Tragedia na Hillsborough. Przez kłamstwa i błędy do sprawiedliwości!
23 lat temu piłkarski świat wstrzymał oddech. Podczas półfinałowego spotkania Pucharu Anglii pomiędzy Nottingham Forest a Liverpoolem FC śmierć poniosło 96 kibiców ekipy The Reds. Przed kilkoma dniami światło dzienne ujrzało specjalne sprawozdanie, które rzuciło na wydarzenia z 15 kwietnia 1989 roku nowe światło.
To co stało się na Hillsborough zapoczątkowało długą batalię rodzin ofiar o sprawiedliwość. Dla tych, którzy nie zagłębiali się wcześniej w temat, może się to wydać nieco dziwne? O co chodziło bliskim zmarłych? O co chodziło Liverpoolowi, że przez tyle lat walczył o prawdę i dobre imię swoich kibiców. Postaramy się nakreślić genezę wydarzeń do jakich doszło na stadionie Sheffield Wednesday i główne tezy jakie płyną ze sprawozdania Niezależnej Komisja Hillsborough.
Tragedię można było przewidzieć
Mądry Anglik po szkodzie – można było powiedzieć po tragedii na Hillsborough, ale dzisiaj już nikt nie ma wątpliwości, że katastrofie można było zapobiec. Na długo przed rokiem 1989 dochodziło do różnych – mniejszych lub większych – incydentów na brytyjskich stadionach. Komisja podczas swojego dochodzenia znalazła dokumenty, które potwierdzały, że wszelkie niedociągnięcia i braki, tak jeśli chodzi o infrastrukturę, jak i logistykę organizacji spotkań i wpuszczania kibiców na obiekty były znane na wiele miesięcy przed pamiętnym 15 kwietnia. Nic z tą wiedzą jednak nie zrobiono, i było kwestią czasu, aż czara w końcu się przeleje i dojdzie do dramatu na wielką skalę.
No i stało się. Podczas starcia Liverpoolu FC z Nottingham Forest w półfinale Pucharu Anglii doszło do ogromnej tragedii, w której śmierć poniosło 96 kibiców The Reds. Przez wiele lat o wydarzenia do jakich doszło na Hillsborough obwiniano fanów Liverpoolu, a prym w tym wiodła bulwarówka „The Sun”, o której napiszemy w dalszej części. Jak jednak wykazał pracę prowadzone przez specjalną komisję, odpowiedzialność ponoszą policjanci i ich nieudolne zachowanie przed, w trakcie i po wypadku.
Błędy i kłamstwa
Pierwszym i najbardziej rzucającym się w oczy faktem było to, że do starcia Liverpoolu z Nottingham na Hillsborough nigdy nie powinno dojść. Stadion Sheffield nie posiadał bowiem ważnego certyfikatu bezpieczeństwa (od 10 lat!), o czym doskonale wiedziano, ale wiedzę tę zlekceważono. Druga kwestia to przeznaczenie dla sympatyków The Reds trybuny Leppings Lane (i to nie całej), która była znacznie mniejsza od tej, którą udostępniono kibicom Nottingham, mimo tego iż było wiadomo, że to właśnie z Miasta Beatlesów przyjedzie większa grupa ludzi. Sprawozdanie ponad wszelką wątpliwość wykazało, że trybuna był szczególnie niebezpieczna i stanowiła zagrożenie dla jej użytkowników.
Dalej było już tylko gorzej. Początkowo otworzono dla kibiców Liverpoolu jedynie dwie bramki wejściowe, jednak wielu fanów przybyło pod stadion tuż przed pierwszym gwizdkiem, co skłoniło policję do otworzenia kolejnych i dosłownego wlania się tłumu na stadion. To z kolei doprowadziło do ogromnego zamieszania w tunelu, a następnie na samej trybunie. Niezależna Komisja Hillsborough zebrała dowody na to, że służby nie potrafiły przewidzieć konsekwencji swoich decyzji i zapanować nad kibicami. Jakby tego było mało, nie zadział także system realizacji planu służby ratowniczych na wypadek zaistnienia tragedii na taką skalę. Światło dzienne ujrzały bowiem dokumenty potwierdzające, że patolog, który przybył na miejsce zdarzenia określił praktycznie jedną, powtarzającą się we wszystkich przypadkach przyczynę śmierci, chociaż wielu z poszkodowanych nie zmarło bezpośrednio po zdarzeniu, ale dopiero po jakimś czasie. Okazało się, że aż 41 osób z 96 można było uratować, gdyby służby odpowiedzialne za niesienia pomocy i jej koordynowanie zadziałały lepiej i szybciej. Być może będzie to zbyt duże uproszczenie, ale 15 kwietnia 1989 roku nic i nikt nie funkcjonował na Hillsborough zgodnie z przepisami i zdrowym rozsądkiem.
Wydawać by się mogło, że po takim wydarzeniu ktoś z policji uderzy się w pierś i powie „moja wina”, „nie sprostaliśmy zadaniu”. Niestety, do niczego takiego nie doszło. Co więcej, zaczął się proces szkalowania i obarczania winą za całe wydarzenie kibiców Liverpoolu.
Bezpośrednio po tragedii policja lansowała wersję, według której fani The Reds mieli być pod wpływem alkoholu, a wielu z nich miło nie mieć biletów i próbować wejść na obiekt przemocą. W roku 2012 wiemy, że była to opowieść mając na celu zatuszowanie tego co wydarzyło się naprawdę, tych wszystkich błędów, które nie powinny nigdy mieć miejsca.
„The Sun”
Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi, a właściwie potwierdzono jedynie oficjalnie, to o czym mówiło się od dawna, jednak Niezależna Komisja Hillsborough nigdy by nie powstała, gdyby nie naganne zachowanie dziennikarzy brukowca „The Sun”, którzy tuż po katastrofie przedstawili wersję zdarzeń, która była zgodna z tą lansowaną przez policję. Kibice Liverpoolu FC bardzo dobrze pamiętają okładkę dziennika z tytułem „PRAWDA” i stekiem kłamstw wyprodukowanych przez „The Sun”. Kłamstw, które bardzo szybko zostały podchwycone przez opinię publiczną, inne media (Daily Star, Sheffield Star) i w końcu parlament. Tym który wydał zgodę na publikację był Kelvin MacKenzie, ówczesny redaktor naczelny dziennika.
Wiemy, że „The Sun” powoływał się w 1989 roku na informacje otrzymane od Agencji Prasowej w Sheffield, a ta z kolei dostała nieprawdziwe dane od przedstawiciela South Yorkshire Police (SYP), która zajmowała się sprawą. Z dnia na dzień kłamstwo zaczęło żyć własnym życiem, ale dzięki pracom komisji i Lorda Justice Taylora odkryto, że dokumenty na ten temat, które pochodziły z SYP, a także z South Yorkshire Metropolitan Ambulance Service były poddawane manipulacjom mającym na celu jedno. Zatuszowanie prawdy i zrzucenie odpowiedzialności na barki kibiców.
Po ukazaniu się sprawozdania, sprawiedliwości w końcu stało się zadość. Przeprosił premier Wielkiej Brytanii David Cameron, przeprosiło także „The Sun”, jednak dziennik ten już na zawsze będzie tytułem znienawidzonym w Liverpoolu. Warto bowiem przypomnieć, że tuż po tragedii wielu kolporterów z Miasta Beatlesów odmawiało przyjęcia „The Sun” do swojej oferty, a rodowici mieszkańcy miasta do dnia dzisiejszego uważają nie kupowanie tej bulwarówki za punkt honoru. Z niegdysiejszego nakładu „The Sun” na Liverpool, który w najlepszych dniach dochodził do 220 tysięcy egzemplarzy dziennie, dzisiaj w Merseyside sprzedaje się ich zaledwie 12 tysięcy. Pismo straciło więc nie tylko wizerunkowo, ale także dostało po kieszeni. Chcąc jednak, czy nie chcąc „The Sun” i Rupert Murdoch mieli przez lata zapewnioną darmową reklamę, bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że nieważne jak, ważne, że się o nas mówi.
Ulga dla rodzin
W całej tej aferze najbardziej cieszy fakt, że po blisko ćwierć wieku walki o dobre imię swoich bliskich, ich rodziny w końcu mogą odetchnąć z ulgą i spać spokojnie. Sprawiedliwość i prawda, dopiero po latach, ale została oddana tym 96 ofiarom tragedii na Hillsborough. Tragedii, która – mamy taką nadzieję – już nigdy się nie powtórzy.
Czerwone Diabły szukają następcy Casemiro. Trzech kandydatów w grze
Z uwagi na odejście 33-latka i niepewną przyszłość Manuela Ugarte, władze United rozglądają się za nowymi pomocnikami. Jednym z kandydatów jest Carlos Baleba z Brighton.
Krajobraz po 24. kolejce! Oto tabela Premier League
Arsenal powiększył swoją przewagę nad Manchesterem City, który zremisował 2:2 z Tottenhamem w hicie kolejki. Jak wygląda reszta stawki w angielskiej elicie?