– Gdybym po zakończeniu kariery piłkarskiej poszedł do pracy w banku, może bym utonął. Gdyby przyszło mi pracować na budowie, pewnie też bym sobie nie poradził. Ale ja robię to, na czym się znam – mówi w najnowszym tygodniku Piłka Nożna Tomasz Hajto.
– Dobrze pan pływa? – Dziękuję za pytanie, też skończyłem szkołę. Rozumiem więc, że pyta pan, czy przypadkiem nie zostałem rzucony na zbyt głęboką wodę. A dlaczego pan innym trenerom, którzy pracują bądź pracowali w ekstraklasie, nie zadawał takich pytań, co? Mniejsza o to, odpowiem. Nie, nie utonę. Gdybym po zakończeniu kariery piłkarskiej poszedł do pracy w banku, może bym utonął. Gdyby przyszło mi pracować na budowie, pewnie też bym sobie nie poradził. Ale ja robię to, na czym się znam. Dwadzieścia dwa lata grałem w piłkę na wysokim poziomie i wiem jedno: nie ma żadnego szablonu na sukces, jest za to szablon na rzetelną pracę. (…) – Nie obawia się pan, że przez to, iż pana szkoleniowa droga do ekstraklasy jest skrócona albo przyspieszona, środowisko trenerów zacznie wytykać pana palcami? – Słucham? Jaka skrócona? Mam zamiar zdać wszystkie egzaminy, niczego nie chcę pominąć. Ludzie, nie może być tak, że nagle ktoś będzie mnie porównywał z jakimś Bartoszkiem. Nie popadajmy w paranoję! Żeby była jasność, ja Bartoszkowi życzę samych sukcesów w piłce, z tym że różnica między nami jest taka, że mam za sobą bogatą karierę piłkarską w silnych klubach europejskich, a co ma Bartoszek? Skrócona droga? Wie pan, jaki mam charakter, potrafię być szczery do bólu i w końcu się zdenerwuję, sięgnę po mój zeszyt i wyciągnę notatki. Szybko się okaże, ilu szkoleniowców miało łatwiejszą drogę do ekstraklasy!