Trwa dobra passa Levante i kiepska Sevilli. W jedynym zaplanowanym na piątkowy wieczór meczu hiszpańskiej La Ligi, zespół w Walencji pokonał wyżej notowanego rywala z Andaluzji (2:1).
Kibice, którzy w piątkowy wieczór zgromadzili się na trybunach Estadio Ciudad de Valencia, już od pierwszych minut nie mogli się uskarżać na poziom widowiska. Ich radość była tym większa, że to właśnie Levante otworzyło wynik.
W 11. minucie przebojem w pole karne gości przedarł się Jose Morales, który tuż przed bramką oddał futbolówkę Martiemu Rogerowi, a ten mając przed sobą tylko golkipera, dopełnił formalności.
Radość miejscowych nie trwała jednak zbyt długo. Już w 16. minucie Sevilla odpowiedziała, a efektownym uderzeniem sprzed pola karnego popisał się Carlos Fernandez, nie dając bramkarzowi rywala żadnych szans na skuteczną interwencję.
Obie drużyny miały kolejne okazje do zmiany wyniku, ale na kolejnego gola trzeba było czekać do drugiej połowy, a konkretnie do 74. minuty. Morales wpadł wtedy na pełnym biegu w pole karne Sevilli i posłał piłkę między nogami wychodzącego Davida Sorii.
Goście z Andaluzji nie zdołali już odrobić tej straty i było to już siódme z rzędu spotkanie, w którym podopiecznym Vincenzo Montelli nie udało się zainkasować w La Lidze kompletu punktów. Levante odniosło z kolei trzecie kolejne zwycięstwo i ma już bardzo bezpieczną przewagę na strefą spadkową.
Zdystansowany. Dlaczego Kylian Mbappe stał się w Madrycie ciałem obcym?
Wystarczyło jedno zdjęcie, by na Santiago Bernabeu wybiło szambo. A gdy swąd już się ulotnił, ujawniły się wszystkie niesnaski między Kylianem Mbappe a resztą zespołu Królewskich.
Arbeloa zabrał głos po bójce w szatni Realu Madryt. „To ja jestem za to odpowiedzialny”
Konferencja prasowa Realu Madryt przed El Classico została zdominowana przez ostatnie zdarzenie z udziałem Fede Valverde oraz Aureliena Tchouameniego. Ostatnie wydarzenia w Los Blancos skomentował Alvaro Arbeloa.