Jeśli odejście latem z Realu Madryt jego największej gwiazdy wywarło jakiś wpływ na grę zespołu, jest to skutek pozytywny. Trudno o inny wniosek z trzech pierwszych meczów ligowych Los Blancos. Dlaczego zamiast straty wystąpił zysk?
LESZEK ORŁOWSKI
Kwestia jest arcyciekawa. Pokazuje, że czasami, zamiast kupować zawodnika za 100 lub więcej milionów euro, lepiej kogoś drogo sprzedać, bo efekt może być ten sam.
LIGA MISTRZÓW – TAK, MISTRZOSTWO – NIE
Uchwyćmy najpierw zjawisko liczbowo. Real przed rokiem zaczął ligowy sezon od pięciu punktów i sześciu strzelonych goli w trzech meczach, teraz ma dziewięć oczek i dziesięć trafień. Wprawdzie CR7 nie grał wówczas przez pierwsze cztery serie z powodu dyskwalifikacji, ale gdy wrócił, nie zrobiło się od razu lepiej: Real przegrał w piątej kolejce u siebie z Betisem. A rozkręcił się tak naprawdę dopiero, gdy Cristiano złapał strzelecką formę, co stało się… 21 stycznia, w meczu 20 kolejki. Do tego momentu strzelił cztery gole, od niego zaś – 22. Real na półmetku sezonu miał 35 punktów i był czwarty, zaś na mecie zameldował się na trzecim miejscu i z dorobkiem 76 oczek. W pierwszych 19 kolejkach uskładał raptem 35 goli, a w drugich – 59. Te liczby jasno pokazują, jak bardzo Real był uzależniony nie tyle od samej obecności Cristiano na boisku, ile od jego wysokiej formy.
(…)
ATAK NAPĘDZANY WIATREM
Wracajmy do Realu. Gdy tylko Portugalczyk odszedł z zespołu, zmieniło się nastawienie pozostałych piłkarzy. Zostali zwolnieni z niezadekretowanego nigdzie, ale jednak ewidentnie istniejącego obowiązku podawania niemal w każdej sytuacji piłki Portugalczykowi. Znana to historia z wielu firm: dobry, utalentowany szef koncentruje w swoim ręku prawo podejmowania wszelkich decyzji, odcina od niego współpracowników, sekuje też ich dobre pomysły. Wszyscy mają go dosyć, a gdy odchodzi, nagle dotychczasowi podwładni eksplodują wręcz kreatywnością, a suma ich wen jest większa niż największe z natchnień wcześniejszego szefa.
To właśnie dzieje się dziś w Realu. Zagadnienie najmocniej dotyczy oczywiście napastników, którzy na boisku przebywali najbliżej Cristiano, więc najbardziej znajdowali się pod jego wpływem. Dziś hiszpańska prasa pisze, że tercet BBA jest lepszy od tercetu BBC.
Gareth Bale przejął rolę lidera zespołu, piłkarza, do którego podaje się futbolówkę, gdy nie idzie, gdy jest trudno. Nie waha się wtedy przedsięwziąć indywidualnego natarcia, oddać strzału z dystansu. Cristiano też się oczywiście nie wahał. Różnica jest taka, że Portugalczyk, gdy raz czy drugi udało mu się rozwiązać problem zespołu, życzył sobie, by podawano wyłącznie mu również wtedy, gdy drużynie idzie dobrze. Bale takich ambicji nie zgłasza, może napatrzył się na tyrana i nie chce iść jego drogą? Ponadto akurat teraz zaczęło mu (kibicu Realu: odpukaj w tym momencie w niemalowane) dopisywać zdrowie. Ostatniej ze swoich 19 kontuzji (z czego 16 mięśniowych), jakie przytrafiły mu się w Realu, nabawił się we wrześniu 2017 roku, a odkąd w grudniu wrócił na boisko, już na nic się nie skarży.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (37/2018) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Kuriozalna czerwona kartka w La Liga. Co zrobił bramkarz?! [WIDEO]
Czegoś takiego dawno nie widzieliśmy. Bramkarz Osasuny kompletnie stracił kontrolę i zagrał piłkę bardzo daleko od własnego pola karnego. Sergio Herrera otrzymał czerwoną kartkę.