Przejdź do treści
Selekcjoner na dziś, ale czy także na jutro?

Polska Reprezentacja Polski

Selekcjoner na dziś, ale czy także na jutro?

Był średni, raczej taki sobie, co nie znaczy, że w sam raz, ale na pewno trudny do rzetelnej oceny już latem 2018 roku. Po Bolonii napęczniał, by potem szybko i systematycznie niknąć, jakby mu ktoś dietę cud wdrożył i zboczyć z niej zakazał. Tej tendencji nie zatrzymała izraelska uczta, paradoksalnie pogłębiła wizyta na Łotwie. Po efektownej wygranej z Macedonią Północną selekcjoner znów jednak urósł. Nienaturalny efekt jojo, czy może wreszcie właściwe proporcje?

ZBIGNIEW MUCHA


Wywalczony w trybie przyspieszonym awans do finałów Euro 2020 nie powinien jednoznacznie przesądzać na korzyść selekcjonera, lecz przecież nie może być dowodem go obciążającym. Sytuacja i tak trudna do oceny, po 13 października skomplikowała się podwójnie. Nie doszło do klęski, reprezentacja wykonała założony i jak najbardziej realny plan, w dodatku plan minimum. Słychać dziś głosy obrony selekcjonera – pokonać w sposób tak przekonujący silną rzekomo Macedonię, to nie w kij dmuchał. Macedonię, która przecież potrafiła wygrać ze Słowenią i którą ponoć systematycznie straszono rodzimą opinię publiczną. Jeśli jednak mamy straszyć się Macedonią, to już dziś zarzućmy myśli o czymś więcej niż rozegranie trzech meczów na kontynentalnej objazdówce, z kilku powodów trudniejszej niż tradycyjny turniej o mistrzostwo Europy. No więc Macedonia nie jest drużyną, której obecna reprezentacja Polski winna się przesadnie obawiać. Nie jest również nią Słowenia ani Izrael. Tak naprawdę siła i jakość większości (wszystkich poza Austrią?) drużyn w grupie eliminacyjnej została w pewnym momencie przeszacowana na skutek fatalnego obrazu biało-czerwonych.

Walczyliśmy i wciąż walczymy w słabiutkiej grupie, a na jej słabość zapracowała przede wszystkim reprezentacja Adama Nawałki. Skrzętnie wykorzystaliśmy sprzyjające okoliczności bez strat własnych, ale czy jest już drużyna na Euro 2020 – tego nie wiadomo. Raczej nie. Pytanie nie mniej ważne: czy jest już trener? Raczej tak. Kontrakt Jerzego Brzęczka obowiązuje do końca roku, ale automatycznie się przedłuża po wywalczeniu awansu do ME. Gdyby zamiast dobrego meczu z Macedonią, na Narodowym doszło do potknięcia, można byłoby przypuszczać, że prezes PZPN Zbigniew Boniek, cokolwiek teraz mówi, poważnie zastanowiłby się nad zmianą woźnicy (bo każdy kontrakt można zerwać), i to pewnie z kilku powodów. Dziś, mimo że dość szybko wyrósł naturalny następca, czyli Czesław Michniewicz – o „Brzexicie” nikt głośno nie mówi. Ostatni mecz zmienił optykę, choć przecież nie diametralnie. 

Odkładanie budowy (lub choćby – to założenie optymistyczne – wykończeniówki) na wiosnę jest nonsensem. Nigdy lub prawie nigdy, oceniając z polskiej niemal dwudziestoletniej perspektywy, niczego poważnego nie udało się zbudować w towarzyskim kopaniu, kiedy piłkarze siłą rzeczy skoncentrowani są na decydującej fazie, w którą wchodzą ligi europejskie i ich kluby, a bywa, że również na sprawach pozaboiskowych, choć ściśle związanych z występem w dużym turnieju. – Pozostały nam dwa bardzo ważne spotkania. Dla mnie to będzie sprawdzenie odporności i zachowania w sytuacji, gdy jesteśmy pewni wyjazdu na Euro – podkreśla słusznie selekcjoner. 

Ten zespół musi wykuwać się już teraz, natychmiast. Ale poza chęcią i koniecznością jego udoskonalania istotne są punkty w dwóch ostatnich meczach. Wygrane zapewnią nam pierwszy koszyk podczas losowania (30 listopada) finałów ME. Porażki mogą nas pozbawić tego luksusu i tym samym niemal na pewno zderzyć z prawdziwie silnym rywalem już w fazie grupowej, a zestawianie Polska – Niemcy, Polska – Francja czy Polska – Belgia nawet fajnie wygląda, ale lepiej by wyglądało na przykład na etapie ćwierćfinału. Mierząc się z klasowym rywalem, znakomicie przygotowanym fizycznie, taktycznie i metodycznie do starcia z Polakami, liczenie na geniusz Roberta Lewandowskiego może skończyć się jak na Euro 2016 albo – nie daj Boże – mundialu 2018, gdzie RL9 oddał 9 strzałów, w tym 3 w światło bramki, żadnego do siatki… 

Trzeci z kolei awans do dużej imprezy jest faktem, ale w ogólnym i raczej prawidłowym odczuciu drużyna narodowa (w przeciwieństwie do klubów czy nawet polskiego futbolu w szerszym kontekście) znajduje się na takim etapie, że jej kolejne awanse w uproszczonych kwalifikacjach są oczywistością, a chcemy być czymś więcej niż tylko zespołem eliminacyjnym. Czy to chciejstwo ma solidne podstawy, to inna sprawa, choć wydaje się, że tak. Jeszcze tak, konkretnie – dopóki jest Lewandowski. I to nawet mając świadomość, że w czasach Lewego reprezentacja Polski wygrała tylko jeden mecz z rywalem z najwyższej światowej półki – z Niemcami na Narodowym.

Brzęczek w trwającej niewiele ponad rok kadencji miał (rzadziej) górki i (częściej) dołki. Jego praca była krytykowana. Zaczął w Bolonii okazale, więc szybko dowiedział się, że bazował tak naprawdę jeszcze na tym, co wypracował poprzednik. Za wyniki w Lidze Narodów nikt go nie krytykował – Italia i Portugalia mają swoją markę. Zgrzytał sposób gry i legendarny już styl (właściwie jego brak), lecz zespół miał być gotowy na eliminacje ME. Nie był. Wiedeń i Warszawa (4:0 z Izraelem) były oczkiem puszczonym do kibiców na zasadzie: „jednak potrafimy”. Skopje, Lublana, rewanż z Austriakami, oba mecze z Łotwą skłaniały do refleksji, że jednak nie bardzo. Całość zwieńczyła i obraz zmąciła dość efektowna wiktoria z Macedończykami na Narodowym.

Co zatem dziś wiadomo o selekcjonerze Brzęczku? Jakie plusy i minusy można postawić przy jego wciąż krótkiej kadencji?

NA PLUS

Czy Czerczesow ma rację? W futbolu najważniejsza jest tabela – mawia Stanisław Sałamowicz, obecny opiekun Sbornej. Bilans 14 meczów selekcjonera Brzęczka znaczony sześcioma zwycięstwami oraz czterema porażkami i tyluż remisami, na pierwszy rzut oka na kolana nie ma prawa rzucać. Warto jednak podkreślić, że 12 spośród tych meczów było o konkretną stawkę. Jeśli zawęzić punktową analizę do ośmiu meczów kwalifikacji ME i na dalszy plan odłożyć słabość przeciwników, okaże się, że selekcjoner był ultraskuteczny – 6 zwycięstw, 1 remis, 1 porażka. Plus poza dyskusją.

Czy Shankly miał rację? Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz – tak często powtarzają piłkarze i trenerzy, kopiując oryginał legendarnego menedżera Liverpoolu. Czy jedno z ich ulubionych powiedzeń-wytrychów ochoczo (nad)używanych w wywiadach dotyczy również selekcjonerów? Jeśli założyć, że tak, JB ma prawo postawić sobie plus. Niewielki, raczej średnich rozmiarów, bo nie pokonaliśmy Ameryki Północnej tylko Macedonię Północną. Ale faktycznie był to dobry występ reprezentacji, być może najlepszy pod kierunkiem obecnego wodza.

Jerzy „Dobra zmiana” Brzęczek. Dla jednych dokonania zmienników będą przemawiać za selekcjonerem, dla innych – go obciążać, na zasadzie: fajtłapa nie trafił ze składem. Fakty są takie, że już w pierwszym meczu eliminacji w Wiedniu po wejściu z ławki Krzysztof Piątek strzelił zwycięskiego gola. Trafił też w ten sposób w Skopje. Jakub Błaszczykowski jako zmiennik zaliczył asystę z Łotwą w Warszawie. Para dublerów Arkadiusz Milik (asysta) – Damian Kądzior (gol) zaakcentowała swój udział w meczu z Izraelem, a prawdziwy popis dali Przemysław Frankowski i Arkadiusz Milik, wykorzystując dwa podania Lewandowskiego w spotkaniu z Macedonią na Narodowym. Jeśli do czegoś można się przyczepić, to tylko do karkołomnej argumentacji selekcjonera, jakoby dokonania dublerów świadczyły o świetnej atmosferze, lecz akurat niektóre wypowiedzi trenera to zupełnie oddzielna para kaloszy. Zmiany można rozpatrywać także w innym kontekście, mianowicie wyciągania wniosków przy desygnowaniu składu wyjściowego. Przykład? Oddelegowanie do zabezpieczania będącego w wysokiej dyspozycji Grzegorza Krychowiaka przez Jacka Góralskiego, było kluczem do wygranej z Macedonią, a dwaj środkowi pomocnicy najjaśniejszymi punktami zespołu. 

– To jest ważne u selekcjonera, że widzi błędy i stara się je korygować – mówi Artur Wichniarek, były reprezentant Polski, obecnie ekspert stacji Polsat Sport. – Niefortunna była wypowiedź, że nas nie interesuje jak i na jakich pozycjach grają zawodnicy w klubach. Tymczasem przykład Krychowiaka z meczu z Macedonią i przesunięcie go jednak na pozycję numer 8 wyeksponowało jeszcze bardziej jego walory. Tak samo Bereszyński ustawiony na prawej obronie zyskuje pewność siebie. To istotne, by zawodnicy występowali na tych samych pozycjach, co w klubach, ponieważ dopiero wtedy można rzetelnie ocenić ich przydatność w reprezentacji. Jeśli zaś chodzi generalnie o roszady, selekcjoner dowiódł, że nie boi się zmieniać nawet składu zwycięskiego (w eliminacjach nigdy w dwóch meczach z rzędu nie wystawił tego samego składu – dop. red.). Pamiętajmy również o tym, że stara się realizować jeden z warunków, na który umówił się zapewne z prezesem Bońkiem, mianowicie wprowadza do składu młodych zawodników – choćby Bielika czy Szymańskiego.

Defensywa – tak, ale… Tu plus warunkowy. W szwach nie trzeszczała (bo niby dlaczego i przed kim?), trzymała się jako tako w niemal każdym eliminacyjnym meczu, może poza Lublaną i przede wszystkim rewanżem z Austriakami, ale wtedy szczęśliwie sprawy w swoje ręce brał Łukasz Fabiański. Właściwie poza poszukiwaniami lewego obrońcy (żaden z próbowanych nie dał jednoznacznej odpowiedzi na tak, choć po ostatnim meczu na czoło pretendentów wysunął się Arkadiusz Reca) linia obrony była ustabilizowana. Cokolwiek (złego) nie mówić o klasie rywali i (dobrego) polskich bramkarzy, to fakt, że w siedmiu meczach drużyna nie straciła bramki jest wymowny. I dlatego stawiamy plus, lecz z wyraźnym zastrzeżeniem, że błędy widoczne zwłaszcza we wspomnianych wrześniowych potyczkach w starciu z konkretniejszym rywalem zakończyć się mogą płaczem.

Wichniarek: – Nikła liczba straconych bramek może okazać się złudna. Tak naprawdę mamy problem ze zbyt dużymi odległościami między formacjami oraz zbyt głębokim cofaniem bloku defensywnego. Z Austriakami broniliśmy się czasami we własnej szesnastce i tylko gapiostwu Arnautovicia i spółki zawdzięczmy bezbramkowy remis.

Barcelona na pomoc. Jakkolwiek w przypadku selekcjonerów uwypuklanie doświadczenia w pracy na podobnym stanowisku jako cechy nadrzędnej jest nonsensem (nie miał go Nawałka, nie miał dobrze radzący sobie z młodzieżówką Michniewicz), to na pewno przereklamowane nie może być doświadczenie turniejowe. Te liczone tygodniami spędzonymi na igrzyskach w Barcelonie akurat Brzęczek posiadł i choć zdobył je tylko w roli zawodnika, ale przecież też kapitana drużyny, to doskonale wie, z czym wiążą się zagrożenia turniejowe.

NA MINUS

Brak spójnej wizji. Być może dziś selekcjoner już wie, jak ma grać jego drużyna, lecz długo sprawiał wrażenie, jakby nie wiedział. Kibice również chcieliby poznać pomysł trenera na ten zespół. Eksperymenty trwały długo, modelowanie linii pomocy i ataku – zwłaszcza. Jakości z reguły wystarczało na 15-20 minut. Sami piłkarze to widzieli, więc liderzy zabierali głos nawet po wygranych meczach. Niedostatki wskazywali zwłaszcza Lewandowski i Glik. Gdyby odrzucić skrajności, czyli z jednej strony wrześniowe mecze ze Słowenią i Austrią, a z drugiej z Izraelem i ostatni z Macedonią, pozostanie wrażenie sporego chaosu charakterystycznego dla rozpapranego placu budowy. 

Atak pozycyjny – tradycyjnie – leży. Gorzej, że smutno z reguły wyglądały próby wyjścia szybkim atakiem – oparte na indywidualnych kiwkach przez niekoniecznie mających do tego specjalne predyspozycje wykonawców skazane były najczęściej na porażkę. Trudno kapitanowi drużyny stawiać zarzut kiepskiej skuteczności. Jest wręcz odwrotnie – skuteczność nie była wcale najgorsza, szwankowała natomiast kreacja podbramkowych sytuacji; Lewandowski często odcięty był od podań – tak ze skrzydeł (do niedawna nasze firmowe danie), jak i ze strony dość enigmatycznego przez właściwie cały rok Piotra Zielińskiego. 

Wichniarek: – O ile podoba mi się, że mamy alternatywę ustawienia i nie musimy sztywno trzymać się schematu 1-4-4-2, ponieważ śmiało możemy kombinować z pionowym ustawieniem napastników w systemie 1-4-4-1-1, to jednak warto próbować alternatywnych ustawień, np. 1-3-2-3-1-1 lub 1-3-5-2. Boli także zaniechanie praktycznie w każdym meczu – mówiąc z niemiecka – gegenpressingu, czyli kontrpressingu, próby odzyskiwania straconej piłki bardzo wysoko, jak najdalej od własnej, a jak najbliżej bramki rywali. Sporadycznie podchodził do takiej gry Krychowiak czy Lewandowski, niemniej było tego bardzo mało.

Morderczy sposób gry. Morderczy dla oglądających, nie rywali. Legendarny styl, którego wciąż poszukujemy rozpaczliwie. Nigdy nie będziemy grać jak Hiszpanie i Brazylijczycy, ani nawet Francuzi, ale w większości meczów gra reprezentacji miast sprawiać przyjemność zawodnikom i kibicom, zwyczajnie męczyła. Dysponując niemal tymi samymi wykonawcami, Nawałka potrafił (dopóki poprzeczka nie zawisła za wysoko) sprawić, że występ biało-czerwonych dawał gwarancję emocji i jakości, był w dobrym znaczeniu przewidywalny. Brzęczek zbliżył się do tego dwukrotnie w eliminacjach (Izrael i Macedonia na Narodowym) oraz przeciwko Italii w Bolonii. Brakuje stałości, poczucia, że drużyna ma kontrolę nad meczem i rywalem.

– Na pewno nie byliśmy zespołem dyktującym warunki w dwumeczu z Austrią. Chwała za wywalczenie czterech punktów z tym rywalem, ale pamiętajmy, że na Euro przeciwnicy będą tacy sami lub lepsi od Austriaków – zauważa Wichniarek.

Dwójka, która uzależnia. Nie ma znaczenia, że w dwóch poprzednich cyklach eliminacyjnych Lewandowski zdobył 13 (Euro 2016) i 16 (MŚ 2018) bramek, a obecnie ma ich na koncie tylko 5. Bo to on wciąż robi grę, jego zrywy i praca pozwalają stwarzać zagrożenie. Wyjąwszy kapitańskie trafienia oraz asysty (2 w spotkaniu z Macedonią) o pierwszym miejscu w grupie nie byłoby mowy, zagrożony byłby awans. Druga rzecz: reprezentacja w kwalifikacjach jak dotąd straciła tylko dwie bramki. Obie w Lublanie, w meczu, w którym zabrakło Kamila Glika. Tego samego Glika, którego brakowało w dwóch pierwszych meczach na mundialu… Wobec tak dużego uzależnienia od dwójki liderów stawiamy minus, zdając sobie jednak sprawę z obiektywnych trudności w znalezieniu pełnoprawnych ich zastępców.

Komunikacyjne w(y)padki. Zbigniew Boniek latem ubiegłego roku, nim wybrał selekcjonera, pytał: czy do trenowania tygrysów potrzebny jest przetygrys? Nie jest, ale być może przydałby się lis. Człowiek sprytny, z charyzmą (rzekomy brak tejże jest często selekcjonerowi wypominany), potrafiący panować nad grupą mężczyzn o wybujałym ego. Potrafiący także „grać” z mediami. Nawałka ostatecznie poległ na swoich banałach, choć do pewnego momentu to się sprawdzało. Nikomu się to jednak nie podobało. Obecny selekcjoner w zamyśle postanowił znaleźć złoty środek i choć podobnie jak poprzednik porozumiewa się z opinią publiczną niemal wyłącznie przy okazji konferencji prasowych, to jednak nie do końca to się sprawdziło. Zaliczył kilka wpadek – z Zielińskim, Championship, uzasadnieniem wysokiej formy w klubach, etc.

Nie ma matki. Rywalizacja pomiędzy Fabiańskim i Wojciechem Szczęsnym toczy się od lat i jej końca nie widać. Bramkarz powinien być jak matka – może być tylko jeden. Tak zawsze powtarzał Jan Tomaszewski. Brzęczek zyskał komfort, który nieoczekiwanie zamienił się w kłopot – posiada do dyspozycji dwóch znakomitych golkiperów, będących być może w życiowej dyspozycji, w dodatku z uzasadnionymi ambicjami. Powinien wskazać jasno kto będzie numerem 1, a kto 12, lecz nie zrobił tego. Zdecydował się na rozwiązanie w swoim zamyśle salomonowe – wybory „pierwszego” co pół roku. To zrodziło napięcia: rozgoryczony we wrześniu, bo odsunięty od składu Szczęsny, opublikował wymowny wpis po powrocie do Turynu. Kontuzja Fabiańskiego pozwoliła wrócić bramkarzowi Juve do gry. Problem jednak wróci, jeśli Fabian wiosną znów będzie w wysokiej dyspozycji, którą na dobrą sprawę utrzymuje od kilku lat. 

Z rodziną tylko na zdjęciu? Selekcjoner uparł się, że siostrzeniec będzie mu potrzebny na etapie tworzenia nowej reprezentacji, a powrót Kuby Błaszczykowskiego do polskiej ligi i mocne do niej wejście usprawiedliwiało decyzję Brzęczka. Doświadczony skrzydłowy (wobec – powtórzmy – ogólnokrajowej posuchy w tej specjalizacji) był wartością dodaną, miał swój udział, choćby jako zmiennik, w eliminacyjnych zwycięstwach. Wiosną zaczęły się kłopoty zdrowotne. W tym sezonie Błaszczykowski wrócił na boisko, wrócił więc także do kadry narodowej, ale decyzja okazałą się chybiona lub pochopna. Skończyło się urazem w meczu z Austrią odniesionym tuż po wejściu na boisko. Na następne zgrupowanie piłkarz nie przyjechał, więc problem rozwiązał się w naturalny sposób, pytanie: czy definitywnie? Długo broniliśmy Brzęczka przed posądzeniami o nepotyzm, widząc w Błaszczykowskim wciąż istotny element reprezentacji. I pewnie zdrowy oraz będący w pełni formy, z niebagatelnym doświadczeniem, wciąż takim mógłby być. W przeciwnym razie szybciej mógłby stać się elementem dezintegrującym grupę i wówczas w imię dobra reprezentacji, powinien pozostać poza nią. 

Brak autorskiej drużyny. To jeden z głównych zarzutów pod adresem selekcjonera, z którym od biedy można się zgodzić, ale zachowując sporą rezerwę w jednoznacznej ocenie. Otóż Brzęczek rzeczywiście w znakomitym stopniu bazuje na dziedzictwie Nawałki i w sposób ostrożny próbuje nowych twarzy. Nie zdecydował się na przykład na radykalną przebudowę zespołu, który zawiódł na mistrzostwach świata. Warto rzucić okiem na wyjściowy skład z ostatniego mundialowego meczu i porównać go z ostatnimi występami biało-czerwonych: Fabiański (w dwóch pierwszych mistrzowskich meczach bronił Szczęsny) – Bereszyński, Glik, Bednarek, Jędrzejczyk (w dwóch pierwszych meczach Rybus) – Krychowiak, Góralski – Kurzawa, Zieliński, Grosicki – Lewandowski. Towarzystwo jakby znajome. 

Brzęczek powołał do tej pory 43 zawodników, dał zagrać 32, ale zadebiutować – siedmiu. Filarem, bądź choćby podstawowym zawodnikiem zespołu nie został jeszcze żaden z nich. Wydawało się, że może nim być Krzysztof Piątek, lecz dziś jest cieniem ubiegłorocznego pistolero. Melodią przyszłości mogą być Krystian Bielik i Sebastian Szymański, w kadrze zadomowić się powinni Damian Kądzior i Arkadiusz Reca. Tymczasem porównanie z Nawałką tylko na pierwszy rzut oka wypada blado. Podczas kadencji poprzedniego selekcjonera debiutowali w drużynie co prawda Mączyński, Kapustka, Góralski, Linetty, Bednarek, Bereszyński, Cionek czy Kownacki, lecz żaden z nich do miana jednego z liderów drużyny nie miał prawa aspirować, a poza wszystkim AN prowadził selekcję nie w 14, lecz 50 meczach, dając zagrać aż 80 zawodnikom, zaś kręgosłup – Szczęsny, Glik, Piszczek, Jędrzejczyk, Błaszczykowiak, Krychowiak, Lewandowski, Zieliński – przejął od Waldemara Fornalika.

Jeśli więc porównywać, to Brzęczek-budowniczy blado wypada przede wszystkim na tle… Michniewicza. Ten przecież ograniczony limitem wieku potrafił najpierw nie tylko zbudować młodzieżówkę na mistrzostwa Europy, ale już po nich, gdy stracił główne rusztowanie (Kownacki, Żurkowski, Bielik, Szymański, Bochniewicz, Wieteska) przemodelować bez szkody, a nawet chyba z zyskiem dla jakości gry.

Po Macedonii selekcjoner odzyskał uśmiech i oddech, a przede wszystkim zyskał czas. Czas, który będzie się jednak kurczył w szybkim tempie, a zweryfikować pracy trenera już nie będzie kiedy. Dopiero na Euro 2020.

– Generalnie ilu obserwatorów, tyle opinii – nie ma wątpliwości Wichniarek. – Dlatego ja przede wszystkim opierałbym się na wypowiedziach samych piłkarzy. Zawodnicy ciesząc się z awansu, podobnie zresztą jak my, i na pewno za ten awans należą się im gratulacje, są świadomi mankamentów, które były szczególnie widoczne we wrześniowym dwumeczu, także w spotkaniu z Łotwą, a nawet ostatnim z Macedonią, mimo że – uczciwie mówiąc – był to jeden z lepszych pod względem choćby jakości zagrań meczów drużyny Jerzego Brzęczka. Kadrowicze sami jednak wiedzą najlepiej, że właśnie teraz nadszedł czas na analizę i korektę, wyeliminowanie wyraźnych niedostatków, wciąż przesłaniających pozytywy, co powinno pozwolić godnie zaprezentować się na Euro.



TEKST UKAZAŁA SIĘ W OSTATNIM (43/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 2/2026

Nr 2/2026

Polska Reprezentacja Polski

Wiśniewski rozchwytywany. Chcą go w Ekstraklasie i Serie A

Przemysław Wiśniewski nie może narzekać na brak zainteresowania. Stoper reprezentacji Polski trafił na celownik klubów z Ekstraklasy i Serie A.

2025.09.04 Rotterdam
pilka nozna Kwalifikacje Mistrzostw Swiata 2026
Holandia - Polska
N/z Przemyslaw Wisniewski
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

2025.09.04 Rotterdam
Football - FIFA World Cup 2026 Qualifying round
Netherlands - Poland
Przemyslaw Wisniewski
Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Polak znów trafia! To jego piąty gol w tym sezonie [WIDEO]

Mateusz Żukowski trafił do siatki w meczu Eintrachtu Brunszwik z Magdeburkiem. Jego klub wygrał aż 3:0, a Polak zdobył piątą bramką podczas tej kampanii 2. Bundesligi.

Polak znów trafia! To jego piąty gol w tym sezonie [WIDEO]
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Poważna kontuzja Kacpra Kozłowskiego. Polak przeszedł operację

Kacpra Kozłowskiego czeka dłuższa przerwa od gry. Polaki zawodnik złamał rękę i musiał przejść operację.

2023.11.17 LODZ STADION MIEJSKI ALEJA UNII
MECZ PILKA NOZNA U21 REPREZENTACJA POLSKI ELIMINACJE MISTRZOSTW EUROPY
POLSKA vs IZRAEL
N/Z KACPER KOZLOWSKI
Foto Artur Kraszewski / APPA / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Jan Urban wprost o sytuacji kadrowicza! „Oby zmienił klub”

Selekcjoner Jan Urban ocenił sytuację jednego z etatowych reprezentantów. Przyznał, że powinien zmienić zespół.

2025.10.08 Katowice
Pilka nozna Reprezentacja Polski Sezon 2025
Konferencja prasowa i trening reprezentacji Polski
N/z Jan Urban
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2025.10.08 Katowice
Football Polish National Team Season 2025
Konferencja prasowa i trening reprezentacji Polski
Jan Urban
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

„Teraz nie do końca mnie to przejmuje”. Jan Urban szczerze o walce o mundial

Jan Urban wraz ze swoim sztabem przebywa obecnie w Turcji na zgrupowaniu Talent Pro. Wielkimi krokami zbliżają się jednak baraże, których stawką jest udział w Mistrzostwach Świata w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych. W rozmowie z Tomaszem Włodarczykiem z portalu Meczyki.pl selekcjoner reprezentacji Polski opowiedział, jak przebiegają przygotowania do walki o mundial.

2025.11.17 Malta
Pilka nozna Kwalifikacje Mistrzostw Swiata 2026
Malta - Polska
N/z Jan Urban (trener, head coach)
Foto Marcin Karczewski / PressFocus

2025.11.17 Malta
Football - FIFA World Cup 2026 Qualifying round
Malta - Poland
Jan Urban (trener, head coach)
Credit: Marcin Karczewski / PressFocus
Czytaj więcej