Do Legii Warszawa trafił w 2004 roku. Od tego czasu z „eLką” na piersi rozegrał 123 spotkania. Jakub Rzeźniczak – w rozmowie z legia.com prawy obrońca stołecznej drużyny opowiada o zgrupowaniu w Windischgarsten, minionym sezonie oraz zbliżającej się rywalizacji w europejskich pucharach. Życzymy miłej lektury!
legia.com: Liczyłeś, które to dla ciebie zgrupowanie z Legią? Jakub Rzeźniczak: Nie, nie pokusiłem się o to. Było ich już bardzo dużo, więc to jest dla mnie jak wszystkie inne. Warunki są bardzo dobre, nie możemy na nic narzekać. Pozostaje jedynie przygotować się do nadchodzącego sezonu.
– Na nic? Zapowiada się, że pogoda nie będzie Was rozpieszczała. – Wydaje mi się, że dla piłkarza to lepiej, kiedy pada deszcz, niż gdy z nieba leje się żar, a temperatura oscyluje w granicach trzydziestu stopni Celsjusza. Ponadto, kiedy pada, boisko staje się mokre, więc lepiej porusza się po nim piłka, co wpływa na jakość naszych akcji. Widzisz? Nie najlepszą pogodę też można odebrać pozytywnie.
– To może w takim razie to zgrupowanie na dłużej zapadnie ci w pamięć? Masz jakieś swoje ulubione miejsce na obozy przygotowawcze? – Nie ukrywajmy, że najsympatyczniej jest w przypadku zimowych zgrupowań. W Polsce wsiadamy do samolotu przy niskiej temperaturze i często obfitych opadach śniegu lub deszczu, a opuszczając maszynę, ogrzewa nas ciepłe, hiszpańskie albo cypryjskie słońce. Nie możemy jednak narzekać. W letniej przerwie nie musimy latać aż tak daleko, więc Austria jest idealnym miejscem na przygotowania. Mieszkamy w bardzo dobrym ośrodku – warto wspomnieć, że wcześniej „stacjonowała” tu Sparta Praga, co również jest niezłą rekomendacją hotelu. Myślę, że przygotujemy się tu odpowiednio do sezonu ligowego.
– Skoro już o czeskiej drużynie wspomniałeś… Przygotowujecie się tu do międzynarodowych rozgrywek, a Sparta to Wasz potencjalny rywal w eliminacjach do Ligi Europejskiej. Miałbyś coś przeciwko temu, aby trafić na wicemistrza Czech? – Przyznam, że byłby to ciekawy rywal. Czesi są naszymi sąsiadami, więc ewentualna podróż nie trwałaby długo. Jak na trzecią rundę, byłby to idealny przeciwnik. Zresztą w rozpracowaniu Sparty mógłby nam pomóc Michal Hubnik, który walczył z nimi w Gambrinus Lidze (śmiech).
– Wróćmy jeszcze na chwilę do zgrupowania. Kiedy zadzwoniłem, żeby umówić się na tę rozmowę, mówiłeś bardzo cicho, bo nie chciałeś obudzić „Komora”. Które to już zgrupowanie z Marcinem w jednym pokoju? – Odkąd Marcin trafił do Legii, ciągle trzymamy się razem. Kolejny raz mieszkamy razem i jakoś nam się nie znudziło (śmiech). Na szczęście mamy podwójne pokoje, więc troszeczkę „Komor” może odpocząć ode mnie, a ja od niego.
– Na zgrupowaniu jesteście po to, żeby jak najlepiej przygotować się do nadchodzącego sezonu. Byłbyś zadowolony, gdybyś prezentował się tak, jak w poprzednich rozgrywkach? Pokusiłbyś się o stwierdzenie, że był to Twój najlepszy rok w Legii? – Nie chciałbym oceniać, czy było najlepiej, czy też nie. Na pewno ten rok był dla mnie przełomowy i niezwykle ważny pod względem psychicznym. To doprowadziło do sytuacji, że czułem się dużo, dużo pewniej na boisku. Dla mnie najważniejsze było to, że po tym jak wyleczyłem kontuzję, wywalczyłem sobie miejsce w pierwszym składzie i nie oddałem go już do końca sezonu. Mam nadzieję, że zachowam je także na nadchodzące rozgrywki.
– Poczułeś się pewniej… No właśnie. Pewność siebie to atut tych, którzy aspirują do walki o opaskę kapitana. Myślisz o tym coraz śmielej, że kiedyś będziesz pełnił tę ważną funkcję? – Może w przyszłości tak będzie, ale obecnie jeszcze na to nie liczę i myślę, że mimo wszystko nie jestem na to gotowy. Uważam, że w drużynie mamy dwóch świetnych kandydatów na to stanowisko – jest Ivica Vrdoljak, jest Michał Żewłakow. Sądzę, że Ivo w ubiegłym sezonie świetnie wywiązał się ze swojej roli i wydaje mi się, że ma duże szanse, aby pozostać kapitanem.
– Właśnie, mówisz o Michale Żewłakowie. Do tego doszedł jeszcze Danijel Ljuboja – wzmocnienia Legii zrobiły na Tobie wrażenie? – Zawsze cieszę się, kiedy Legia jest wzmacniana, bo to sprawa, że w przyszłym sezonie będziemy jeszcze silniejsi. Danijel reprezentuje bardzo wysoki poziom sportowy, a samo za siebie mówi też to, że grał tak silnych ligach, jak niemiecka i francuska. Dzięki temu, że występował tam tak wiele lat, wniesie do naszego zespołu mnóstwo doświadczenia. Wiadomo, że każdy piłkarz potrzebuje czasu na aklimatyzację, ale myślę, że Danijel nie będzie miał z tym problemu. Jest „Rado”, jest „Sergio”, ponadto ciekawostką jest fakt, że świetnie językiem serbskim włada Michał Żewłakow. Dla nowych zawodników taka sytuacja będzie bardzo pomocna.