Die Mannschaft po kilku latach wyjątkowych zawirowań ponownie jedzie po właściwych torach. Przed selekcjonerem Hansim Flickiem wprawdzie jeszcze sporo pracy i niejeden ból głowy, ale Niemcy wysłali w świat sygnał: wróciliśmy!
MACIEJ IWANOW
Wprawdzie zwycięska seria Flicka dobiegła końca i w dziewiątym meczu w roli selekcjonera reprezentacji Niemiec zremisował z Holandią, ale wciąż może być zadowolony. Kadra narodowa transformację po erze Joachima Loewa przechodzi bezboleśnie, i znajduje się na dobrym kursie na mistrzostwa świata w Katarze. Malkontentów do niedawna nie brakowało, a podstawowym argumentem była zawsze klasa rywali. Flick wygrywał mecz za meczem, ale godnego przeciwnika nie miał. Czy to w kwalifikacjach mundialu, czy w pierwszym sparingu tego roku z Izraelem. To nie byli rywale, których pokonanie mogłoby zasugerować, że Niemcy są gotowi na katarskich boiskach zemścić się za kompromitację sprzed czterech lat. Imponującym zwycięstwom zawsze towarzyszyło: „tak, ale…” – aż do meczu z Holandią. W końcu zespół z wyższej półki, na tle którego podopieczni Flicka zaprezentowali się znakomicie i to pomimo braku kilku czołowych piłkarzy. Oglądanie dominującego futbolu i niezwykłej intensywności całego zespołu było bardzo odświeżające. Po raz pierwszy za kadencji tego trenera, reprezentacja spotkała się z takim oporem ze strony rywala i przeżyła prawdziwy test wytrzymałościowy. Nic dziwnego, że Flick wydawał się bardziej usatysfakcjonowany tym remisem niż wszystkimi poprzednimi zwycięstwami.
Luksusowy problem
Nie ma jednak obawy, że selekcjoner popadnie w samozadowolenie. Już w pomeczowym wywiadzie zwrócił uwagę, w jakich aspektach trzeba jeszcze wykonać dużo roboty, na co zwrócić uwagę i jakie schematy powielać. Ale nie da się ukryć, że reprezentacja Niemiec po długim okresie smuty wreszcie odzyskała respekt i wysłała w świat jednoznaczny komunikat: znowu trzeba się z nami liczyć!
Według ostatnich doniesień FIFA ma pozwolić na 26-osobowe kadry. Gdyby zależało to od Flicka to wziąłby i 30 piłkarzy. Niewątpliwie selekcjoner ma problem bogactwa – choć nie w każdej formacji. Pytany na konferencji prasowej o skład pochwalił wszystkich obecnych na zgrupowaniu, wymieniając również tych, którzy z powodu urazów przyjechać nie mogli. Flick jest obecnie właścicielem bardzo luksusowego sklepu. Problem w tym, że niektóre półki zaczynają się niebezpiecznie uginać pod ciężarem towarów i niechętnie, ale będzie musiał z czegoś zrezygnować.
Ruediger i…
Na pytanie kogo widzi jako szefa obrony, Juergen Kohler – były reprezentant i mistrz świata z 1990 roku odpowiedział, że Manuela Neuera. Niestety, nie ma obecnie w kadrze nikogo, kto mógłby dyrygować linią defensywy i nadawać jej tempo. Naturalnie na szefa obrony wyrasta Antonio Ruediger, ale to bardziej lider zapasowy i trochę z przymusu. On może być pewien miejsca na katarskich boiskach, ale już kto będzie jego partnerem na środku formacji pozostaje sprawą otwartą. Pozycja Niklasa Suele wcale nie jest taka oczywista. W bardzo dobrym stylu zadebiutował w reprezentacji Nico Schlotterbeck z Freiburga potwierdzając swoją znakomitą formę z ligi. Z Holandią zagrał z taką determinacją, że Suele mógł przed telewizorem poczuć się kilka razy niezbyt komfortowo. Nie można zapominać o Matthiasie Ginterze, który ma co najmniej porównywalne karty co obrońca Bayernu. Jonathan Tah będzie tylko uzupełnieniem.
Największym przegranym wydaje się być Mats Hummels. Gdy niesłusznie odciął się od niego Joachim Loew, rozpętała się burza, ponieważ znajdował się wtedy w świetnej formie, a opinia publiczna żądała przywrócenia go do reprezentacji. To już minęło i obecnie Flick nie ma najmniejszego powodu by go powołać. Z trójki banitów wrócił tylko Thomas Mueller, bez którego selekcjoner nie wyobraża sobie drużyny.
Bardzo duże szanse na mundial ma lewy obrońca Hoffenheim David Raum, najczęściej dośrodkowujący w Bundeslidze, który wykorzystuje fakt, że po kontuzji dopiero wraca na boisko Robin Gosens. Nie jest powiedziane, że zawodnik Interu będzie w pierwszym składzie, bo Raum wydaje się bardziej dynamiczny. Po drugiej stronie boiska największym wygranym kadencji Flicka jest Thilo Kehrer, którego rola w reprezentacji jest zupełnie inna niż w klubie.
Więcej chętnych niż miejsc
O ile skrzydła są obsadzone i zabetonowane tak, że tylko katastrofa może spowodować, iż nie zagrają Leroy Sane i Serge Gnabry, to środek pola jest tak przepełniony, że Flick chyba będzie musiał rzucać kostką. Dwie reprezentacje byłyby za małe by upchać wszystkich chętnych. Na szóstce mamy Joshuę Kimmicha i nieoczekiwanie Jamala Musialę. Obok nich Ilkay Guendogan, którego Flick skutecznie odwiódł od przedwczesnego zakończenia kariery i Leon Goretzka. Na dziesiątce Marco Reus, Mueller bądź Kai Havertz. Florian Wirtz byłby pewniakiem do wyjazdu do Kataru, lecz niedawno zerwał więzadło. Otoczenie piłkarza zakomunikowało, że nic na siłę i najważniejsze by wrócił do zdrowia. Dopiero za dwa miesiące będzie można określić czy istnieją w ogóle jakiekolwiek szanse na szybką rekonwalescencję. Jeśli się nie uda, będzie to strasznie smutne zrządzenie losu, bo do momentu kontuzji piłkarz Bayeru Leverkusen miał życiowy sezon i ciągnął klubowy wózek. W każdym razie druga linia jest przepełniona klasowymi nazwiskami, a przewijają się jeszcze Momo Dahoud, Maxi Arnold, Julian Brandt, Julian Weigl czy coraz częściej przenikający do szerszej świadomości Anton Stach.
Uratować Wernera
Takiego komfortu selekcjoner nie ma natomiast w ataku. Na dobrą sprawę zostali mu tylko wspomniany Havertz i Timo Werner. Ten drugi zresztą może być wdzięczny niebiosom, że to właśnie Flick jest trenerem reprezentacji. Wydaje się, że postawił sobie za punkt honoru by przywrócić Wernera do żywych i konsekwentnie na niego stawia. Z przodu może grać Havertz, ale to byłoby marnotrawstwem jego dynamiki i uniwersalności. Może tam grać i od biedy Mueller, ale to również byłoby działaniem na szkodę samego piłkarza. Dlatego trener ufa Wernerowi i chce wydobyć z niego to, co najlepsze, a ich współpraca układa się znakomicie. Dla Flicka kluczowe nie są gole, równie ważna jest szybkość i determinacja napastnika Chelsea. Wymusza on błędy w szeregach rywali, a za nim czai się błyskawiczna druga linia. Werner czasy bycia cudownym dzieckiem ma już dawno za sobą. Nie spełnił wygórowanych oczekiwań, a słynna jaskółka tylko spotęgowała niechęć trybun wobec niego. Tyle że wciąż ma wszystko, żeby być kluczowym elementem układanki Flicka i w decydującym momencie zostać bohaterem. Selekcjoner doskonale wie, że bardziej może mu się opłacać wiara w napastnika, często na przekór wszystkim. Z nim łatwiejsze będzie operowanie na boisku niż kombinowanie jak ustawić zespół bez nominalnego środkowego ataku.
(…)
CAŁY TEKST ZNALAZŁ SIĘ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (14/2022)
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.