Przejdź do treści
Ten pierwszy i jedyny raz w reprezentacji

Polska Reprezentacja Polski

Ten pierwszy i jedyny raz w reprezentacji

1A przy nazwisku ma swoją wagę. Choć może wywoływać delikatny uśmiech, to w każdym przypadku niesie za sobą pewną historię oraz pytania: czemu nie więcej i dlaczego w ogóle?

KONRAD WITKOWSKI


Piłkarzy mających na koncie jeden występ w reprezentacji Polski jest w sumie 218 (tak wynika z listy reprezentantów dostępnej na stronie www.hppn.pl). Niemal jedna trzecia z nich (dokładnie 69) to zawodnicy z lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Tak duża liczba jednokrotnych reprezentantów z tego okresu to efekt przede wszystkim uwarunkowań społeczno-politycznych. Kadra narodowa dopiero się formowała, a oficjalne mecze rozgrywano stosunkowo rzadko. Wiele karier przerwała II wojna światowa – mowa nie tylko o tych, którzy zginęli bądź doznali poważnych obrażeń na froncie; niektórzy po sześciu latach po prostu już nie nadawali się do gry w piłkę na poziomie reprezentacyjnym.

Po wojnie najliczniejsza grupa chwilowych kadrowiczów pojawiła się w czasach największych sukcesów polskiego futbolu: w latach 70. takich zawodników było 26. Niewielu mniej (25) swój jedyny mecz w drużynie narodowej zaliczyło w pierwszej dekadzie XXI wieku. Z kolei w latach 80. i 90. epizodycznych występów w reprezentacji było stosunkowo mało (dokładnie po 16 na dekadę).

Zdecydowana większość krótkich przygód w zespole narodowym naturalnie wiąże się z meczami towarzyskimi. Tylko 11 piłkarzy w historii swój jedyny występ w kadrze zaliczyło w spotkaniu o punkty. Jednym z nich jest Kamil Jóźwiak, lecz przy jego nazwisku należy umieścić gwiazdkę, jako że 22-letni skrzydłowy raczej szybko opuści grono jednokrotnych reprezentantów. Ostatnimi, których jedyny kontakt z kadrą przypadł na mecz eliminacyjny, a którzy już nie poprawią dorobku, są Marek Kostrzewa oraz Jacek Bayer. Obaj wzięli udział w kwalifikacjach mistrzostw Europy 1988.

CHCIELIŚCIE? PROSZĘ BARDZO

– Wszedłem na pewien szczyt, chociaż zbyt długo na nim nie przebywałem. Jestem dumny i jednocześnie żałuję – mówi Olgierd Moskalewicz. – Wielokrotnie grałem w kadrach młodzieżowych, wystąpiłem również w paru nieoficjalnych meczach dorosłej reprezentacji. Wolałbym mieć na koncie kilkadziesiąt spotkań w zespole narodowym, ale jestem bardzo zadowolony nawet z tego jednego. Otworzyłem furtkę i przeszedłem na drugą stronę.

Moskalewicz to przykład piłkarza, który latami błyszczał na ligowych stadionach, ale mimo tego nie cieszył uznaniem kolejnych selekcjonerów.

– Były momenty, kiedy wielu trenerów i dziennikarzy twierdziło, że powinienem grać w reprezentacji – przyznaje dwukrotny mistrz kraju. – Myślę, że mój debiut w kadrze Jerzego Engela w pewnym sensie został wymuszony przez media oraz kibiców. Otrzymałem powołanie, ale chyba trochę na zasadzie: chcieliście, to proszę bardzo. Zagrałem nie na swojej pozycji. Zwykle występowałem w środku pomocy albo jako napastnik, czasami z lewej strony. Tymczasem trener wystawił mnie na prawej pomocy, gdzie nigdy wcześniej nie grałem. Dziwna sytuacja. To sugerowało, że powołanie mnie do kadry chyba nie do końca było zgodne z wizją selekcjonera.

Jedyny występ Moskalewicza w oficjalnym spotkaniu seniorskiej reprezentacji miał miejsce w listopadzie 2000 roku. Rozegrał 45 minut w towarzyskim meczu z Islandią. Na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej gospodarze zwyciężyli 1:0.

