt am Main, Hesse, Germany, DFB Campus
2026.09.17 Frankfurt
pilka nozna og?oszenie trener kadry kadra
Jurgen Klopp - konferencja prasowa nowego selekcjonera reprezentacji Niemiec
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej