Przejdź do treści
Skomplikowana historia alpejskiego futbolu

Ligi w Europie Świat

Skomplikowana historia alpejskiego futbolu

Zacząć trzeba od końca, czyli… początku lipca, kiedy WSG Tirol podejmował Admirę. Musiał wygrać, by zachować miejsce w austriackiej Bundeslidze. Bezbramkowy remis wprawił w euforię dyrektora gości, Felixa Magatha, natomiast pani prezes gospodarzy Diana Langes-Swarovski nie miała powodu do radości.

ZBIGNIEW MUCHA


Kiedy rok temu udało się wywalczyć awans do Bundesligi, kilkutysięczne Wattens było wniebowzięte, prezeska zaś przeszczęśliwa, bo oto spełniał się jej sen. Mecz inaugurujący rozgrywki w najwyższej klasie, z Austrią Wiedeń, był wielkim wydarzeniem dla ludzi skupionych wokół klubu. W dniu premiery szefowa wraz z rodziną była w drodze powrotnej z greckich wakacji. Bała się opóźnienia samolotu, który miał wylądować o 13.30. – Muszę jeszcze zdążyć pójść do fryzjera, a potem dopiero na stadion – racjonowała w wiedeńskim „Kurierze”. Zdążyła. 

Córka swego ojca

W siedzibie klubu w Wattens wszystko błyszczy, jak przystało na kryształowe imperium. Jej gabinet, biurko z piłką wysadzaną białymi i czarnymi kryształami, wszystko robi wrażenie. Niemniejsze niż ona sama. – Obraz zewnętrzny jest dla nas bardzo ważny – zapewniała w rozmowie z „Kurierem”, gdy po awansie dziennikarze ustawiali się w kolejce po wywiad. Rok temu faktycznie było o niej szczególnie głośno – klubik z małej gminy leżącej kilkanaście kilometrów na wschód od Innsbrucka wszedł do austriackiej elity. Bawił w niej co prawda tylko rok, ale o samej pani prezes wciąż jest głośno, stała się popularną osobą w austriackim futbolu. Nie tylko ciekawostką. Jej nazwisko pojawia się w mediach nie tylko wówczas, gdy otwarcie mówi, że z piłkarzami potrafi wybrać się na piwo albo gdy zachwyca się numerami na koszulkach inkrustowanych… błyszczącymi kryształami, tak by jednoznacznie kojarzyły się z firmą. Bo Lady Diana, rocznik 1972, pochodzi oczywiście z „tych” Swarovskich.

Jej ojciec, Gernot Langes, ma 77 lat i 17 procent udziałów w firmie znanej na całym świecie z produkcji wyrobów ze szkła ołowiowego, czyli kryształów. Szefował firmie od lat 60., dziś na jej czele stoi syn Markus. Firma istnieje od 125 lat i trzeba przyznać, że austriacka rodzina podbiła świat dość szybko, skoro już w 1932 roku Marlena Dietrich w filmie „Blond Venus” występowała w biżuterii Swarovskiego. Motto założyciela wytwórni było proste: „Diamenty są dla rodzin królewskich, ja chcę żeby każda kobieta na świecie wiedziała, co czuje się, nosząc diamenty”. Stąd właśnie kryształy, tańsza, lecz niekoniecznie mniej efektowna wersja elegancji. Dziś Swarovski Group to gigant skupiający mnogość podmiotów produkujących biżuterię, sprzęt optyczny, szkła kontaktowe, nawet odblaski drogowe, ale także własnością konsorcjum są linie lotnicze Tyrolean Jet. W 2015 roku firma miała przychody na poziomie przekraczającym 3 miliardy euro i zatrudniała ponad 30 tysięcy osób na całym świecie.

Diana jest prawnuczką Daniela Swarovskiego – założyciela kryształowego świata, siostrą obecnego szefa i oczywiście posiadaczką odpowiedniego pakietu udziałów w D. Swarovski KG. Ale jej zainteresowania wykraczają daleko poza ekonomię i biznes. Zajmowała się modelingiem, aktorstwem (studia w Nowym Jorku), rozmaitymi biznesami w najdziwniejszych branżach, łącznie z hodowlą egzotycznych zwierząt, ale przede wszystkim od dziecka kocha futbol. Funkcję prezesa WSG Swarovski Tirol sprawuje od siedmiu lat. Zaczynała wspinaczkę wraz z klubem z lig regionalnych i doszła do Bundesligi, przy okazji otrzymując nagrodę dla najlepszej menedżerki (menedżera) sportowego w austriackim futbolu w ubiegłym roku, zasiadła w komitecie finansowym Bundesligi, współpracuje z Austriackim Związkiem Piłki Nożnej, jako jego ambasador. 

– Chodziłam na mecze dużego Wackera Innsbruck, miałam karnet, prezes klubu zapytał czy nie chciałabym wejść do zarządu – opowiadała w „Kurierze”. – Chciałam, ale tata nie chciał. Jeśli masz działać w futbolu, to w Wattens, u nas zostaniesz prezesem. Nikt się nie sprzeciwił, wybrano mnie na szefa klubu. I szczerze mówiąc cieszę się, z dzisiejszego punktu widzenia, że startowaliśmy od ligi regionalnej, bo miałam czas, by się wszystkiego nauczyć od A do Z, począwszy od doboru pasków do mocowań banerów na stadionie…

Numer 1 w Tyrolu

W rozmowie z „Die Welt” przyznała, że ojciec pragnął widzieć ja na stanowisku prezesa, bo w ten sposób mogła się realizować jego wciąż nieśmiertelna wizja klubu rodzinnego. Gdyby nie podwójne nazwisko Langes-Swarovski, które otwierało wiele drzwi, nikt nie pomyślałby o Dianie jako o członku piątej generacji jednej z najważniejszych dynastii przedsiębiorców w Austrii. Na stadionie krzyczy, skacze, wymachuje rękami niczym fanatyczka. – Czasami czuję się z tego powodu zawstydzona, ale inaczej nie potrafię – mówi. Sama nie uważa się za wielką damę z tzw. towarzystwa, ani „spadkobierczynię kryształów”. Ma tyrolską duszę, a rodzinie, zwłaszcza ojcu, zawdzięcza żyłkę biznesową, konsekwencję, wizję i silne związki z domem oraz regionem.

Kiedy zaczynała prezesurę w Wattens powiedziała, że ten klub będzie wkrótce numerem 1 w Tyrolu, czym prawie wszystkich rozśmieszyła. Prawie wszystkich, bo na pewno nie ojca, który wiedział, co potrafi jego córka. – Śmiano się, bo zabrzmiało to tak, jakby mały klub Wiener Viktoria miał zdystansować stołeczne Austrię i Rapid. My, Wattens, mielibyśmy być wyżej niż Wacker, dziesięciokrotny mistrz kraju? – opowiadała w „Kronen Zeitung”. 

I na krótko, ale dopięła swego, bo nie lubi się poddawać. Zahartowało ją sześć lat spędzonych w Wenezueli. – Było pięknie, choć nie zawsze bezpiecznie, więc miałam przy sobie pistolet – wspominała w „KZ”. Prowadziła tam między innymi hodowlę 2500 bawołów. Wyjechała już po ślubie. W 1996 roku oddała rękę hiszpańskiemu szlachcicowi Joaquinowi Fernandezowi de Cordova Hohenlohe, a świadkiem na ślubie był najlepszy przyjaciel pana młodego, niejaki Felipe, dziś znany lepiej jako Felipe VI, król Hiszpanii. Lady Diana lubi błyszczeć, zwłaszcza w towarzystwie kryształów, ale na meczach spotkać ją można w dżinsach i tenisówkach. Ma doradców, powierników, ale postępuje zgodnie z tym, co przekazał jej ojciec: nie pozwól by ktoś tobą kierował, zawsze rób to, co wydaje ci się słuszne. Przyznaje, że nazwisko otwierało drzwi, łatwiej było się umawiać na spotkania biznesowe, ale to zwykle działa tylko na początku, potem musiała wykazać się innymi przymiotami.

Alpejski węzeł 

Jak to się w ogóle stało, że klubik z małego Wattens dotarł tak daleko? Historia ligowego futbolu w Innsbrucku, albo szerzej – całym alpejskim Tyrolu, jest mocno poplątana. Zacznijmy od Wikipedii, gdzie w kategorii „Nieistniejące austriackie kluby piłkarskie” widnieją: Swarovski Wacker Innsbruck, FC Tirol Innsbruck i Wacker Innsbruck 1915. To prawdziwa pajęczyna powiązań, zależności, upadków, fuzji, przemian, etc. Opisać ją trudno, zrozumieć tym bardziej. Pokrótce wszystko wyglądało mnie więcej następująco.

Wacker Innsbruck 1915 to mistrz Austrii w 1971 roku. W tym samym roku połączył swe siły z WSG Swarovski Wattens (uwaga – po praz pierwszy pojawia się na scenie familia Swarovski!) tworząc SSW Innsbruck – twór, który potem już seryjnie w latach 70. zdobywał mistrzowskie tytuły. Połączenie ze Swarovskim miało oczywisty cel – zbudować klub sławiący Tyrol (i firmę) w Europie. Po części to się udało – ponad 40 lat temu SSW dotarł do ćwierćfinału Pucharu Mistrzów. Wkrótce potem nastąpił jednak spadek, klub wrócił do nazwy Wacker. W 1986 roku ponownie do gry mocno weszli Swarovscy przejmując po ledwo dyszącym Wackerze prawo gry w 1. Lidze. Powstał wówczas kolejny twór – Swarovski Tirol Innsbruck. Amatorski zaś Wacker zacząć musiał wspinaczkę od ósmej ligi, za długo jednak się nie wspinał, bo w 1999 roku zakończył swój żywot.

Co zaś dzieje się z główną gałęzią? Rosła też stosunkowo krótko, ale całkiem nieźle. Dwa tytuły mistrza Austrii, krajowy puchar, ale przede wszystkim piękna przygoda z Pucharem UEFA w edycji 1986-87. Na Tivoli w Innsbrucku przegrywały kolejno CSKA Sofia, Standard Liege, Spartak Moskwa, AC Torino i dopiero w półfinale lepszy okazał się późniejszy triumfator IFK Goeteborg. Prezesem i właścicielem klubu był Gernot Swarovski, głowa rodu i szef wielkiej, kryształowej „komnaty”. Ożywił piłkę wpuszczając do niej nieco własnego kapitału. Pojawiły się duże piłkarskie nazwiska – w 1987 roku na środku obrony Bruno Pezzey, a na ławce trenerskiej jeden z najlepszych i najsłynniejszych trenerów świata, Ernst Happel. A tuż przed nimi człowiek, który stał się boiskowym katalizatorem przemian i architektem sukcesu klubu w Europie…

Hansi tańczy na Tivoli 

W 1985 roku Hansi Mueller, były mistrz Europy i aktualny wicemistrz świata, miał dopiero 28 lat. Nie został gwiazdą światowego futbolu, choć miał nią zostać. Nie podbił Serie A, choć zapisał w niej całkiem przyjemną kartę. Po grze w Interze i Como nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić. Na swój benefisowy mecz do Innsbrucka zaprosił go Roland Hattenberger, były kompan ze Stuttgartu. Niemiec zagrał na luzie, czyli znakomicie. 

– Gernot Langes-Swarovski, sponsor i założyciel klubu, zapytał mnie, czy chciałbym przyjechać do Tyrolu, bo szukał prawdziwej dziesiątki. Miałem oferty z Udinese, Atalanty, ale… Swarovski obiecał mi, że później będę mógł zacząć pracę w jego firmie jako menedżer ds. marketingu. W tym czasie mieszkańcy Tyrolu pewnie pomyśleli: „Przyjedzie tutaj, weźmie trochę alpejskich dolarów i tyle”. Ale moja ambicja rosła, chciałem coś zbudować w Innsbrucku, wiedziałem, że przy wsparciu Swarovskiego może to zadziałać – wspominał niedawno Mueller w rozmowie z „11FREUNDE”. – Myślę, że oglądając losowanie Pucharu UEFA ludzie w Turynie i Moskwie byli zadowoleni, że będą grać z Tirolem. Słyszeli o wspinaczach i narciarzach z Alp, ale nie o piłkarzach. Austriacka piłka kojarzyła się tylko z Wiedniem. Nie byliśmy faworytami, w Torino grali Junior i Dossena, w Spartaku też mnóstwo znakomitości. Meczu z Rosjanami nigdy nie zapomnę. Było krótko przed Bożym Narodzeniem, przeraźliwie zimno, na trybunach Tivoli 18 000 widzów, w tym Franz Beckenbauer i późniejszy nasz trener Ernst Happel, a każdy z nich trzymał… brylant w ręce. Dzięki temu meczowi zdałem sobie sprawę, że wielkie gry niekoniecznie muszą być zarezerwowane dla finałów mistrzostw świata, niekoniecznie muszą mieć miejsce na Maracanie. Liczyła się atmosfera, a ja miałem wówczas gęsią skórkę podobną do tej, gdy grałem derby Mediolanu na San Siro. Być może nawet pewnych rzeczy, więzi emocjonalnych z klubem czy kibicami, doświadczasz intensywniej właśnie na mniejszych obiektach… Ten półfinał był iskrą, zachęcił Swarovskiego do dalszego inwestowania. Sprowadził doświadczonych zawodników Pezzeya i Lindenbergera, a wspomniany Happel został trenerem. 

Gernot Langes-Swarovski w 1987 roku w wywiadzie dla „Der Spiegel” mówił: – Badanie przeprowadzone w Niemczech wykazało, że nasza nazwa stała się znana przede wszystkim dzięki piłce nożnej. Po sukcesie w Pucharze UEFA przeciwko Torino wielokrotnie zwracano się do mnie we Włoszech: Czy to ty jesteś tym Swarovskim, który ma klub piłkarski?

Milioner inwestował rocznie w futbol 5 milionów szylingów, czyli 700 tysięcy marek. Niby niedużo, ale wystarczyło, by odnieść sukces. Zatrudniając ludzi w klubie zawsze myślał o szerszym konspekcie. Muellera, znanego w Niemczech, Austrii i Włoszech, władającego pięcioma językami, od początku widział w strukturach swojej firmy. Podobny zamysł miał w stosunku do Happela – trenera wybitnego, ale wyjątkowo mało medialnego, palącego papierosy i generalnie mającego otoczenie w dupie. Na wątpliwości dziennikarzy „Spiegla” podkreślających dość osobliwy wizerunek trenera, jego wieczną zrzędliwość w publicznych wypowiedziach kontrastujących z elokwencją chociażby pięknego Hansiego, odpierał: – Nie mierzę skuteczności reklamowej trenera w ten sposób. Happel nie musi z nikim rozmawiać. Jego efekt reklamowy jest dobry, jeśli doprowadza zespół do pewnego, wysokiego poziomu sportowego.

Szef klubu nie żałował zatem grosza na swoje gwiazdy, a piłkarskiego biznesu doglądał tak samo pieczołowicie jak kryształowego imperium. Bywał częstym gościem na Tivoli, nie miał daleko z biurowca w pobliskim Innsbruckowi Wattens. Razem z nim przyjeżdżała zawsze jego mała córka – Diana. Bywało, że mecze oglądała na kolanach Happela, z piłkarzami była tak zaprzyjaźniona, że Mueller podwoził ją samochodem do szkoły. Małe miasteczko, bogata firma, coraz lepsza drużyna piłkarska, a wszystko funkcjonujące w rodzinnej atmosferze… Idylla nie trwała jednak długo, ponieważ projekt nie wytrzymał próby czasu. Klub został rozwiązany w 1992 roku, a jego spadkobiercą został po prostu Tirol Innsbruck. I to już historia nieco nowsza, na pewno bliższa polskim Czytelnikom. Nim klub upadł w 2002 roku ogłaszając bankructwo, trzykrotnie wygrał austriacką Bundesligę. Ostatnim jego trenerem był Joachim Loew, na bramce stał Stanisław Czerczesow. Przez klub przewinęło się też kilku Polaków; Andrzej Lesiak, Jerzy Brzęczek, a przede wszystkim utytułowany – trzykrotny z Tirolem mistrz kraju i król strzelców – Radosław Gilewicz. 

