Tomasz Urban: Wyliniałe Wilki, czyli co się dzieje z Wolfsburgiem?
Końcówka maja 2015. Grająca wiosną porywającą piłkę ekipa z Wolfsburga, bez większych problemów ogrywa w finale Pucharu Niemiec żegnającą się z Juergenem Kloppem Borussię Dortmund 3:1. Dieter Hecking i Klaus Allofs triumfują. Ten pierwszy paraduje po murawie z pucharem w dłoni i w czapeczce z napisem hecKING, ten drugi pęka z dumy przed kamerami i opowiada, jaką to wielką pracę wykonano w klubie, by wejść na szczyt. Świętują też piłkarze, opowiadający w Das Erste, z butelkami piwa w dłoniach, o tym, co właśnie udało im się przed chwilą osiągnąć. I faktycznie, Wolfsburg sięgał wówczas bundesligowego szczytu. Kilka miesięcy wcześniej Wilki pogoniły Bayern Monachium, wygrywając na inaugurację piłkarskiej wiosny aż 4:1, a na koniec, do zdobytego pucharu, Wolfsburg dorzucił jeszcze bezpośrednią kwalifikację do Ligi Mistrzów. Niemcy zachwycali się popisami duetu Kevin de Bruyne – Bas Dost, który kooperował w sposób wręcz idealny i produkował całe mnóstwo goli.
Wilki w poszukiwaniu zagubionej formy (foto: Fabian Bimmer)
Początek grudnia 2016. Nie ma już w klubie ani Heckinga, ani Dosta, ani de Bruyne’a. Pierwszego zwolniono, drugiego sprzedano z ulgą, a trzeciego z konieczności. Nie ma też Ivana Perisicia, który rok temu bardzo zapragnął przenieść się do Włoch i od tamtej pory stanowi podporę mediolańskiego Interu. Jest Allofs, ale tak po prawdzie nikt nie wie, jak długo jeszcze. Są także Julian Draxler, Mario Gomez i nowy trener Valerian Ismael. I cała masa problemów.
Wolfsburg to miasto wielkości Płocka i ma z nim wiele cech wspólnych. Skupione wokół dużego koncernu, położone o rzut beretem od stolicy, nienachalnie urokliwe, acz przyjazne do życia. VfL i Wisła, zwłaszcza ta z dawnych lat, o której zamożności krążyły po kraju legendy, także są sobie bliskie. Wielu znakomitych piłkarzy przewijało i przewija się nadal przez oba kluby. I każdy z nich przychodzi tu tylko na chwilę. Pokopać, zarobić, wypromować się i pójść dalej. Często stoi to oczywiście w sprzeczności z oczekiwaniami klubowych szefów i wysoko postawionych orędowników futbolu z patronackiej fabryki, którym marzyłoby się zbudowanie na prowincji ligowego potentata. Najczęściej jednak próba pacnięcia mocniejszego rywala po buzi, kończy się jego potężną kontrą w sam czubek nosa. Bayern od niemal 40 lat, czyli od transferu Karla Del’Haye z Borussii Moenchengladbach pilnuje, by na niemieckim podwórku nikt na dłuższą metę mu nie podskoczył i podkupuje co lepszych graczy najgroźniejszych rywali, przez co prędzej czy później wraca zawsze na tron. Teraz, równie wielkim zagrożeniem dla ambicji klubów z drugiego szeregu są też oczywiście kluby z Wysp Brytyjskich. Kiedy latem 2015, podczas jakiejś podrzędnej dolnosaksońskiej gali, moderator próbował wymusić na De Bruynie deklarację pozostania w Wolfsburgu na kolejny sezon, Allofs za kulisami czerwieniał z wściekłości, bo wiedział już, że na stole leży ponad 70 milionów euro od błękitnych szejków z Manchesteru, a obok takiej sumy nawet on nie mógł przejść obojętnie. Być może wiedział też już o zbliżających się kłopotach Volkswagena, bo wielka afera wokół koncernu rozpoczęła się ledwie parę tygodni po sprzedaniu Belga na Wyspy.
I to był właśnie punkt zwrotny w najnowszej historii Wilków. Odejście De Bruyne’a sprawiło, że i Dost przestał strzelać gole jak na zawołanie, bo nikt poza Kevinem nie umiał go tak precyzyjnie trafić w głowę bądź w nogę na piątym metrze przed bramką rywala. Nikt, jak on, nie potrafił tak doskonale odnaleźć się w błyskawicznej kontrze. Nie udało się znaleźć zawodnika, który, tak jak Belg, pożerałby przestrzeń w ofensywie, który skupiałby na sobie uwagę 2-3 zawodników rywala, robiąc przy tym dużo miejsca kolegom z formacji ofensywnej. Do tego przyszła znacząca obniżka formy u Ricardo Rodrigueza, który z najlepszego lewego obrońcy w Bundeslidze stał się jednym z wielu przyzwoitych, Naldo przestał robić użytek ze swojego kopyta i wzrostu przy stałych fragmentach, a wyciągnięcie Andre Schuerrle z londyńskiej Chelsea za ponad 30 milionów euro okazało się kompletnym nieporozumieniem. Sezon zakończono gdzieś tam w środku tabeli, czyli zupełnie nie tam, gdzie planowano. No i wreszcie prawdziwa wisenka na torcie, czyli Julian Draxler…
To właśnie w nim dostrzeżono potencjał na zastąpienie genialnego rudzielca z Flandrii. Allofs w kilka dni dogadał się z Schalke, czego Giuseppe Marotta z Juventusu nie potrafił zrobić przez ponad miesiąc. Draxler czuł się przytłoczony klimatem wokół Schalke i presją, jaka na nim tam ciążyła. Twierdził, że oczekiwano po nim cudów. Chciał zmienić klimat, do samego końca liczył, że jego nowym klubem będzie właśnie Juventus, o czym potem, w wywiadach prasowych, mówił ówczesny dyrektor sportowy Schalke Horst Heldt. Na jego nieszczęście Wolfsburg był konkretniejszy niż Juve i oferował Schalke lepsze warunki. Poszedł więc Jule na prowincję i męczy się na niej po dziś dzień. Z piłkarza zachwycającego publiczność elegancją w grze, techniką i dynamiką, stał się podrzędnym człapakiem, zgnuśniałym gwiazdorkiem, obecnym w klubie jedynie ciałem. O tym, że potrafi jednak grać, przypomina jeszcze od czasu do czasu w reprezentacji. W klubie wyzbyli się już złudzeń. Kibice wygwizdują go niemiłosiernie przy każdym dotknięciu piłki, a podczas ostatniego spotkania z Herthą, urządzili mu prawdziwy koncert kociej muzyki, kiedy to wchodził na boisko pod koniec meczu. Raz, że gra irytująco słabo, dwa, że nie mogą mu zapomnieć tego sławetnego wywiadu z Bildem z lata, kiedy to próbował siłą wymusić na Allofsie pozwolenie na odejście z klubu i naigrywał się z Wolfsburga mówiąc, że jednym z nielicznych pozytywów tego miasta jest to, że leży blisko Berlina. Max Kruse pewnie by się zgodził z młodszym kolegą w tym względzie.
W poniedziałek w „Kickerze” ukazała się informacja, że Draxler może już nigdy nie zagrać w seledynowej koszulce Wilków, bo do końca rundy przewiduje się dla niego miejsce na trybunach, a zimą nikt już go siłą w Wolfsburgu zatrzymywał nie będzie. Nie może być inaczej, pewnych spraw odkręcić się już nie da. Takich, jak choćby słowa trenera Ismaela, który ni stąd, ni zowąd oznajmił, że choć przykro mu, ze Draxler został wygwizdany przez widzów, to jednak sam sobie na to zasłużył. Przedziwna wypowiedź, bo nie dość, że całkowicie spalił piłkarza, za którego wydano blisko 35 mln euro, to na dodatek wysłał czytelny sygnał do zespołu, że w imię populistycznych pobudek jest gotów wystawić każdego podopiecznego na publiczny żer. To zresztą nie pierwszy tego typu przypadek, gdy Ismael woli bratać się z kibicami zamiast stanąć w obronie zespołu. Dzień po porażce w Darmstadt, kibice Wolfsburga stawili się na treningu VfL i wywiesili transparenty skierowane w dużej mierze przeciwko piłkarzom. Ismael pochwalił w mediach ich akcje, mówiąc, że podoba mu się taka konstruktywna krytyka. Dość osobliwy sposób na budowanie sobie autorytetu wśród piłkarzy, tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę wyniki, jakie pod jego wodzą osiągała przed dwoma laty Norymberga. Cierpliwości szefów klubu wystarczyło jedynie na 13 kolejek, a po lidze rozniosła się plotka, że Ismael ma zadatki na wysokiej klasy zamordystę. Poza tym, piłkarze przecież głupi nie są i wiedzą doskonale, że „osoba, która ich prowadzi” pozostała na dłużej na stanowisku tylko dlatego, że Allofs, po zwolnieniu Heckinga, nie zdołał przekonać do pracy w Wolfsburgu ani Villasa-Boasa, ani żadnego innego sensownego fachowca. Toni Kroos: Nie rozumiem krytyki pod adresem Lipska – KLIKNIJ!
A propos Allofsa – to oczywiście na jego głowę spada w zaistniałej sytuacji najwięcej gromów. To jego obarcza się winą za to, że zespół, który kilka miesięcy temu był bliziutko wyeliminowania Realu Madryt w ćwierćfinale LM, dziś w meczach ze słabeuszami z Darmstadt i Ingolstadt robi z wielkim trudem jeden punkt i walczy o utrzymanie w lidze. Tydzień temu do mediów przedostała się anonimowa wypowiedź jednego z wysoko postawionych pracowników koncernu, który nie zostawił na pracy Allofsa suchej nitki i zażądał zmiany strategii prowadzenia klubu, dodając, że właśnie teraz, gdy Volkswagen ma kłopoty, „VfL gra jedno wielkie gówno.” Według informacji lokalnej gazety WAZ, na najwyższych szczeblach w koncernie nie ma jedności w kwestii dalszego wspierania klubu. Jednego dnia w prasie ukazują się informacje, że VW ograniczy finansowanie klubu o 30 procent, następnego zaś pojawia się dementi. O skali chaosu w koncernie świadczy też sytuacja wokół drużyny hokejowej Wolfsburg Grizllys, także przezeń wspieranej. Najpierw spółka reprezentująca samą markę VW wydała komunikat, że z końcem sezonu przestaje finansować klub, zaś 24 godziny później koncern jako całość podał do wiadomości publicznej, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Burdel gorszy niż w Archeo.
Dwa tygodnie temu, w jednej z telewizji, Allofs domagał się jasnej deklaracji ze strony Volkswagena, na jakie środki klub będzie mógł w najbliższej przyszłości liczyć. Obecnie jest to kwota zbliżona do 90 milionów euro. Jak się można domyślać, nie zostało to zbyt dobrze odebrane w szklanych biurach VW. Uznano, że Allofs stawia fabrykę pod ścianą.
Zarzuca mu się także, że rok temu, z własnej woli i bez uzgodnień z VW, wstrzymał budowę klubowej akademii, uznając, że „nie jest to najlepszy moment na tego typu inwestycje.” Zupełnie nie koreluje to z roztaczaną przez Allofsa przed sezonem wizją obrania kursu na młodzież. Wizją wymuszoną oczywiście perspektywą nowej polityki finansowej koncernu wobec klubu, a także nieudanymi próbami podboju ligi drogimi najemnikami z kadry, takimi jak Max Kruse, Andre Schuerrle, Mario Gomez czy Julian Draxler.
I tylko w tym wszystkim Kuby Błaszczykowskiego żal. Wydawało się w lecie, że lepiej trafić nie mógł. Jednak mógł…
Bayern rusza po potrójną koronę! Bawarczycy w finale Pucharu Niemiec
Kilka dni temu Bayern Monachium dopiął swego w Bundeslidze. W Lidze Mistrzów wciąż ma szanse na puchar, a teraz mistrzowie awansowali do finału Pucharu Niemiec.
Jakub Kamiński na stałe w FC Koln? Są nowe informacje niemieckich mediów
Sezon 2025/26 Jakub Kamiński spędzony na wypożyczeniu z Wolfsburga do FC Koln. Polak radzi sobie na tyle dobrze w zespole z Kolonii, że ten myśli o jego wykupie definitywnym.