Słonie poszły za ciosem! Termalica ograła Arkę Gdynia
Po ostatniej wygranej z Legią Warszawa, Termalica dokłada następną wygraną w PKO BP Ekstraklasa. Teraz zawodnicy Marcina Brosza ograli Arkę Gdynia.
Termalica dwa tygodnie temu przełamała impas i nadal kroczy zwycięskim szlakiem. „Słonie” nie okazały się gościnne dla Arki Gdynia, pokonując zespół znad Bałtyku 2:0 na otwarcie 17. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy.
Gospodarze bardzo szybko objęli prowadzenie. W 14. minucie spotkania Rafał Kurzawa widowiskowym strzałem zza linii pola karnego trafił prosto do bramki Damiana Węglarza.
𝐊𝐔𝐑𝐙𝐀𝐖𝐀! 🤩
Kapitalne rozpoczęcie strzelania w 16. kolejce @_Ekstraklasa_ ⚽
W pierwszej połowie brakowało jednak dobrych okazji strzeleckich. W samej końcówce Kubica oddał niezłe uderzenie z rzutu wolnego, ale tym razem Węglarz bardzo pewnie interweniował.
Obraz meczu nie zmienił się po przerwie. W 65. minucie Aurelien Nguiamba wyprostowaną nogą zaatakował Kubicę i otrzymał w pełni zasłużoną, czerwoną kartkę, osłabiając tym samym swój zespół.
W 88. minucie Krzysztof Kubica ustalił wynik na 2:0. Gracz Termaliki wykończył indywidualny rajd między zagubionymi obrońcami Arki Gdynia i postawił stempel nad zwycięstwem swojego zespołu.
Termalica dopisuje komplet oczek i jest coraz bliżej wygrzebania się ze strefy spadkowej – zajmuje teraz 16. miejsce w tabeli. Arka przeplata porażki zwycięstwami. Strata punktów skutkuje aktualnie 10. pozycją.
Konstantinos Sotiriou doznał groźnie wyglądającej kontuzji podczas spotkania między Radomiakiem a Koroną Kielce. O szczegółach na pomeczowej konferencji prasowej opowiedział trener Jacek Zieliński.
Marek Papszun prowadził Legię Warszawa w trzech meczach, ale żadnego Wojskowi nie potrafili wygrać. Doświadczony szkoleniowiec zastanawia się nad tym stanem rzeczy.
Legia Warszawa nie wygrała już 12 meczu z rzędu, czym pobiła negatywny rekord z 1966 r. Po remisie z GKS Katowice, kibice Wojskowych znów dali pokazać swojemu niezadowoleniu, co nie spodobało się niektórym graczom stołecznego klubu.
13-ego w piątek, ani GKS, ani Legia nie potrafiły w Katowicach przechylić szali na swoją stronę. Bliżsi tego byli jednak gospodarze i to oni mogą bardziej pluć sobie w brodę.