Kosmiczny Salzburg

To tyle, jeśli chodzi o wielką piłkę w Innsbrucku. Na gruzach tamtego Tirolu powstał… Wacker Innbruck, lecz tylko nazwa się zgadza, poza tym to zupełnie nowy klub, niemający nic wspólnego ze starym, historycznym Wackerem 1915. Jego piłkarze dziś występują na zapleczu Bundesligi i zapewne wkrótce znów czekać ich będą derby z Wattens.

Bo niezależnie od wszystkiego, to o Wattens dziś jest najgłośniej. Ten klub o 90-letnim rodowodzie z rodzinnej miejscowości Swarovskich, w przeszłości próbował już fuzji z dużym futbolem z Innsbrucka (wspomniany rok 1971…), by po 13 latach spółki wrócić do samodzielnego funkcjonowania. Jego losy też były mocno pokręcone, dużo czasu spędził w niższych ligach, by w ubiegłym roku dostać się do elity. Zdążono po awansie zmienić nazwę z WSG Wattens na WSG Swarovski Tirol. Po to, by ludzie utożsamiali się z nim jako klubem regionalnym. Ma być klubem wszystkich mieszkańców wiosek i miasteczek rozsianych po całym regionie. Z siedziby firmy Swarovski w Wattens widać oddalone o kilkanaście kilometrów maszty oświetleniowe Tivoli. Tam musiał rozgrywać swoje mecze zespół niedawnego beniaminka, ponieważ obiekt w Wattens nie spełniał żadnych wymogów. Konieczność gry na sporym stadionie, który wypełniał się kilkoma tysiącami widzów tylko na początku, a potem frekwencja znacząco malała (ludziom z Wattens niekoniecznie chciało się podróżować do Innsbrucka, tym bardziej mieszkańcom innych miejscowości czy samego Innsbrucka, gdzie trzyma się kciuki za Wackera, zresztą przy też mocno umiarkowanej frekwencji), również nie była sprzyjającą okolicznością w walce o utrzymanie.

Wielu kibiców sądziło, że skoro familia znów tak mocno zaangażowała się w futbol, to rychło wyrośnie na południu siła porównywalna do Red Bulla Salzburg. Kryształowa dziedziczka szybko studziła te zapędy. Owszem, budżet zwiększyła z 5,7 do 7 milionów euro, zaczęła szukać nowych sponsorów, oczekiwała również wsparcia samorządu na porównywalnym poziomie jakie otrzymuje Wacker, nie miała jednak złudzeń. Kiedy jesienią Wattens ulegli u siebie Red Bullowi 1:5, szefowa bezradnie rzuciła: – Oni są jak kosmici z innej gwiazdy…

Od początku nie zamierzała się więc ścigać z kosmitami. Jej piłkarze zarabiają po kilka tysięcy euro miesięcznie, wielu pracuje dodatkowo w firmie (podobnie jak kilka tysięcy mieszkańców Wattens), nie ma więc żadnej korelacji z realiami Salzburga. Pani Diana cały czas jednak dba o to, by klub pozostał klubem rodzinnym. Trener, Thomas Silberberger, pracuje na swoim stanowisku już od siedmiu lat, dyrektor sportowy Stefan Koeck nawet dłużej.

Pierwsza dama

Diana Langes-Swarovski była pierwszą kobietą w Austrii na tak prestiżowym, piłkarskim stanowisku. Po niej pojawiły się Katja Putzenlechner, prezydent Wiener Neustadt i Brigitte Annerl, prezes Hartberg. 

– Za dziesięć lat nikogo to nie będzie dziwiło, nie będziemy o tym rozmawiać, ponieważ wszyscy zobaczą, że kobieta może zajmować podobne stanowiska – dzieliła się przemyśleniami w „Kurierze”. – Nie spotkałam się z bezpośrednimi uprzedzeniami, może ewentualnie ktoś za moimi plecami szeptał: Słyszałeś co powiedziała blondynka? Ale fakt, że jestem członkiem zarządu ligi i ambasadorem federacji świadczy o tym, że moja osoba została zaakceptowana. Uważam, że to dobrze, gdy mężczyźni pracują z kobietami w futbolu. Uzupełniają się, mają różne perspektywy i wrażliwość… Moim celem było ożywienie piłki w całym Tyrolu. Połączenie sił? W przeszłości już dwa razy do tego doszło, to nie jest dobry pomysł. Konkurencja jest stymulująca. Najlepiej, by oba kluby były w elicie. 

