Vive La Pologne. Biało-czerwoni wyśnili swój wielki sen
Szkockie media dworowały sobie z Roberta Lewandowskiego, a on na boisku pokazał klasę ich reprezentacji, na Hampden Park strzelił dwa gole. Irlandczycy już nie pozwolili sobie na szyderę, bo wiedzieli przeciw jakiemu snajperowi przyjdzie im walczyć. Lewy akurat teamowi z Zielonej Wyspy zaaplikował swojego gola numer 2 w drużynie narodowej, w listopadzie 2008 w Dublinie. Tamta potyczka miała jednak charakter towarzyski, a potem nasz genialny napastnik trzy mecze z Irlandią zakończył z zerowym kontem bramkowym. Kto jak nie Robert miał poprowadzić biało-czerwoną armadę Nawałki w arcyważnej batalii na Stadionie Narodowym?
Po bitwie ze Szkotami w Glasgow biało-czerwoni musieli zmierzyć się z zespołem hołdującym podobnemu, wyspiarskiemu stylowi gry. Martin O’Neill, selekcjoner kadry Zielonej Wyspy nie próbował namawiać podopiecznych do fajerwerków, w ofensywie i defensywie bazował na prostych i dość skutecznych środkach. Irlandia przyjechała na Stadion Narodowy z serią siedmiu spotkań bez porażki, opromieniona zwycięstwem z Niemcami w Dublinie.
Wiele z dawnych sław irlandzkiego futbolu uważa, że obecna generacja dowodzona przez O’Neilla jest najsłabsza od 30 lat, ale w stolicy Polski w wyjściowej jedenastce gości było aż 9 zawodników z klubów angielskiej Premier League. Irlandczycy nastawili się na wyniszczającą wojnę z biało-czerwonymi, stąd też decyzja o posadzeniu na ławce rezerwowych Robbie Keane, uczestnika finałów MŚ 2002 i Euro 2012. Inny weteran, 34-letni John O’Shea miał tak dyrygować obroną, żeby powstrzymać lidera klasyfikacji najskuteczniejszych eliminacji ME we Francji, Roberta Lewandowskiego. – Zrobimy wszystko, by osiągnąć korzystny wynik w Warszawie. Polska to nie tylko Lewandowski – zapewniał kapitan Irlandczyków, były futbolista m.in. Manchesteru United, obecnie gracz Sunderlandu.
Od pierwszych minut ekipa Martina O’Neilla nie kalkulowała, grała bardzo ostro, ale Polacy odpowiadali tym samym. Nasz selekcjoner świadomie zaryzykował wystawiając od początku na prawym skrzydle Pawła Olkowskiego (kosztem Jakuba Błaszczykowskiego), a w środku wstawił Karola Linetty’ego. 20-letni pomocnik Lecha Poznań wcześniej w kilku sytuacjach nie radził sobie z presją, ale Nawałka uznał, że chyba to jest odpowiedni moment, żeby wrzucić go na bardzo głęboką wodę. – Zawsze marzyłem, by brać udział w ważnych spotkaniach reprezentacji Polski – powtarzał wielokrotnie wcześniej Linetty. Doczekał się. Mecz ostatniej kolejki eliminacji Euro 2016 uznano u nas z jeden z najważniejszych w nowożytnych dziejach kadry. Zainteresowanie nim przechodziło najśmielsze oczekiwania, a kibice od pierwszego gwizdka arbitra z Turcji starali się wspierać piłkarzy w biało-czerwonych trykotach.
Już w 13. minucie polska publika oszalała, bo po rzucie rożnym egzekwowanym przez Kamila Grosickiego futbolówka trafiła pod nogi Grzegorza Krychowiaka. Zawodnik Sevilli precyzyjnym uderzeniem ulokował piłkę w siatce obok bezradnego Darrena Randolpha, golkipera West Hamu, który w trakcie poprzedniego spotkania z Niemcami zastąpił między słupkami Shaya Givena. Radość gospodarzy nie trwała długo, bo po faulu Michała Pazdana (który prawdopodobnie miał miejsce za szesnastką) Irlandczykom został przyznany rzut karny, a na bramkę zamienił go idol kibiców Stoke, Jonathan Walters. Piłkarsko Polacy mieli do zaoferowania znacznie więcej, ale niesamowicie waleczni i wybiegani herosi O’Neilla nie pękali. Tuż przed zakończeniem pierwszej odsłony swoją obecność na placu zaznaczył Lewandowski. Głową zdobył bramkę numer 9 dla kadry w 2015 roku. Dogrywał mu Krzysztof Mączyński, na którym jeszcze nie tak dawno wieszano psy, ale w jego przypadku Nawałka się nie mylił. Po powrocie do Polski ulubieniec selekcjonera stał się ważnym ogniwem drużyny narodowej. Pewnie Mączyński nawet w snach nie marzył, że zostanie pożegnany porcją braw na Stadionie Narodowym. To nie były sny, tylko jawa, a pomocnik Wisły Kraków zasłużył na aplauz.
W drugiej połowie przebieg rywalizacji się nie zmieniał. Polacy dążyli do strzelenia gola, licząc na szybkie kontry, goście starali się zagrażać świątyni Łukasz Fabiańskiego. W 81. minucie bramkarz Swansea wykazał się odbijając piłkę po uderzeniu głową O’Shea. Ożywiło to fanów z Zielonej Wyspy, którzy, podobnie jak piłkarze wiedzieli doskonale, że remis 2:2 wepchnie ich do Euro 2016. Pod sam koniec Nawałka wpuścił doskonale znanego rywalom Sławomira Peszkę, autora trafienia z marca w Dublinie, gdy doszło do podziału punktów. Piłkarz Lechii Gdańsk szybko zapisał się w protokole, bo za odkopnięcie futbolówki po gwizdku zobaczył żółty kartonik.
– Jesteśmy z wami, jesteśmy z wami – zaintonowali polscy kibice na Narodowym. Mimo przenikliwego zimna obiekt osiągnął temperaturę wrzenia. Pięć minut! Tyle doliczył turecki rozjemca, a już po regulaminowym czasie John O’Shea wyleciał z boiska. Druga żółta kartka została mu pokazana za faul na Lewym. Robert przeżywa swój czas, strzela jak szalony w klubie, nie zawodzi w reprezentacji Polski, w eliminacjach ME pokazuje zabójczą skuteczność. I walczy jak lew, dla wszystkich Polaków. Nikt bardziej niż on nie zasłużył na awans do Euro 2016. Całej drużynie Adama Nawałki wielkie brawa. Jedziemy do Francji mając w swoim składzie jednego z najlepszych piłkarzy świata. Polska, biało-czerwoni!