Doroczna klasyfikacja polskich piłkarzy przysparza coraz więcej trudności. Kiedyś znajdowaliśmy miejsce dla 110 zawodników, dziś nie da się obsadzić nawet 77 miejsc przez regularnie grających. Dość powszechne głosy o niezwykłym ponoć potencjale polskiego piłkarstwa należy uznać zatem za mocno przesadzone.
Kamil Glik został strącony z tronu (fot. Łukasz Skwiot)
Przede wszystkim Jan Bednarek przed Kamilem Glikiem. Niespodzianka? Niekoniecznie. W reprezentacji to wciąż co prawda Glik jest graczem pewniejszym (młodszemu Bednarkowi zdarzają się pomyłki), lecz nie można przejść obojętnie obok faktu, że JB bardzo dobrze radzi sobie w Premier League, będąc opoką zajmującego w tabeli trzecie miejsce (wg stanu na połowę grudnia) Southampton.
Na trzecim miejscu Sebastian Walukiewicz, czyli wkrótce (rok?, dwa?) zapewne następca Glika w drużynie narodowej. Zrobił niesamowity postęp, w młodym wieku (rocznik 2000!) nie przepadł w wymagającej Serie A, jest obecnie jednym z najcenniejszych piłkarzy Cagliari. Włosi kupili go za 4 miliony euro, sprzedadzą za trzy razy tyle. Teoretycznie więc środek defensywy w drużynie narodowej wygląda obiecująco, w praktyce – jak wiadomo – różnie z tym bywało.
Na czwartym miejscu ostatecznie Artur Jędrzejczyk, mimo że powołania do kadry otrzymuje nie on, a Paweł Bochniewicz. I pewnie słusznie, natomiast nie można nie docenić wkładu Jędzy w mistrzowski tytuł Legii. Nie zakończył poważnego grania w piłkę jeszcze Michał Pazdan, odbudowują się Paweł Dawidowicz czy Bartosz Salamon, regularnie i z powodzeniem w Żylinie gra 20-letni reprezentant młodzieżówki Jakub Kiwior, za granicą póki co radzi sobie Michał Helik. Marcin Kamiński w 2. Bundeslidze wiosną grał regularnie, w elicie zdarza mu się to zdecydowanie rzadziej, ale zdrowy Kamyk to wciąż gwarancja przyzwoitego poziomu. Natomiast młody i obiecujący duet Kamil Piątkowski – Przemysław Wiśniewski to wyróżniający się stoperzy z Ekstraklasy. Obok niemałych już umiejętności wyróżnia ich szybkość, ponadnormatywna w przypadku środkowych defensorów. Z tonu nie spuszcza również Jakub Czerwiński – w naszej lidze już niemalże instytucja.