A więc jednak! Choć jeszcze w niedzielę na pytanie o to, czy Thorsten Fink może się martwić o posadę, dyrektor sportowy HSV odpowiadał „nie”, to jednak w poniedziałkowy, późny wieczór zapadła decyzja: Fink musi odjeść, bo wyniki osiągane przez zespół są wysoce niezadowalające.
Dyrektor sportowy Hamburgera SV, Oliver Kreuzer oraz prezes Carl Edgar Jarchow przez cały poniedziałek debatowali nad przyszłością drużyny. Choć jeszcze w weekend wydawało się, że nikt nie będzie dążył do gwałtownych posunięć, to jednak poniedziałek przyniósł inne rozwiązanie. Tuż przed godziną 22 zapadła decyzja o rozstaniu z Finkiem.
W zasadzie nie ma się co dziwić, bo przecież ekipa z Hamburga zmagania w Bundeslidze rozpoczęła bardzo słabo. Tylko cztery punkty na koncie i aż 15 straconych goli (sześć w ostatnim meczu z BVB) to bilans tragiczny jak na klub z tak wielkimi aspiracjami.
Nie same wyniki miały jednak znaczenie dla kierownictwa klubu. Były piłkarz Bayernu nie potrafił odnaleźć odpowiedniego ustawienia taktycznego – podczas samego meczu z BVB Fink zastosował trzy różne warianty taktyczne. Drużyna zaczęła się w tym wszystkim gubić, chaos nie podobał się również kierownictwu klubu. Wydaje się, że innej decyzji władze HSV podjąć nie mogły.
Nie wiadomo jeszcze, kto zastąpi Finka na trenerskiej ławce.