Nie brak jej uroku. Kiedy po awansie do austriackiej Bundesligi zapytano ją czy pierwszy rok będzie najtrudniejszy, odparła rezolutnie: – Nie mamy porównania z drugim lub trzecim rokiem…

No i okazał się faktycznie trudny. Mimo dobrego początku jej ukochany klub właśnie spadł do drugiej dywizji. Ale nie zamierza go zostawiać, już kilka miesięcy temu deklarowała, że z raz obranej ścieżki nie zejdzie: – Piłka nożna nie jest dla mnie grą, piłka nożna jest dla mnie pasją. Płaczesz razem, śmiejesz się także razem.

(fot. @langesdiana)


TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 30/2020)


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 10/2026

Nr 10/2026

Ligi w Europie Świat

Skład Porto na mecz przeciwko Moreirense. Polskie trio w komplecie!

Na zakończenie piłkarskiej niedzieli FC Porto gra ligowe starcie z Moreirense. Trener Francesco Farioli w pełni ufa polskim zawodnikom i całą trójke wystawia od pierwszej minuty.

Oskar Pietuszewski seen during Liga Portugal game between Casa Pia AC and FC Porto Maciej Rogowski/ Ball Raw Images Rio Maior Estadio Municipal Rio Maior Portugal Copyright: xMaciejxRogowskix maciejrogowski_casapia_fcporto_2526-1017
2026.02.02 Rio Maior
pilka nozna , liga portugalska
Casa Pia AC - FC Porto
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Kosmiczny gol w Ligue 1! Strzały z ponad 40 metrów od bramki [WIDEO]

Nice pokonało Angers 2:0. W ostatnich minutach drugiej połowy cudowym trafieniem popisał się Sepe Elye Wahi.

Kosmiczny gol w Ligue 1! Strzały z ponad 40 metrów od bramki [WIDEO]
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Zmiany na mistrzostwa świata! Nowe zasady VAR i limity czasowe!

Mistrzostwa świata przyniosą ze sobą zmiany w regulaminie rozgrywania meczów. Większe kompetencje otrzyma również system VAR.

(220516) -- KUWAIT CITY, May 16, 2022 (Xinhua) -- Brazilian former soccer player Gilberto Silva displays the World Cup trophy during a FIFA World Cup Trophy Tour event in Kuwait City, Kuwait, May 16, 2022. (Xinhua)

16.05.2022 Kuwejt
Pilka nozna Mistrzostwa Swiata
Trophy Tour - Wizyta Pucharu Swiata w Kuwejcie
FOTO Xinhua / PressFocus

POLAND ONLY!!
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Świetny mecz Krzysztofa Piątka w Katarze! Dwa gole i asysta Polaka

Krzysztof Piątek pokazał się ze świetnej strony tuż przed startem zgrupowania reprezentacji Polski. Napastnik zdobył dwa gole i asystował w meczu przeciwko Al Saillya.

2025.10.09 Chorzow
Pilka nozna mecz towarzyski
Polska - Nowa Zelandia
N/z Krzysztof Piatek
Foto Tomasz Folta / PressFocus

2025.10.09 Chorzow
Football Friendly Game
Poland - New Zeland
Krzysztof Piatek
Credit: Tomasz Folta / PressFocus
Czytaj więcej

Ligi w Europie Świat

Co z obecnością Iranu na MŚ? Prezydent USA zabrał głos

Po ubiegłotygodniowym ataku Izraela i USA na Iran, władze kraju znad Zatoki Perskiej poinformowały o bojkocie MŚ 2026. Decyzję Irańczyków ws. udziału w mundialu, skomentował prezydent USA, Donald Trump.

FIFA World Cup, WM, Weltmeisterschaft, Fussball 2026 Official Draw FIFA President Gianni Infantino and U.S. President Donald Trump during the FIFA World Cup 2026 official draw at John F. Kennedy Center for the Performing Arts on December 5, 2025 in Washington, DC.  WASHINGTON DC United States Copyright: xWilliamxVolcovx
2025.12.05 Waszyngton
pilka nozna , mistrzostwa swiata 2026 , ceremonia losowania
Losowanie mistrzostw swiata 2026
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej