Walka między Pierwszym a Trzecim Światem, czyli bolesne potknięcie Chelsea
Dla Chelsea jedynym zyskiem z przebycia blisko 10 tysięcy kilometrów do Japonii miało być wygranie Klubowych Mistrzostw Świata. Tylko trofeum mogło podreperować reputację Rafaela Beniteza u kibiców. Porażka z Corinthians zabiła dobrą passę i opróżniła energetyczne baki The Blues.
– Musieliśmy przebyć długą drogę i przegraliśmy – podsumował kosztowne tournee Chelsea Frank Lampard. Już w połowie grudnia The Blues pożegnali się z czwartą szansą na trofeum w tym sezonie – po Tarczy Dobroczynności, Superpucharze Europy oraz Lidze Mistrzów.
W Japonii podopieczni Beniteza przez cały pobyt zmagali się z 9-godzinną różnicą czasu. W połączeniu z dwoma meczami na KMŚ zaowocowało to potężną dawką kwasu mlekowego w mięśniach. Chelsea nie może sobie pozwolić na relaks, bo już w środę czeka ją rywalizacja na kolejnym froncie – w Pucharze Ligi na wyjeździe z Leeds. Ze względu na japońskie przepisy, The Blues do Londynu mogą wrócić dopiero w poniedziałkowe popołudnie. Znacząco skróci to regenerację przed starciem na Ellan Road, które zacznie maraton sześciu meczów Chelsea na przełomie 19 dni. Kryzys fizyczny w końcówce roku przekreśli jakiekolwiek możliwości na uratowanie sezonu w lidze i krajowych pucharach.
Wpadka z Corinthians wzięła się z ospałej postawy zawodników ze Stamford Bridge. Przedstawiciele Europy na KMŚ przegrali z przeciwnikami na płaszczyźnie organizacji gry i przygotowania kondycyjnego. – Nasi piłkarze mają umiejętności, ale fizycznie część z nich nie jest tak mocna – tłumaczył Benitez. Wtórował mu trener rywali. – Byłem zaskoczony Benitezem. Wystawili lekką drużynę, w porównaniu do poprzedniej, bardziej fizycznej – zaznaczył Tite.
Przewagę Corinthians mógł zatuszować Fernando Torres, który w 86. minucie gry dostał prezent z niebios. W polu karnym pod jego nogi spadła bezpańska piłka. Wystarczyło podnieść głowę i strzelać w dowolny róg. Hiszpan trafił w bramkarza. Ruchem bez piłki Torres dochodził do klarownych sytuacji strzeleckich, ale znów pudłował. Nie przedłużył passy pięciu goli w trzech meczach. Nie okazał się też zbawicielem na miarę Didiera Drogby z majowego finału Ligi Mistrzów. – Zgadzam się, że powinien wykorzystać takie okazje w finale, ponieważ niełatwo je stworzyć – przyznał Benitez. – Postarajmy się znaleźć pozytywy. Przynajmniej wygrywał walkę w powietrzu, był świeży i można dostrzec u niego poprawę kondycji.
Corinthians było daleko od stereotypowej magii Latynosów, ale ich waleczność wystarczyła do sięgnięcia po trofeum. Podobnych cech zabrakło w obozie londyńczyków. – Myślę, że tylko Brazylijczycy David Luiz i Ramires pokazali siłę woli. Zespół wyszedł na boisko pozbawiony chęci – mówił rezerwowy Lucas Piazon. Luiz, wybrany na drugiego najlepszego zawodnika turnieju, stanowił filar defensywy The Blues. Po końcowym gwizdku na jego policzku pojawiły się łzy, podobnie jak w przypadku Ramiresa. – Płakałem. Jest mi ciężko na sercu. Marzyłem o występie w finale Klubowych Mistrzostw Świata i chciałem wygrać – powiedział po meczu.
Partnerzy Luiza nie wykazali się podobną determinacją. Skorzystali na tym gracze Corinthians, niesieni dopingiem 20 tysięcy kibiców z Brazylii. Część fanatyków zadłużyła się lub zwolniła z pracy, byle tylko być świadkiem historycznej chwili ich klubu. – To była prawdziwa walka między trzecim, a pierwszym światem – skomentował obrońca Paulo Andre. – Pokazaliśmy światu, że choć raz możemy być najlepsi. To bardzo ważne dla naszych ludzi, naszych kibiców, którzy mają trudne życie.
Gwiazdor negocjuje z Arsenalem. Niebawem ogłoszenie nowej umowy
Declan Rice negocjuje przedłużenie swojego kontraktu z ,,Kanonierami''. 27-latek gra tam od 2023 roku. Nowa umowa ma zawierać podwyżkę pensji.
Dekada w jednym miejscu? Jest nowy kontrakt trenera w Premier League
Arsenal przedłużył kontrakt ze swoim obecnym szkoleniowcem. Arteta zasiada na ławce ,,Kanonierów'' od 2019 roku, a jeśli wypełni nową umowę przepracuje dekadę w jednym klubie.