Adam Matysek przed dwiema dekadami znajdował się w ścisłej czołówce polskich bramkarzy. O swojej grze w 2. Bundeslidze opowiadał na łamach „Piłki Nożnej”. Był to trzeci numer w 1998 roku…
Matysek w czasach czynnej kariery piłkarskiej (foto: W. Sierakowski)
– „Kicker” uznał, że jest pan najlepszym bramkarzem drugiej Bundesligi w rundzie jesiennej sezonu 1997/98. Menedżer Volker Graul twierdzi, że nawet w pierwszej lidze w Niemczech trudno znaleźć lepszego golkipera od pana… ADAM MATYSEK (FC Guetersloh, Niemcy): – Z fachowcami z „Kickera” nie będę dyskutował, znają się przecież na tym, co robią, a właściwie piszą. Co do wypowiedzi Graula, to rozumiem, że jako menedżer dba o interesy klubu, a przy okazji i o swoje. Podnosząc moje zasługi, podnosi także moją wartość na rynku.
– Guetersloh zapłacił za pana Fortunie Kolonia w 1996 roku 460 tysięcy marek. Teraz wart jest pan – zdaniem fachowców – blisko dwa i pół miliona!.. – Tak tu w Niemczech mówią i piszą. Tyle zapewne Graul by za mnie zażądał, gdyby zgłosił się klub z pierwszej Bundesligi. Jednak, czy tyle by dostał, to już zupełnie inna sprawa. Moim zdaniem realna kwota transferu wynosi około 1,8 miliona.
– Podobno lider pierwszej ligi 1. FC Kaiserslautern potrzebuje dobrego bramkarza? – Podobno. Na razie nikt z tego klubu nie zgłosił się do mnie w sprawie transferu. Gdy tak się stanie, zapewne nie powiem „nie”. Nie ukrywam, że chciałbym bronić w czołowym klubie 1. Bundesligi.
– Po siedemnastu meczach rundy jesiennej Guetersloh jest trzeci w tabeli drugiej ligi. To miejsce gwarantuje wam awans! Może zatem zamiast czekać na ofertę z klubu pierwszej ligi, lepiej po prostu do niej awansować? – Już cztery lata gram w Niemczech w drugiej lidze i myślę, że zdobyłem spore doświadczenie. I ono mi podpowiada, że tak jak zawsze na wiosnę odbędzie się wielkie tasowanie w tabeli. Tutaj jest tak wyrównany poziom, że drużyny, które jesienią grały bardzo słabo, w drugiej rundzie mogą być rewelacją rozgrywek. Tak było w sezonie 1995/96 z FSV Zwickau, które z końcowych miejsc jesienią przebiło się na wiosnę aż na piąte miejsce pod koniec rozgrywek. Tak było także w następnym sezonie z FSV Mainz 05. Zespół praktycznie już skazany na degradację, wiosną włączył się do walki o awans! Zatem, choć Guetersloh ma duże szanse, jestem w ich ocenie bardzo ostrożny.
– W poprzednim sezonie zajęliście trzynaste miejsce. To był chyba sukces dla beniaminka? – Tak to można określić. Zwłaszcza, że przystąpiliśmy do rozgrywek z karą nałożoną na klub przez DFB za braki w dokumentacji finansowej złożonej w związku. Groziła nam wręcz degradacja, ale skończyło się na odebraniu nam na koniec rozgrywek trzech punktów. Poza tym mieliśmy słabszy niż teraz skład. Przed tym sezonem prezydent klubu Juergen Kraemer załatwił nam u sponsorów środki na poważne wzmocnienia. Klub kupił bądź – jak w przypadku Janusza Dziwiora z FC Koeln – wypożyczył aż dziesięciu piłkarzy. W tym króla strzelców poprzednich rozgrywek (18 goli – przyp. W.S.) Angelo Viera z Rot-Weiss Essen oraz doświadczonego Uwe Weidemanna z Herthy BSC. Obaj należeli w rundzie jesiennej do najlepszych naszych zawodników.
– Trener Hannes Linssen chwalił pana, mówiąc, że Guetersloh nie zdobyłby 30 punktów, nie mając w składzie Adama Matyska! – To bardzo miłe z jego strony. Rzeczywiście grało mi się jesienią bardzo dobrze. W spotkaniach z Eintrachtem Frankfurt i SpVgg Unterhaching obroniłem rzuty karne. W tym ostatnim meczu sędzia podyktował – co się zdarzyło po raz pierwszy w mojej karierze – dwa karne, jeden po drugim. I to były słuszne decyzje. Za pierwszym razem strzał Albańczyka Altina Rraklliego obroniłem, chwilę później po uderzeniu Stefana Reicha byłem bez szans. Chwaląc siebie nie powinienem zapominać o kolegach z obrony, zwłaszcza o naszym libero Jensie Tschiedelu. Mając go przed sobą czułem się znacznie pewniej przed bramką. W sumie w siedemnastu meczach daliśmy sobie wbić tylko 12 goli. To – obok defensywy Uerdingen – najlepsze takie osiągnięcie w drugiej lidze.
