Najpierw gdy pięć lat temu Johan Cruyff umarł, a teraz przed dwoma tygodniami, kiedy 24 marca przypadła rocznica jego śmierci, na całym świecie, w tym także w Polsce, ujawniło się mnóstwo cruyffistów, gotowych zadeklarować, że Boski Johan był największym futbolowym geniuszem wszech czasów. To wielce być może, ale, jak każdy geniusz, miał też ciemniejsze strony. Dlatego też chciałbym rocznicowo zaapelować, by Cruyffa nie zagłaskiwać, tylko z wyrozumiałością, a nawet czułością, opisywać, jak to czasami zdarzało mu się w życiu pobłądzić. I to właśnie zamierzam zrobić, na jednym przykładzie.
LESZEK ORŁOWSKI
W 1992 prowadzona przez Cruyffa Barcelona wygrała ostatnią edycję Pucharu Mistrzów Krajowych, którą można też zresztą uznać za pierwszą edycję Ligi Mistrzów, gdyż droga do finału prowadziła przez fazę grupową. Jednak Boski tylko raz przywiózł do stolicy Katalonii uszate trofeum. A mógł zrobić to przynajmniej dwakroć, bo w 1994 jego zespół znów znalazł się w finale, gdzie przeciwnikiem w Atenach był AC Milan.
Zachowanie Cruyffa przed meczem i frazy, które padły wtedy z jego ust, zasługują na miano futbolowej bufonady wszech czasów, niespotykanego pokazu arogancji. Cruyff był bowiem skrajnie pewny siebie. Ostatnie jego słowa skierowane do piłkarzy przed wyjściem na murawę brzmiały: „Jesteście lepsi. Idźcie i wygrajcie”. Sfotografował się z Pucharem Mistrzów, a na konferencji powiedział, że Milan to defensywny zespół, który nie podejmie z Barcą rywalizacji i będzie niszczył grę. – Jesteśmy faworytami. Mamy bardziej kompletny, bardziej waleczny i bardziej doświadczony team niż w 1992 roku. Milan nie może się z nami równać. To nie jest jakiś wyjątkowy zespół. Znaczące jest to, że za taką kwotę, za jaką my kupiliśmy Romario, oni sprowadzili Desailly’ego. Podstawą ich gry jest defensywa, podstawą naszej – atak…
Były to zdania nie tylko błazeńskie, ale i głupie. Obudziły bowiem lwa. – Gdyby nie padły, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej – powiedział po latach Alessandro Costacurta. A Daniele Massaro rzekł tak: – Słyszeliśmy wszystko, widzieliśmy wszystko. Oni byli bardzo aroganccy, a zwłaszcza ich trener. To wzbudziło w nas wielką ambicję.
Jak się to skończyło, pewnie Państwo pamiętacie. Milan zdemolował Barcelonę: wygrał 4:0, a bliżej było do 7:0 niż do 4:1. Przebieg meczu i wynik zszokowały wszystkich. Nastawienie publiczności do tej konfrontacji było bowiem takie, jak legendarnego dziennikarza „Piłki Nożnej” Romana Hurkowskiego, który przed finałem napisał następująco: „Z punktu widzenia przyszłości futbolu zwycięstwo Barcelony jest wielce pożądane, gdyż zachęciłoby wiele zespołów z całego świata do gry radosnej, pozbawionej wyrachowania. Triumf Milanu oznaczałby triumf futbolowego wstecznictwa”.
Morał z tego jest tak oczywisty, że aż niewarty podawania kawa na ławę, ale co tam: Niech nikt nie cieszy się ze zwycięstwa przed meczem, niech nikt nie ubliża przeciwnikowi przed zwarciem. Dzisiaj takie rzeczy się zresztą prawie nie zdarzają, z ust trenerów przed meczami dobywa się tak zwana mowa-trawa, pełna ą i ę, przepojona szacunkiem dla rywala. Czyżbyśmy mieli kolejny wpływ Cruyffa na światową piłkę? Sprawa finału w Atenach była przed laty tak szeroko komentowana, że niewykluczone. Wcześniej bufonów na trenerskich ławkach było wielu, po Atenach trafiają się znacznie rzadziej. I ta lekcja Boskiego Johana została zapamiętana.
Tuchel zaskoczył powołaniami. Po raz kolejny brakuje gwiazdora
Thomas Tuchel ogłosił powołania na Ligę Narodów. W reprezentacji Anglii po raz kolejny zabraknie gwiazdora Manchesteru City. Kogo zobaczymy w kadrze Anglików?
Reprezentacja Polski straci potencjalnego reprezentanta? Otrzymał powołanie
Julian Zakrzewski Hall był piłkarzem przymierzanym do reprezentacji Polski ze względu na swoje korzenie. Coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że nie będzie mu dane zagrać w biało-czerwonych barwach.