– Na stronie partnerował mi Tomek Hajto. Dla niego prawa obrona była naturalną pozycją. Czuł się dobrze w tym sektorze boiska, czego niestety nie mogę powiedzieć o sobie. Szkoda, że nie było mi dane zagrać w kadrze na takim obiekcie, jakie teraz goszczą reprezentację. Wystąpić przy 50 tysiącach ludzi, to byłoby jeszcze większe przeżycie. Wtedy jednak funkcjonowaliśmy w zupełnie innej rzeczywistości – wspomina były zawodnik m.in. Pogoni Szczecin oraz Wisły Kraków. – Koszulkę z tego meczu na pewno sobie zostawiłem, ale nie jestem przekonany, czy mam ją do tej pory. Było wiele turniejów, imprez charytatywnych, także organizowanych przeze mnie, więc mogła zostać przeznaczona na jakąś licytację. Mam ją czy nie, zawsze będzie dla mnie ważna. Tylko nie mogę sobie przypomnieć, z jakim numerem grałem…

W silnym składzie Białej Gwiazdy z przełomu wieków było więcej zawodników, którzy nie potrafili w pełni przekonać do siebie selekcjonerów. Kolejnym, który imponował w klubie, a karierę w reprezentacji zakończył na jednym występie, jest Grzegorz Pater.

– Pierwsze skojarzenie? Szkoda, że tylko raz – mówi czterokrotny zdobywca mistrzostwa Polski z Wisłą. – Mam jednak bardzo miłe wspomnienia związane z kadrą. Zobaczyłem od środka, jak funkcjonuje reprezentacja. Ogromnie się z tego cieszę, bo nie każdy ma okazję choćby raz w niej wystąpić.

Podobnie jak Moskalewicz, jedyny mecz w biało-czerwonych barwach Pater rozegrał przeciwko Islandii. Tyle tylko, że dziewięć miesięcy później i nie w Warszawie, a w Reykjaviku (wynik końcowy 1:1).

– Nie spodziewałem się wówczas, że wyjdę w podstawowym składzie. Rozegrałem pierwszą połowę, nawet już nie pamiętam, kto wszedł za mnie po przerwie – przyznaje. – Niby występ jak każdy, ale jednak z orzełkiem na piersi. Mogłem zaprezentować się lepiej, chyba wpłynęła na mnie debiutancka trema. Do dziś jestem na siebie trochę zły, że nie pokazałem więcej.

Gdyby tak się stało, być może pomocnik znalazłby się w kadrze na mistrzostwa świata w 2002 roku. Pater był w kręgu zainteresowań selekcjonera Engela, kiedy drużyna narodowa zapewniała sobie awans na turniej.

– Pojechałem na dwa mecze kwalifikacyjne – z Walią oraz Armenią, o ile dobrze pamiętam – ale nie udało mi się w nich zagrać. Był jakiś zalążek nadziei na wyjazd do Korei i Japonii. Miałem szansę na znalezienie się w kadrze na mundial, jednak ostatecznie trener powołał na moją pozycję Pawła Sibika – wspomina Pater. – Pozostała pamiątka w postaci koszulki z jedynego meczu w kadrze. Musiałbym dokładnie poszukać w domu, ale chyba mam też koszulkę któregoś z reprezentantów Walii.

CIĘŻAR DYCHY

Zaledwie cztery miesiące przed mundialem 2002 z kadrą przywitał się i zarazem pożegnał Tomasz Moskała. Dla napastnika już sam przyjazd na zgrupowanie był wielkim wydarzeniem.

– Stres był spory. Poważna piłka przez długi czas pozostawała dla mnie odległym tematem. Dość późno, bo w wieku 23 lat, przebiłem się do Ekstraklasy. Po kilkunastu miesiącach trafiłem do reprezentacji. Nie twierdzę, że to mnie przytłoczyło, natomiast wszystko wokół nagle przyspieszyło i trudno było sobie z tym poradzić. Nie byłem już najmłodszy, jednak brakowało mi doświadczenia: debiutując w kadrze, miałem na koncie około 30 spotkań w lidze – przyznaje Moskała. – Byliśmy wtedy na obozie z klubem, również na Cyprze. Na zgrupowanie kadry pojechałem z Grześkiem Rasiakiem. Pierwsze wspomnienie to przyjazd do hotelu i przywitanie. Byłem w życiu w wielu hotelach, ale to miejsce zapamiętałem szczególnie. W holu był selekcjoner oraz kilku zawodników: między innymi Mariusz Piekarski, Sibik. Jestem w stanie dokładnie opisać, kto tam siedział i w którym miejscu.

Byłemu piłkarzowi m.in. Groclinu Grodzisk Wielkopolski oraz Cracovii szczególnie utkwił w pamięci pierwszy trening w dresie z napisem „Polska”.

– Po zajęciach urządzono konkurs rzutów karnych. Nie kojarzę już, czy go wygrałem, w każdym razie zaszedłem daleko. Zostało mi to w głowie, ponieważ nigdy w karierze nie wykonywałem jedenastek. Tym sposobem z reprezentacją w pierwszej kolejności kojarzy mi się strzelanie karnych – wspomina Moskała. – Całe zgrupowanie przeleciało w mgnieniu oka. Czeka się na tę chwilę całe życie, a gdy już ten moment nadejdzie, umyka bardzo szybko.

Napastnik nie wykorzystał szansy. W sparingu z Wyspami Owczymi grał w pierwszej połowie, w minimalnym stopniu przyczyniając się do zwycięstwa 2:1.

– Kiedy za bardzo się chce, to zwykle niewiele wychodzi. Tak było z moim występem w zespole narodowym. Mecz był chaotyczny w moim wykonaniu, odczuwałem brak zgrania z kolegami, w zasadzie to słabo ich znałem. Nie pamiętam, żebym miał jakąś okazję do strzelenia gola. 45 minut minęło mi błyskawicznie – przyznaje po latach. – Co zabawne, debiutant zagrał z dziesiątką na plecach. Chyba stało się tak dlatego, że nikt inny nie chciał jej wziąć. Dali mi koszulkę, a ja nie miałem wiele do powiedzenia. No i ciężaru dychy nie uniosłem – mówi z przymrużeniem oka.

Dziś jednokrotny reprezentant kraju prowadzi z kolegą firmę, zajmuje się również pracą trenerską. Poza tym jeszcze kopie piłkę w czwartoligowym Beskidzie Andrychów.

– Mecz w kadrze musiał zostać w sercu. Dla chłopaka, który długo się przebijał, przez wiele lat grał na asfaltowych boiskach na osiedlach, występ w biało-czerwonych barwach to spełnienie marzeń – twierdzi Moskała. – Cieszę się, że zagrałem przynajmniej raz. Traktuję to jak nagrodę za to, że w młodości mnóstwo godzin poświęcałem na treningi, a nie siedziałem w barach czy dyskotekach. Aczkolwiek byłbym hipokrytą, mówiąc, że nigdy nie chodziłem potańczyć – dodaje z uśmiechem.

Jeszcze bliżej wielkiego turnieju, przynajmniej biorąc pod uwagę termin jedynego występu w reprezentacji, był Grzegorz Bonin. W maju 2006 roku ówczesny zawodnik Korony Kielce został powołany na jeden z ostatnich sprawdzianów kadry przed wyjazdem do Niemiec.

– Pamiętam duże emocje, gdyż większość chłopaków znałem tylko z telewizji. W reprezentacji byłem jednym z nielicznych zawodników występujących w Ekstraklasie. To były takie czasy, gdy nie trzeba było nawet grać w zagranicznym klubie, tylko po prostu w nim być, a otrzymywało się zaproszenia na kadrę – zauważa Bonin. – Skoro zostałem powołany, to liczyłem na występ. Przed meczem odbyliśmy dwie lub trzy jednostki treningowe. Mieliśmy podczas nich tak zwane małe gry, w których nieźle wypadłem. Może to przesądziło o tym, że wystąpiłem w podstawowym składzie? Trener chyba też liczył, że będzie mi łatwiej zagrać od początku, niż wejść w trakcie meczu.

Sparing z Litwą miał być formalnością, a skończył się kompromitacją. Mecz w Bełchatowie wzbudził mnóstwo wątpliwości co do formy zespołu będącego w ostatniej fazie przygotowań do mundialu.

– Na odprawie selekcjoner Paweł Janas powiedział, żebyśmy zrobili sobie trening strzelecki, a przegraliśmy 0:1. Mówiąc delikatnie, spotkanie nam nie wyszło. Ja zagrałem pierwsze 45 minut, ale był to występ z gatunku tych do zapomnienia – ocenia pomocnik. – Co tu dużo mówić: wypadłem słabo. Szkoda tym bardziej, że w przypadku lepszego występu może miałbym szanse na miejsce w kadrze na mistrzostwa. Razem ze mną w reprezentacji debiutował Seweryn Gancarczyk: zagrał całkiem niezły mecz i pojechał na turniej. Ja po występie z Litwą już wiedziałem, że o powołanie będzie bardzo trudno.

Bonin, obecnie gracz czwartoligowej Lublinianki, ma na koncie również występ w reprezentacji B. Rezerwowa kadra, stanowiąca zaplecze drużyny selekcjonera Janasa, rozegrała kilka meczów w latach 2004-05.

– Graliśmy na wyjeździe ze Szkocją. Pamiętam okropny mróz. Wszedłem na boisko podczas drugiej połowy. W dodatku byłem świeżo po kontuzji, jeszcze nie do końca zdrowy. W tym spotkaniu silną reprezentację miała Korona: poza mną, wystąpili także Grzesiu Piechna oraz Marcin Kaczmarek – wspomina 36-latek.

STRACH PRZED LEO

Organizowane przez niektórych selekcjonerów zimowe zgrupowania stwarzały idealne warunki do testowania nowych zawodników. Wielu piłkarzy właśnie podczas takich egzotycznych wyjazdów rozgrywało swoje jedyne mecze w kadrze narodowej.

– Niektórzy mogą śmiać się z jednego występu w reprezentacji, ale ja jestem z tego niezwykle dumny. Wielu zdecydowanie lepszych ode mnie piłkarzy nigdy nie dostąpiło tego zaszczytu – podkreśla Robert Kolendowicz. – Uważam, że to olbrzymia nobilitacja. Wszyscy zaczynający przygodę z piłką po cichu marzą o występie w kadrze. Na pewno każdy, kto zagrał w reprezentacji tylko raz, wyobrażał sobie, że uzbiera tych spotkań więcej. Ja również myślałem, że to dopiero początek drogi, a nie jej koniec – dodaje były gracz m.in. ŁKS, Korony i Zagłębia Lubin.

Pomocnik należał do grającej w krajowym składzie reprezentacji, która w grudniu 2006 roku poleciała na mecz towarzyski do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (5:2).

– Traktowałem to zgrupowanie jak kolejny krok, ponieważ miałem już jakieś doświadczenie z kadry młodzieżowej, w której zaliczałem spotkania o punkty. Sam mecz, rozgrywany przy prawie pustych trybunach, nie był dla mnie szczególnie deprymujący – przyznaje Kolendowicz.

Był to pierwszy przegląd bezpośredniego zaplecza kadry zorganizowany przez Leo Beenhakkera. Holender kończył właśnie premierowe półrocze pracy w Polsce, był tuż po eliminacyjnych zwycięstwach z Portugalią oraz Belgią. Magia nazwiska szkoleniowca działała na zawodników z Ekstraklasy.

– To zgrupowanie było istotne także z uwagi na osobę selekcjonera. Większość z nas nie miała wcześniej okazji pracować z trenerem z takiej półki. Przyznaję, że trochę drżałem przed spotkaniem z Beenhakkerem – wspomina Kolendowicz. – Trener okazał się fantastycznym człowiekiem. Starał się wszystkich otoczyć opieką. Rozmawiał ze mną indywidualnie i choć były to bardziej kurtuazyjne pogadanki na ogólne tematy, to doceniam, że znalazł na to czas. Coś takiego buduje zawodnika.

Gdyby nie pech, pomocnik prawdopodobnie nie skończyłby swojej reprezentacyjnej przygody na jednym meczu. Kolendowicz otrzymał zaproszenie także na kolejne zgrupowanie, w lutym 2007 roku. Poleciał z kadrą do Hiszpanii, ale krótko przed pierwszym spotkaniem złamał rękę. Kilka miesięcy później znalazł się jeszcze na liście rezerwowej przed meczami eliminacji Euro 2008.

– Chciałbym więcej, ale wychodzę z założenia, że lepiej mieć w kadrze jeden występ niż żadnego – mówi asystent trenera Kosty Runjaica w Pogoni. – Jestem typem człowieka, który stara się patrzeć wyłącznie do przodu. Z mojego grania w piłkę nie mam wielu pamiątek. Zostawiłem tylko dwie koszulki, resztę z przyjemnością rozdałem znajomym. Jedna z nich to właśnie ta z reprezentacji. Nie mam jej w domu, ale na pewno jest gdzieś w rodzinie, chyba ma ją mój brat.

NUMER JUŻ ODPADŁ

Paweł Magdoń należy do bardzo ekskluzywnego grona piłkarzy, którzy jedyny mecz w drużynie narodowej okrasili golem. Obrońca zdobył bramkę we wspomnianym sparingu z kadrą ZEA.

– Skuteczność w reprezentacji mam rewelacyjną – uśmiecha się Magdoń. – Nawet ten jeden występ w kadrze pomaga w życiu. Sądzę, że wielu zawodników chciałoby być na moim miejscu. Miło wspominam ten czas. Dobrze było poczuć atmosferę szatni reprezentacji, znaleźć się w takim gronie. Szczególnie, że selekcjonerem był Beenhakker. Wybitna postać. Dużo się mówiło o jego charyzmie, podejściu do pracy, kontakcie z piłkarzami. To wszystko okazało się prawdą. Cieszę się, że mogłem tego doświadczyć.

Obecny dyrektor sportowy Lechii Tomaszów Mazowiecki nie pamięta wiele z pobytu nad Zatoką Perską. Debiutant tak bardzo chciał udowodnić swoją wartość na boisku, że kompletnie nie interesował się atrakcjami turystycznymi.

– W Dubaju nie zwiedziłem niczego, miasto obejrzałem jedynie zza szyby w autokarze. Nawet nie poszedłem zobaczyć słynnych Wysp Palmowych. Tak mocno byłem skoncentrowany na tym, żeby wypaść jak najlepiej w meczu – przyznaje były zawodnik takich klubów, jak Pogoń, Wisła Płock czy GKS Bełchatów. – Poczułem się wyróżniony, słysząc hymn na stadionie. Po tym meczu miałem pięć minut sławy, występ i gol w reprezentacji odbiły się dość szerokim echem. W tamtym czasie osiągnąłem wysoką formę, byłem na swoim topie.

Magdoń mógł zadebiutować w zespole narodowym pół roku wcześniej, jeszcze za kadencji selekcjonera Janasa. – Otrzymałem powołanie na jedno z ostatnich spotkań przed mistrzostwami świata, we Wronkach z Wyspami Owczymi. Któryś z podstawowych obrońców nabawił się urazu na zgrupowaniu, w związku z czym awaryjnie zostałem zaproszony na ten mecz. Niestety, nie mogłem pojechać, bo sam doznałem kontuzji. Debiut trzeba było przełożyć – wspomina 40-latek. – Z mojego jedynego występu w kadrze zostawiłem sobie koszulkę. Do dziś mam ją w szafie. Minęło już tyle czasu, że zdążył odpaść z niej numer. Trójka. Najważniejsze, że orzełek ciągle się trzyma. 



TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 15/2020)


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 3/2026

Nr 3/2026

Polska Reprezentacja Polski

Mateusz Bogusz znalazł nowy klub! Fabrizio Romano ujawnia

Mamy potwierdzenie od samego Fabrizio Romano! Mateusz Bogusz zmienia klubowe barwy.

2025.03.24 Warszawa
Pilka nozna, FIFA Kwalifikacje do Mistrzostw Swiata
Polska - Malta
N/z Mateusz Bogusz
Foto Mateusz Porzucek PressFocus

2025.03.24 Warszawa
FIFA World Cup qualification Poland - Malta
Polska - Malta
Mateusz Bogusz
Credit: Mateusz Porzucek PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Wiśniewski rozchwytywany. Chcą go w Ekstraklasie i Serie A

Przemysław Wiśniewski nie może narzekać na brak zainteresowania. Stoper reprezentacji Polski trafił na celownik klubów z Ekstraklasy i Serie A.

2025.09.04 Rotterdam
pilka nozna Kwalifikacje Mistrzostw Swiata 2026
Holandia - Polska
N/z Przemyslaw Wisniewski
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

2025.09.04 Rotterdam
Football - FIFA World Cup 2026 Qualifying round
Netherlands - Poland
Przemyslaw Wisniewski
Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Polak znów trafia! To jego piąty gol w tym sezonie [WIDEO]

Mateusz Żukowski trafił do siatki w meczu Eintrachtu Brunszwik z Magdeburkiem. Jego klub wygrał aż 3:0, a Polak zdobył piątą bramką podczas tej kampanii 2. Bundesligi.

Polak znów trafia! To jego piąty gol w tym sezonie [WIDEO]
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Poważna kontuzja Kacpra Kozłowskiego. Polak przeszedł operację

Kacpra Kozłowskiego czeka dłuższa przerwa od gry. Polaki zawodnik złamał rękę i musiał przejść operację.

2023.11.17 LODZ STADION MIEJSKI ALEJA UNII
MECZ PILKA NOZNA U21 REPREZENTACJA POLSKI ELIMINACJE MISTRZOSTW EUROPY
POLSKA vs IZRAEL
N/Z KACPER KOZLOWSKI
Foto Artur Kraszewski / APPA / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Jan Urban wprost o sytuacji kadrowicza! „Oby zmienił klub”

Selekcjoner Jan Urban ocenił sytuację jednego z etatowych reprezentantów. Przyznał, że powinien zmienić zespół.

2025.10.08 Katowice
Pilka nozna Reprezentacja Polski Sezon 2025
Konferencja prasowa i trening reprezentacji Polski
N/z Jan Urban
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2025.10.08 Katowice
Football Polish National Team Season 2025
Konferencja prasowa i trening reprezentacji Polski
Jan Urban
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej