Minęło sto dni, futbol wrócił. Nikt na świecie nie chciałby powtórnie tego scenariusza przerabiać, ale w tym trudnym okresie wyróżniły się osoby, których działania powinny być przykładem dla wszystkich. Zanim w całości pochłonie nas piłka, raz jeszcze skupmy się na tym, jak ta dyscyplina potrafi oddziaływać na społeczeństwo.
MICHAŁ ZACHODNY
Wythenshawe od Old Trafford dzieli zaledwie kilka mil – kolejką miejską podróż zajmuje 40 minut, trzy razy dłużej niż autem. Przejeżdżając tramwajem z lotniska do centrum Manchesteru ogląda się inną Anglię niż ta, której wyobrażenie mogą mieć kibice Premier League rozsiani po całym świecie. Nie tak bogatą, wcale nie tak radosną, ale w odcieniach szarości zmieszanych z brązowym kolorem cegieł typowych jednopiętrowych domków. Już sto lat temu zbudowano tam osiedle mieszkaniowe, które następnie przyłączono do miasta. Niegdyś była to jedna z największych sypialni w Europie, dziś dzielnica, o której problemach by nie pamiętano, gdyby nie Marcus Rashford.
Właśnie ze względu na piłkarza Manchesteru United do drzwi mieszkańców w ubiegłym tygodniu pukali dziennikarze BBC i wypytywali o efekt jego akcji. Kolejne osoby mówiły o tym, że Rashforda pamiętają jako dziecko, które cały czas miało piłkę przy nodze, chłopaka, który dostawał z lokalnej restauracji za darmo jedzenie. Ten 22-latek niedawno wspominał, że bywały dni, gdy koledzy zapraszali go na kolację do swoich domów, bo wiedzieli, że inaczej Marcus zaśnie głodny. Jego matka robiła wszystko, by zapewnić jedzenie jemu i rodzeństwu, w szkole dostawał darmowy posiłek, ale to nie była, nie jest i nie powinna być normalność. I to mu z tego okresu zostało.
W jednym z centrów społeczności lokalnej, w trakcie kwarantanny obowiązującej w Anglii przygotowywano tygodniowo ponad tysiąc posiłków. A gdy lockdown został zakończony, brytyjski rząd uznał, że przyznawane dzieciom vouchery zostaną w okresie letnim zniesione. Każdy voucher wart jest 15 funtów tygodniowo i można go wykorzystać w sieciowych sklepach spożywczych. Niewiele, starcza każdego dnia na najprostszą kanapkę i batonika. Ale nawet to było dużym wsparciem dla milionów rodzin. W okresie zamknięcia do krajowych centrów pracy zgłosiło się 126% więcej ludzi, gdyż bezrobocie na Wyspach wzrosło w maju do trzech milionów. Istnieje obawa, że po zakończeniu programu wsparcia w październiku podniesie się do czterech milionów.
Faktem jest, że Rashford ze swoim przekazem – wymuszeniem na politykach odwrócenia decyzji dotyczącej voucherów – nie przebił się szybko. Piłkarz zwracał uwagę na efekt zamknięcia szkół już na początku kwarantanny, ale wówczas jego twitterowy apel nie spotkał się z taką reakcją, jak czerwcowa kampania. W ubiegłym tygodniu Rashford zaatakował poprzez swoje media społecznościowe, listem w „Timesie” oraz udzielaniem licznych wywiadów. W jednej z telewizyjnych rozmów siedział na murku w swoim sporym ogrodzie i opowiadał o trudnych doświadczeniach z dzieciństwa. W 2007 roku, gdy Rashford miał dziesięć lat, „New York Times” zrobił reportaż z Wythenshawe. – Żyjąc w tym miejscu nie oczekujesz niczego lepszego – mówił jeden z przepytywanych nastolatków, którego zaczepił dziennikarz. Z tekstu można dowiedzieć się o gangach tworzonych przez znudzoną i opuszczoną młodzież, która nie ma co robić i nikt jej nie pomaga. Rashford po latach przyznał, że jemu w wyrwaniu się stąd pomogła determinacja matki.
Jednak odnosząc się do problemów współczesności Rashford nie uciekał od przykładów. Prosił, by osoby mające problem z zapewnieniem posiłków swoim rodzinom dzieliły się doświadczeniami, by mógł poznać różne perspektywy i pełną skalę wyzwania z jakim się mierzył. To nie była kolejna akcja charytatywna, na której po prostu się pojawił, rozdał kilka autografów i pozował do zdjęć. To była od początku do końca jego inicjatywa, choć ze wsparciem widocznym w bardzo pieczołowicie przygotowanych i mocnych oświadczeniach, które publikował w mediach społecznościowych. A zaangażowanie przejawiało się choćby tym, że reagował na zaczepki polityków, zwłaszcza konserwatystów, którzy kpili, że przecież Rashford wraz z kilkoma kolegami mogliby poświęcić swoje wysokie tygodniówki i samemu rozwiązać problem. Minister zdrowia, Matt Hancock, który na początku pandemii wskazywał na piłkarzy jako pierwszych, którzy powinni przekazywać więcej pieniędzy na cele charytatywne, zgodzić się na obniżkę pensji, w programie na żywo z udziałem napastnika pomylił jego imię. Premier Boris Johnson publicznie przyznał, że nie zdawał sobie sprawy z aktywności Rashforda.
– Nigdy nie chodziło o mnie ani o politykę, to był krzyk o pomoc od potrzebujących rodziców z całego kraju, a ja udostępniłem im platformę, by zostali wysłuchani. Jestem dumny, że to się udało i podjęto odpowiednie działania. Wciąż jednak przed nami długa droga, ale jestem wdzięczny wszystkim, że zabraliśmy tym rodzinom jedno zmartwienie. Dobro naszych dzieci powinno być zawsze priorytetem – napisał podsumowując akcję.
Jego kolejną akcję, bo przecież to nie był pierwszy raz, gdy Rashford zaangażował się społecznie. Zdarzało mu się przekazywać środki finansowe szkołom w Manchesterze, dwa lata temu dostarczył m.in. odzież do ośrodka dla bezdomnych. O jego zachowaniu menedżer United, Ole Gunnar Solskjaer powiedział, że jest ważniejsze od jakiegokolwiek wygranego meczu. Tu Rashford mógłby się uśmiechnąć, bo przecież dla niektórych istotniejsze jest to, że nie wykorzystał świetnej sytuacji lub zmarnował rzut karny. Rok temu zdarzyło mu się to w meczu z Crystal Palace i w tych samych mediach społecznościowych, gdzie dziś jest bohaterem narodowym, wówczas był ofiarą ataków na tle rasistowskim.
Raheem Sterling walczy właśnie z instytucjonalnym rasizmem w angielskim społeczeństwie. Akcja „Black Lives Matter” w Premier League to oczywiście pokłosie wydarzeń w Stanach Zjednoczonych i zabójstwa George’a Floyda. Ale dla skrzydłowego Manchesteru City jest to jedynie częścią problemu z jakim zmagają się ludzie z mniejszości etnicznych na Wyspach Brytyjskich i za oceanem. Jego zaangażowanie wynika z własnych doświadczeń. – Protesty pokazały wszystkim, nie tylko czarnoskórym osobom, że ludzie są zmęczeni. Zmęczeni brakiem nadziei. Jeśli ja, jako 12-latek widziałem, że moja mama ma ogromne problemy, że mieli je sąsiedzi, to jaką to dawało nadzieję na poprawę mojej sytuacji? Wpada się w pułapkę systemu, a spotyka to sporą część młodzieży. Na czole masz wypisany kod pocztowy, a wielu ludzi nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Mnie to spotkało i to jest coś, co chcę zmienić, nie tylko siedząc w Internecie, rzucając kolejne posty i niewiele wiedząc o tym, co się dzieje. Musimy rozmawiać z właściwymi ludźmi, by cokolwiek zmienić i nad tym właśnie pracuję poza kamerami – opowiadał w wywiadzie z Micahem Richardsem, byłym piłkarzem Manchesteru City.
To znacznie trudniejsza akcja, niż wbiegnięcie za plecy obrońcy, wykorzystanie błędu Davida Luiza i strzelenie gola Arsenalowi. To też znacznie więcej, niż minuta ciszy, uklęknięcie i wrzucenie filmiku, w którym wraz z kolegami z boiska i trenerem mówią o zmęczeniu rasizmem. Sterling wskazuje na problem za pomocą przykładów: skrajnych, może nie do końca idealnie dopasowanych, ale tłumaczących różnicę w podejściu do czarnoskórych piłkarzy kończących kariery. Zresztą już samo pojawienie się w programie Newsnight, który zwykle dotyczy kwestii politycznych, było osiągnięciem Sterlinga, podobnie jak aktywność w mediach Rashforda. Zwykle przecież aktywni piłkarze tego formatu unikają konfrontacji w tematach innych, niż ich zawód, nie poruszają kwestii politycznych czy społecznych. Ale oni wybrali inaczej, odważniej. Gary Lineker, obecnie prezenter programu Match of the Day, też o to od lat walczy kpiąc z tych obserwatorów, mniej lub bardziej publicznych, którzy kazali mu trzymać się tylko futbolu, gdy pisał o Brexicie lub krytykował decyzje rządu.
– Dam wam perfekcyjny przykład – mówił Sterling w programie BBC. – Macie Franka Lamparda i Stevena Gerrarda z jednej strony oraz Sola Campbella i Ashleya Cole’a z drugiej. Każdy z nich miał świetną karierę, grali w reprezentacji Anglii. Wszyscy zrobili licencje trenerskie, by prowadzić drużyny na najwyższym poziomie, ale tych dwóch, którzy nie otrzymali właściwych szans to byli czarni. Jest nas około 500 piłkarzy w Premier League, jedna trzecia jest czarnoskóra, ale nie jesteśmy w żaden sposób reprezentowani w hierarchii, w sztabach szkoleniowych. Nie ma postaci, do których możemy się odnieść, z którymi porozmawiać – tłumaczył.
Oczywiście można powiedzieć, że to nie do końca trafione przykłady. Oferta z Rangers FC dla Stevena Gerrarda przyszła, bo prowadził juniorów Liverpoolu, Frank Lampard trafił najpierw do drugoligowego Derby County, a w Chelsea z powrotem znalazł się dzięki statusowi legendy tego klubu. Ashley Cole, nawiasem mówiąc, prowadzi obecnie piętnastolatków w akademii londyńskiej drużyny, dopiero de facto zdobywając właściwe uprawnienia i doświadczenie w tym zawodzie.
Campbell to jeszcze inny przypadek, który świadczy o prawdziwości tezy Sterlinga: choćby dlatego, że jego pierwsza praca w roli trenera przypadła na Macclesfield Town, gdzie musiał zrezygnować po czterech miesiącach ze względu na problemy finansowe. Prowadząc następnie Southend United jeszcze nie dostał szansy na sprawdzenie, bo zawieszono rozgrywki, choć pod jego wodzą zespół wygrał tylko cztery z 23 spotkań. Głównie przez problemy finansowe nie zdołał uratować teamu przed spadkiem z League One, choć prezes klubu Ron Martin otwarcie przyznawał ostatnio, że jako trener Campbell i jego sztab są zbyt dobrzy na czwarty poziom rozgrywkowy. Jego przyszłość nie jest wciąż znana, a i on sam może wątpić, czy dostanie szansę gdzieś wyżej.
O tym, że Sterling ma rację może świadczyć także to, że nie ma czarnoskórych sędziów w czołowych ligach angielskich. Angielska federacja dostrzegła problem po latach i w końcu sama zaczęła działać: program wsparcia dla środowisk BAME (skrót od Black, Asian, and minority ethnic) zakładał, że do sztabów reprezentacji zostaną dołączeni właśnie trenerzy, którzy inaczej takiej szansy, by nie otrzymali. W pierwszej reprezentacji pracuje Chris Powell, który wcześniej pracował w Charlton Athletic i Huddersfield, a w kategorii U-21 asystentem jest Michael Johnson. Z innych byłych piłkarzy aktywnych w programie można kojarzyć również Jasona Euella i Omera Rizę.
Dla Sterlinga to jednak za mało. – Wobec protestów, które mają miejsce, dobrze, że w ogóle rozmawiamy o problemie, bo to najwyższa pora, by w ogóle rozpocząć debatę. Jednak chodzi również o to, by wspólnie dojść do rozwiązań, wprowadzić zmiany, ponieważ to nie to samo co ciągła dyskusja w temacie oferowania szans czarnoskórym osobom na konkretnych pozycjach, na które zasługują. Będę wiedział, że coś się zmienia, jeśli znajdzie się osoba z mojego środowiska, do której będę mógł się zwrócić w strukturach swojego klubu lub federacji z konkretnym problemem – dodawał skrzydłowy Manchesteru City.
Przykłady tych dwóch reprezentantów Anglii, dwóch piłkarzy młodego pokolenia pokazują, że więcej pieniędzy, więcej sukcesów i większa popularność nie sprawiają, że Rashford czy Sterling zapomną o tym, jaką drogę musieli przejść. Przejmowanie przez niech odpowiedzialności za losy nie tylko własnych rodzin, ale całego środowiska są świetną lekcją nie tylko dla Anglii, ale i dla innych krajów. Tych sto dni było ciężkich, depresyjnych, męczących nie tylko ze względu na brak futbolu, też w znacznie mniejszym stopniu dotykających tych, którzy zarabiają miliony, lecz nie oznacza to, że mogli w tym czasie myśleć tylko o sobie. W końcu to też jest wyjście poza strefę komfortu, którą swoim talentem i determinacją sobie wypracowali.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 25/2020)
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.