Cóż to miał być za sezon. Kapitalne pierwsze mecze w wykonaniu Borussii Dortmund nałożyły się na kryzys Bayernu Monachium i wszystko wskazywało na to, że to jest ten sezon, kiedy król zejdzie choć na chwilę z tronu, by rozprostować kości. Wydawało się, że ultraofensywna piłka preferowana przez Holendra Petera Bosza trafiła w Dortmundzie na podatny grunt.
To będzie niezwykle gorące lato w Dortmundzie (fot. Reuters)
TOMASZ URBAN, KOMENTATOR ELEVEN
Sam zresztą dałem się zwieść ułudzie, pisząc jesienią, że to Dortmund zdaje się w tej kampanii faworytem numer 1 do mistrzostwa. Pewnie było w tym trochę życzeniowego myślenia. Wydawało mi się, że w Bayernie następuje jakieś przesilenie, bo nie można wygrywać w nieskończoność. Poza tym dla Bundesligi byłoby dobrze, gdyby od czasu do czasu ktoś inny stanął na najwyższym stopniu podium. Dla Bundesligi, ale też i Bayernu, bo historia pokazuje, że nic tak nie napędza jego rozwoju jak porażki.
Ale nie tym razem. Jupp Heynckes został na stare lata operatorem walca drogowego i wyrównuje wszystko, co tylko stanie na jego drodze. Mimo iż jeszcze w październiku zeszłego roku strata Bayernu do Borussii Dortmund wynosiła pięć punktów, to już pod koniec listopada można było bez wielkiego ryzyka obwieszczać, że i tym razem Bayern zakasował konkurencję. Borussia tymczasem całkowicie się pogubiła. Zmiana trenera nie dała w zasadzie żadnego efektu. BVB odpadła i z Pucharu Niemiec, i z Ligi Europy. Poza tym co z tego, że z 16 ligowych meczów pod wodzą Stoegera przegrała tylko dwa, skoro były to dwa najważniejsze z perspektywy kibiców starcia? 0:6 w Monachium to wielki powód do wstydu, ale można to jeszcze jakoś zrozumieć i wytłumaczyć. Ale w żaden sposób nie da się przejść do porządku dziennego nad 0:2 w Revierderby z Schalke. Dali temu wyraz kibice BVB podczas sobotniego meczu z Bayerem. Nie chodzi już nawet o sam wynik, ale o całokształt tego meczu, o bezradność i jak dała się zdominować swojemu piłkarskiemu wrogowi.
W ostatnich latach na Borussię patrzyło się z zachwytem, na ten szybki i energetyczny futbol, na słynny kloppowy heavy metal, a potem tuchelowy hard rock. Dziś zaś Borussia to w zdecydowanej większości meczów zblazowany boysband, mdły, nużący, irytujący i odpychający. Spotkanie z Bayerem było koncertem symfonicznym, ale jedynym w ostatnim czasie, pośród całej masy przaśnych występów na wiejskich dożynkach. To, co tworzono przez lata, rozpadło się na kawałki w ciągu kilku zaledwie miesięcy. Wydawało się, że mimo sukcesywnych ubytków BVB dzięki przemyślanej strategii jest w stanie utrzymać poziom, ściągając do siebie hiszpańskie czy angielskie perełki. Niestety, nie udało się. Nie najlepiej zainwestowano pieniądze, jakie trafiły do klubu po transferach Pierre’a-Emericka Aubameyanga i Ousmane’a Dembele. Skupiono się bardziej na potencjale na przyszłość niż na teraźniejszości. Kadra Borussii niby jest liczna, ale wobec braku formy u wielu zawodników, wcale nie tak łatwo o alternatywy. Tym bardziej że drużynę przez długie miesiące dobijały kontuzje ważnych piłkarzy, takich jak choćby grający fantastycznie w minionym sezonie na dwóch pozycjach Raphael Guerreiro, łamiący się co chwilę Marco Reus, mający zastąpić na skrzydle Dembele – Andrij Jarmołenko, czy niemogący wrócić do dawnej formy Mario Goetze. Przed sezonem pozbyto się Svena Bendera, do Saint-Etienne oddano Nevena Suboticia i nagle okazało się, że w zespole brakuje hierarchii, nie ma ludzi, którzy byliby dla tych młodych wilczków przewodnikami i mentorami. Także poza boiskiem, bo w ostatnim czasie głośno w niemieckich mediach o tym, że młodzi piłkarze BVB mają problemy z utrzymaniem dyscypliny i profesjonalizmu po zejściu z murawy.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (17/2018) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Gigant kupi Olise? Jasne stanowisko Bayernu Monachium
Michael Olise to fundamentalna postać Bayernu Monachium. Giganci ustawiają się w kolejkę, ale Bawarczycy nie zamierzają sprzedawać francuskiego gwiazdora.