– Jak gra jej rewelacja FC Guetersloh? Jako jedyni nie przegraliście jesienią meczu wyjazdowego… – To prawda. W ogóle przegraliśmy – i to niezwykle pechowo – tylko jedno spotkanie, w trzeciej kolejce na naszym Heidewaldstadionie z Freiburgiem 1:2. Jesteśmy rewelacją dlatego, że nikt na Guetersloh nie stawiał. Trener Linssen ustawił nas ofensywnie 1-3-4-1-2 i, co najważniejsze, graliśmy tak zarówno u siebie, jak i na wyjazdach. Rywale po pierwszych meczach zaczęli się nas zwyczajnie bać i nie grali już tak odważnie. Stąd być może zbyt duża liczba meczów nierozstrzygniętych. Zremisowaliśmy aż dziewięć spotkań, najwięcej w drugiej lidze.
– Kto sponsoruje klub? – Mamy blisko 70 sponsorów, ale ten główny, z którego logo gramy na koszulkach, to firma Miele, znana z produkcji sprzętu gospodarstwa domowego…
– To jesteście jak Amica Wronki w polskiej lidze! – Powiedzmy. Obok Miele w tym roku włączył się do sponsorowania koncern Bertelsmanna, potentat na europejskim rynku mediów. Jednak budżet klubu nie udźwignie awansu do pierwszej Bundesligi, jeśli do sprawy nie włączą się władze miasta. Po prostu musi zostać przebudowany nasz kameralny stadion mieszczący obecnie 12 tysięcy widzów. Trzeba – zgodnie z wymogami DFB – zainstalować oświetlenie oraz ogromną świetlną tablicę. Na to potrzeba od 4 do 5 milionów marek. Klubu nie stać na taki wydatek, a nie jest właścicielem stadionu. A obawiam się, że władze Guetersloh niezbyt entuzjastycznie odnoszą się do idei promocji miasta i regionu poprzez futbol. I chyba niesłusznie, skoro po rundzie jesiennej średnia widzów na Heidewaldstadion z blisko pięciu tysięcy w ubiegłym sezonie doszła do niemal ośmiu. W tym stutysięcznym mieście to nie mało.
– Widzę, że nie jest pan optymistą co do możliwości zdobycia przez Guetersloh awansu? – Rzeczywiście, nie jestem. Chyba zbyt mocno stąpam po ziemi.
– Co pan powie o dwóch pozostałych Polakach grających w pańskim klubie? – Bardzo cenię Janusza Dziwiora, który gra skrajnego prawego pomocnika. To świetny piłkarz i już dziś przepowiadam mu wielką karierę w Bundeslidze. Wojciech Choroba natomiast, po wyleczeniu kontuzji, też grał w kilku meczach pełne dziewięćdziesiąt minut. Najczęściej jest jednak pierwszym wchodzącym na zmianę.
– Pański debiut w pierwszej reprezentacji Polski miał miejsce 3 grudnia 1991 roku w spotkaniu z Egiptem. Do tej pory ma pan na koncie 13 meczów. I co dalej?. Czyżby „trzynastka” okazała się pechowa? – Nie łudzę się, że trener Wójcik budując zespół na eliminacje ME, postawi na mnie. Jeśli jednak dostanę szansę, o której wspominał mi przez telefon jego asystent Edward Lorens, to na pewno jej nie zmarnuję.
Jak wygląda sytuacja z bramkarzami w kadrze? Tak źle nie było od lat
Lada moment Jan Urban ogłosi powołania na jedno z najdłuższych zgrupowań reprezentacji Polski w ostatnich latach. Przed nami aż cztery mecze w Lidze Narodów, a między słupkami w kadrze wygląda na najgorszą od dłuższego czasu.
Ellis Simms zostanie powołany do reprezentacji Polski? [WIDEO]
Ellis Simms zgłasza akces do gry z orzełkiem na piersi. Czy waszym zdaniem napastnik Coventry City powinien być brany przez Jana Urbana pod uwagę jako opcja na pozycji numer dziewięć?
Jakub Piotrowski został zmieniony już w 15. minucie ligowego meczu Udinese z Lazio. Chwilę wcześniej reprezentant Polski złapał się za brzuch i sygnalizował problemy zdrowotne. Po spotkaniu klub przekazał szczegóły dotyczące jego stanu.
Moder przekazał nowe wieści o zdrowiu. „Wciąż mam dolegliwości w kolanie”
Jakub Moder wciąż nie jest zdolny do gry, a ponadto jego kariera w klubie stanęła pod znakiem zapytania. Reprezentant Polski odniósł się do wszystkich kwestii w rozmowie z Foot Truck.