Dzień po obronieniu mistrzostwa Anglii Manchester City pokonał Chelsea. Ta nie była w stanie nawiązać rywalizacji nawet z mocno zmienioną jedenastką przeciwnika.
Po meczu Manchester City odebrał trofeum.
Ederson, John Stones, Ruben Dias, Rodri, Ilkay Guendogan, Kevin De Bruyne, Jack Grealish, Bernardo Silva, Erling Haaland. Oto lista zawodników, którzy rozpoczęli spotkanie na ławce rezerwowych. Ich miejsca w podstawowym składzie zajęli aktorzy drugoplanowi, którzy otrzymali okazję pokazania, na co ich stać.
Kto ją wykorzystał?
Julian Alvarez. Jak zwykle – chciałoby się napisać. Mimo że w bieżącym sezonie spędził na murawie tylko 2400 minut, Argentyńczyk zdobył 17 bramek i zanotował 5 asyst. Dziś strzelił jedynego gola meczu.
Phil Foden. Anglik otrzymał szansę na występ nie tylko w podstawowym składzie, ale też w centralnej części boiska. Spisał się dobrze, skutecznie rozgrywał piłkę, był bliski trafienia do siatki.
Cole Palmer. Raz za razem szarpał na skrzydle, udanie współpracował z kolegami.
Stefan Ortega. Zachował czyste konto, choć kilka razy musiał interweniować. Najbardziej efektownie w sytuacji sam na sam z Raheemem Sterlingiem.
Chelsea wypadła na tle rezerwowego składu mistrzów Anglii blado. Strach pomyśleć, jak zaprezentowałaby się w starciu z jego najsilniejszym zespołem.
Zgromadzeni na trybunach kibice gospodarzy świętowali sukces swoich ulubieńców, ale sam mecz nie mógł ich porwać. Przypominał sparing.
Gwiazda Chelsea ucina spekulacje. „Wszyscy lubimy plotki”
Wedle angielskich mediów, Cole Palmer ma być niezadowolony z życia w Londynie i chce wrócić do Manchesteru. Pomocnik Chelsea stanowczo zaprzeczył jednak tym doniesieniom.
Menedżer Arsenalu przestrzega przed euforią. „To nic nie znaczy”
Po pewnym zwycięstwie z Sunderlandem AFC, Arsenal FC prowadzi w tabeli Premier League już z dziewięciopunktową przewagą. Menedżer "Kanonierów", Mikel Arteta przestrzega jednak kibiców przed przesadnym optymizmem.
Fernandes wskazał autora sukcesów MU. „Wie, co to znaczy”
Zwycięstwo z Tottenhamem Hotspur było już czwartym z rzędu Manchesteru United pod wodzą tymczasowego menedżera, Michaela Carricka. Bruno Fernandes nie jest jednak zaskoczony takim obrotem wydarzeń.