Ostatnia minuta meczu w Bremie. Werder remisuje z FC Köln
1:1. Obrońca gospodarzy Robert Bauer ewidentnie staje w polu karnym na nodze
Marco Högera, powodując jego upadek. Karny? Nie, gwizdek Wolfganga Starka
milczy. Mecz w Wolfsburgu pomiędzy VfL a Eintrachtem. W 66. minucie meczu, w
polu karnym gospodarzy, w pojedynku z Joshuą Guliavogui, pada Makoto Hasebe.
Powtórki można oglądać do upadłego i to z różnych ujęć, ale trudno uchwycić
moment, w którym Guilavogui miałby spowodować upadek Japończyka. Felix Brych wskazuje
na wapno. Dwie minuty później Caligiuri podwójnie fauluje w polu karnym Ante
Rebicia, podcinając go nogami i ściągając ręką za bark w dół. Brych puszcza
grę. Trener Eintrachtu, Niko Kovac, mówi po meczu, że pierwszy karny im się
raczej nie należał, ale skoro sędzia go gwizdnął, to miał psi obowiązek
gwizdnąć też i drugiego.
foto: Kai Pfaffenbach / Reuters / Forum
Mecz w Augsburgu. Takashi Usami z pełnym impetem i na
wyprostowanych nogach wjeżdża w Christopha Kramera, powodując u niego ciężką
kontuzję, wykluczającą go z gry na długie tygodnie, a może i miesiące. Sędzia
Tobias Stieler waha się w ogóle, czy podyktować rzut wolny. W końcu gwiżdże,
ale nie pokazuje Japończykowi nawet żółtej kartki, mimo że nikt by nie mógł
mieć pretensji, gdyby pokazał czerwoną. No i wreszcie mecz w Hoffenheim, który
wzburzył cały Dortmund. 28-letni Benjamin Brand kompletnie nie radził sobie z
prowadzeniem szybkiego i agresywnego meczu. Najpierw puścił faul Sandro Wagnera
w polu karnym, który przepychając dwoma wyprostowanymi rękoma Svena Bendera
doszedł do piłki w polu bramkowym i zdobył gola na 2:1, a potem usunął z boiska
w 41. minucie meczu Marco Reusa w konsekwencji drugiej żółtej kartki, mimo iż w
pojedynku z Nadiemem Amirim to rywal był stroną agresywniejszą i to na Reusie
powinien był odgwizdać przewinienie.
To tylko wyciąg z ostatniej kolejki. A tydzień temu było
jeszcze gorzej. Największym echem w Niemczech odbiła się udana próba wymuszenia
rzutu karnego przez Timo Wernera w meczu Lipska z Schalke, choć w tym przypadku
znacznie bardziej pomstowano na samego Wernera niż na arbitra. Fatalnie
prowadzone były też mecze Eintrachtu z Hoffenheim i Borussii Moenchengladbach z
Mainz. Christian Dingert, sędziujący to pierwsze spotkanie, otrzymał za nie w „Kickerze”
najgorszą możliwą notę, czyli 6. Podjął szereg bardzo złych decyzji i, co
ciekawe, już w trakcie meczu był ich świadom, bo po zakończeniu spotkania
podszedł do Juliana Nagelsmanna i zażartował, że trener Hoffenheim powinien był
go zmienić już w przerwie meczu. Osobliwe poczucie humoru. Robert Hartmann
natomiast, sędziujący mecz na Borussia-Park, ewidentnie skrzywdził
przyjezdnych, nie dyktując dla nich w pierwszej połowie ewidentnego rzutu
karnego i nie uznając w doliczonym czasie gry, z sobie tylko wiadomych
względów, prawidłowo przez nich zdobytego gola na wagę remisu.
Kontrowersji w Bundeslidze naprawdę coraz więcej. W Niemczech
nie kończą się one jednak na tym, że ichniejszy Pan Sławek, czyli Hellmut Krug
powie w Sky, co sądzi o kilku sytuacjach. Tam robi się z tego ogólnokrajową
dyskusję. W ubiegłym tygodniu, w niedzielnym Doppelpassie, deliberowano nad
tym, czy Bundesliga ma problem sędziowski. Arbitrzy krytykowani są właściwie
przez wszystkich – od działaczy i trenerów poczynając, na zawodnikach i
dziennikarzach kończąc. Niektórzy, jak Bobić, uciekają się nawet do
absurdalnych teorii, jakoby komuś miało zależeć na tym, by ich zespół – w tym
przypadku Eintracht – nie usadowił się na dłużej w czołówce. Czasem nawet
zawiązuje się przeciwko nim dość osobliwy front. Po piątkowym meczu w Sinsheim,
niedoświadczonemu jeszcze Brandowi zbierało się zarówno od gospodarzy jak i od
gości i to w ramach oceny tych samych sytuacji. Watzke nie przebierał w słowach
w rozmowie z dziennikarzami, Tuchelowi nie schodził z twarzy ironiczny
uśmieszek, kiedy mówił o spornych sytuacjach, Wagner dodał, że jak tak po meczu
patrzy na sytuację z Benderem, to – choć nieświadomie – faktycznie faulował
rywala, a Nagelsmann dobił arbitra, mówiąc, że nie dałby drugiej żółtej kartki
Reusowi za ewentualny faul na Amirim.
Wielu fachowców stara się znaleźć
przyczyny takiego stanu rzeczy. Bernd Heynemann, były sędzia międzynarodowy
(sędziował m.in. podczas ME 1996 i MŚ 1998), a także obserwator FIFA, zrzuca
wszystko na karb zmiany pokoleniowej, jaka dokonuje się wśród niemieckich
sędziów. Wielu znakomitych niemieckich arbitrów, jak choćby Knut Kircher czy
Florian Meyer, zeszło przed tym sezonem ze sceny, osiągając limit wieku dla
sędziego: – Są u nas sędziowie, którzy emanują pewnością siebie, ale jest też
cała fala młodych, którzy dopiero wchodzą do ligi i muszą sobie zapracować na
szacunek względem siebie – mówił przed tygodniem w sport1. Miniona kolejka
wytrąciła mu jednak z rąk sporo argumentów, bo zarówno Stark jak i Brych są
sędziami międzynarodowymi z ogromnym bundesligowym doświadczeniem. Narzekał
także na styl prowadzenia spotkań przez arbitrów, mówiąc, że nie rozmawiają na
boisku z piłkarzami, a każdą próbę podjęcia konwersacji przez piłkarzy kwitują
sięgnięciem do kieszonki. Jest to o tyle zaskakujące, że jak widzimy po
przykładach Szymona Marciniaka czy Tomasza Kwiatkowskiego, polscy sędziowie należą
raczej do kategorii tych (naj)bardziej gadatliwych.
Ważny aspekt poruszył też menedżer TSG Hoffenheim Alexander
Rosen, który dostrzegł, że piłka nożna, zwłaszcza w
ostatnich latach, mocno zyskała na tempie. Piłkarze grają, biegają i myślą
coraz szybciej, przez co sędziom coraz trudniej o odpowiednią ocenę boiskowej
sytuacji. I nie sposób się z nim nie zgodzić. Często jest przecież tak, że
oglądamy na powtórkach z różnych kamer jakąś sytuację i nie potrafimy jej
jednoznacznie rozstrzygnąć, podczas gdy sędzia ma na podjęcie decyzji ułamek
sekundy i żadnej właściwie szansy na korektę, a każda jego decyzja tak czy
inaczej wywołuje falę oburzenia drużyny, która zanim obejrzy powtórkę w
telewizji już wie, że została poszkodowana.
Sytuacji sędziom nie ułatwiają też sami piłkarze, którzy
kładą się na boisku przy każdej nadarzającej się okazji w nadziei na uzyskanie
jakiejkolwiek korzyści, czy to stałego fragmentu, czy kartki dla rywala. W
ferworze walki i emocji kwestionują nawet najdrobniejsze decyzje arbitra, jak
choćby źle w ich mniemaniu pokazany aut. Czasem kłopotliwe są też same
przepisy, zwłaszcza te, które tworzą spore pole do interpretacji, jak chociażby
przepisy dotyczące intencjonalnego (lub nie) zagrania piłki ręką, czy też
pasywnego spalonego. Zresztą rozstrzyganie, czy zagranie piłki ręką przez
obrońcę kwalifikuje się na podyktowanie rzutu karnego czy jednak nie, to jedna
z ulubionych rozrywek, jakiej oddają się moderatorzy i goście zapraszani przez
nich do licznych programów podsumowujących daną ligową kolejkę.
Dlatego też wspomniany wyżej Rosen mówi, że jest całym sercem
za wprowadzeniem do Bundesligi wideoweryfikacji, co zresztą ma stać się faktem
w połowie przyszłego sezonu. Krug mówił o tym w niemieckim Sky’u w zeszłym
tygodniu. Obecnie w Niemczech trwają testy tego systemu oraz szkolenia sędziów.
Co weekend czterech bundesligowych arbitrów udaje się w tym celu do Kolonii.
System ma być używany w przypadku wątpliwości przy golach, rzutach karnych i
czerwonych kartkach, ale jedyną osobą, która będzie uprawniona do wywołania go,
będzie arbiter główny meczu. Nie będzie to zatem działało na zasadzie
challenge’u w siatkówce czy w tenisie.
Szef niemieckich sędziów, Lutz Michael Fröhlich, bierze
oczywiście protegowanych w obronę. W rozmowie z „Kickerem” mówi, że w trakcie
jednego weekendu w 1. i 2. Bundeslidze ma miejsce 20-25 kontrowersyjnych
sytuacji, z których „75 procent sytuacji rozstrzygana jest prawidłowo.” Wywołało
to istną wściekłość menedżera FC Koeln Jörga Schmadtke: – 75 procent? Nie no,
rewelacja! A tak poważnie – to jest wypowiedź, która mnie szokuje. Proszę sobie
wyobrazić przedsiębiorstwo, w którym co czwarta podejmowana decyzja jest zła.
Nie sądzę, by utrzymało się ono długo na rynku.
Często psioczymy w
Polsce na naszych rodzimych rozjemców. Faktycznie nie są oni najlepsi na
świecie. Problem jednak w tym, że naprawdę niełatwo wskazać tych, którzy są od
nich wyraźnie lepsi. Doceńmy to.
Bayern rusza po potrójną koronę! Bawarczycy w finale Pucharu Niemiec
Kilka dni temu Bayern Monachium dopiął swego w Bundeslidze. W Lidze Mistrzów wciąż ma szanse na puchar, a teraz mistrzowie awansowali do finału Pucharu Niemiec.
Jakub Kamiński na stałe w FC Koln? Są nowe informacje niemieckich mediów
Sezon 2025/26 Jakub Kamiński spędzony na wypożyczeniu z Wolfsburga do FC Koln. Polak radzi sobie na tyle dobrze w zespole z Kolonii, że ten myśli o jego wykupie definitywnym.