Jak co roku, na tydzień przed startem nowego sezonu
sprawdźmy w jakiej dyspozycji znajdują się uczestnicy Ligue 1. Przez najbliższe
pięć dni przedstawimy Wam sylwetki zespołów, które już w sobotę rozpoczną walkę
o tytuł mistrza Francji.
Jak w nachodzącym sezonie spiszą się piłkarze ze Stade Pierre-Mauroy
Lille OSC
Burzliwy, ale szczęśliwy – tak w skrócie można podsumować
minione rozgrywki Lille. Choć zaliczył fatalny początek sezonu, zespół z północy
Francji uplasował się ostatecznie na wysokim piątym miejscu. Wynik dość
zaskakujący, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę zmianę szkoleniowca w trakcie
rozgrywek. Na Stade Pierre Mauroy nie ma już Hervé Renarda, a pod znakiem
zapytania wciąż stoi przyszłość gwiazdy zespołu Sofiane’a Boufala. Trener Frédéric Antonetti,
który przejął stery w listopadzie ubiegłęgo roku, z pewnością chciałby na
dłużej zatrzymać utalentowanego pomocnika. Boufal
szybko stał się kluczową postacią w jedenastce Lille i ściągnął na siebie
uwagę zagranicznych klubów. Na liście skautów znalazł się również Sebastien Corchia – prawy obrońca był w
gronie trzydziestu kadrowiczów powołanych przez Didiera Deschamps przed Euro 2016, co dla wielu obserwatorów było
sporą niespodzianką. Przyszłość obu piłkarzy powinna wyjaśnić się przed
zamknięciem okna transferowego. Działacze Lille raczej nie będą ich na siłę
zatrzymywać jeśli pojawią się dobre oferty, latem klub musiał załatać ponad
dwudziestomilionową dziurę w budżecie. Północną Francję opuścili m.in. Djibril Sidibé, Sehrou Guirassy, Ronny
Rodelin, Michael Frey, Florent Balmont czy Steeve Elana. Kadra została więc mocno uszczuplona, a jedynym
wydatkiem trenera Antonettiego było
sfinalizowanie transferu Edera. Portugalski
napastnik, który w finale przeciwko Francji zdobył bramkę na wagę Mistrzostwa
Europy, był ostatnio wypożyczony ze Swansea. Jego występy na tyle przekonały
jednak działaczy, że ci zdecydowali się go wykupić za ponad 4,5 mln euro. Na
zasadzie wolnego transferu kadrę uzupełnili też doświadczony Julian Palmieri, Nicolas De Prévillei Younousse Sankharé. Jeżeli zdołają
zatrzymać Boufala, to Lille może
aspirować o miejsce w pierwszej szóstce.
Przyszli: Eder
(Swansea), Julian
Palmieri (Bastia), Younousse Sankharé (Guingamp),
Nicolas De Préville (KV Ostende)
Poza Paris Saint-Germain, w Ligue 1 nie ma chyba bardziej
regularnego zespołu niż AS Saint-Etienne. W ostatnich latach klub
systematycznie oscyluje wokół piątego miejsca. Tę regularność Zieloni
zawdzięczają w dużej mierze pracy, jaką na Stade Geoffroy-Guichard od blisko siedmiu
lat wykonuje trener Christophe Galtier. Podczas gdy w innych klubach
doszło latem do zmian na stanowisku trenera, w Saint-Etienne postawiono na
Francuza, który ma ważną umowę do 2018 roku. Mercato przebiegło więć dość
spokojnie, również pod kątem transferów. Les Verts zanotowali dwa wzmocnienia w
postaci defensywnego pomocnika Bryana
Dabo i bocznego obrońcy Cheikha
M’Bengue. Mają być oni uzupełnieniem zimowych ruchów, gdy na Stade
Geoffroy-Guichard zameldowali się Ole
Selnaes, Alexander Soderlund i Oussama Tannane. Ten ostatni w
przeciągu kilku ostatnich miesięcy pokazał spory potencjał i jeśli ominą
go kontuzje, to w nadchodzącym sezonie może stać się pierwszoplanową postacią w
ataku Zielonych. O ile znów powinna znaleźć się w ligowej czołówce, drużyna z
Saint-Etienne spróbuję piąty sezon z rzędu awansować do Europejskich pucharów.
Czy ten zespół stać na podium? Na taki wynik w Saint-Etienne czekają od ponad
33 lat i wydaje się, że te oczekiwania przedłużą się o kolejny rok.
Nowy sezon, nowy
herb – tą zasadą wydają się kierować działacze Caen, którzy czwarty raz w
przeciągu dekady zdecydowali się zmienić identyfikację wizualną klubu z
Normandii. Aby dodać klubowi charakteru, w herbie pojawiła wię twarz groźnego
wikinga. Kto wie? Być może inspiracją dla działaczy był rewelacyjny turniej
Euro 2016 w wykonaniu reprezentacji Islandii? Ta symboliczna zmiana jest jednak
symbolem metamorfozy klubu z Caen, który chce na dłużej wpisać się w
krajobraz Ligue 1. Od ponad dwóch dekad, zespół z Normandii nie potrafił
utrzymać się w elicie dłużej niż dwa sezony z rzędu. Wysokie siódme miejsce w
poprzednich rozgrywkach z pewnością może dawać nadzieję, że Caen w końcu
pozbędzie się efektu yo-yo i przestanie balansować między Ligue 1 i Ligue 2. Pomóc
w tym mają doświadczeni piłkarze jak Yahia,
Seube, Féret czy Vercoutre, którzy latem zgodnie przedłużyli kontrakty. Do tego
grona latem dołączył 36-letni Steed
Malbranque. Były pomocnik Olympique Lyon z pewnością zechce pójść w ślady Juliena Féret,
który w Normandii przeżywa drugą piłkarską młodość. Tego lata Caen wydało na
transfery blisko trzy miliony euro, a szeregi zespołu wzmocnili m.in. IsmaelDiomandé, Ivan Santini i Romain Genevois. Swój pobyt w klubie
przedłużył także Ronny Rodelin,
który został wykupiony z Lille za nieco ponad million euro. Wszystko
zmierzałoby w dobrym kierunku, gdyby nie saga związana z Andym Delortem. Po udanym seoznonie, czołowy snajper Caen zdecydował
się zepsuć sielankową atmosferę i od początku lipca przebywa na zwolnieniu
lekarskim. Powód? 24-letni napastnik chce w ten sposób wymusić zmianę klubu. Delort bardzo szybko zapomniał, że to
właśnie działacze z Normandii rok temu wyciągneli mu pomocną dłoń, gdy ten po
nieudanej przygodzie w Anglii trenował w drugoligowym FC Tours. Finał tej
sprawy może mieć spory wpływ na wynik Caen w nadchodzącym sezonie.
Odeszli: Dennis Appiah (Anderlecht), Saidi Ntibazonkiza
Rennes
Powrót Christiana
Gourcuffa ma być początkiem nowego rozdziału w historii klubu z Bretanii. Na
swoją markę francuski szkoleniowiec zapracował u lokalnego sąsiada, FC Lorient.
To właśnie tam, przez blisko dwie dekady, od podstaw budował fundamenty sukcesu
klubu ze Stade du Moustoir. W Rennes Gourcuff
będzie miał do dyspozycji zdecydowanie większe środki, a celem ma być powrót
do europejskich pucharów. Czy w tym zadaniu pomoże mu Kamil Grosicki? Po udanym Euro Polski skrzydłowy wznowił treningi w
Bretanii, jednak nie wykluczone że zdecyduje się opuścić Francję przed
zamknięciem okna transferowego. Jeśli tak się stanie, to trener Gourcuff będzie musiał sobie poradzić z
kolejnym osłabieniem w ofensywie. Latem z klubem pożegnał Ousmane Dembélé, który za nieco ponad 15 mln euro przeszedł
do Borussii Dortmund. Bretanię opuścili również m.in. Fallou Diagne, Quintero, Philipp Hosiner, Ola Toivonen i Cheikh M’Bengue. Wiele wskazuje na to,
że w nadchodzących rozgrywkach pierwsze skrzypce mają grać piłkarze po
przejściach jak Paul-Georges Ntep czy
Yoann Gourcuff. Co ciekawe, po raz
pierwszy w swojej zawodowej karierze, ten drugi będzie grał pod wodzą swojego
ojca. 30-letni pomocnik przedłużył latem kontrakt o kolejne dwa sezony i jeżeli
ominą go kontuzje, to powinien stać się kluczowym piłkarzem w zespole z
Bretanii. Pod względem transferów, w Rennes mercato przebiega jak dotąd
znacznie spokojniej niż w poprzednich latach. Clément Chantome, Ramy Bensebaini, Paul
Nardy, Afonso Figueiredo – po tę czwórkę
sięgnął latem trener Gourcuff. Jeśli
duet Ntep – Gourcuff odpali, to w
maju zespół znów powinien się zameldować w najlepszej szóstce.
Jakub Moder odbudowuje formę po kontuzji pleców, przez którą stracił całą rundę jesienną. W spotkaniu z Utrechtem Polak po raz pierwszy w tym sezonie pojawił się w wyjściowym składzie i zanotował swój pierwszy punkt w klasyfikacji kanadyjskiej.