Raków miał szansę świętować tytuł, jednak na fiestę trzeba będzie poczekać. Korona nie dość, że postawiła się „Medalikom”, to jeszcze wygrała z nimi 1:0.
Raków Częstochowa miał wszystko w swoich rękach. Wystarczył tylko remis, aby „Medaliki” przypieczętowały historyczny tytuł mistrza Polski. Nic z tego nie wyszło. Korona nie okazała się gościnna i zwyciężyła w starciu z głównym pretendentem po mistrzostwo.
Piłkarze Rakowa są już wyraźnie przemęczeni trwającym sezonie i już pierwsza połowa to pokazała. Długo w Kielcach nie działo się nic godnego uwagi, dopiero po pół godzinie gry zobaczyliśmy pierwsze trafienie w światło bramki. Korona nabrała wiatru w żagle i zaczęła grać większym pressingiem.
Odważna gra się opłaciła i w 34. minucie arbiter podyktował rzut karny dla Korony. Koczerchin wyraźnie zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym. Do piłki ustawionej 11 metrów przed Kovaceviciem podszedł Jakub Łukowski i pewnie trafił do siatki.
W drugiej połowie Raków miał przewagę w ofensywie i „Medaliki” zmarnowały kilka na prawdę dobrych okazji. Świetnie radziła sobie dobrze zorganizowana obrona Korony, która interweniowała w kluczowych momentach. Ostatnia akcja meczowa należała do Rakowa, Tudor nie trafił na pustą bramkę.
Gospodarze zdołali pokonać Raków i znacznie przybliżyli się do pozostanie w PKO Ekstraklasie na kolejny sezon. Korona w tym momencie ma już 6 punktów przewagi nad strefą spadkową i nie wydaje się, aby piłkarze Kuzery mieli roztrwonić ten dorobek.
A co z Rakowem? Częstochowianie nie wykorzystali szansy na podbicie pieczątki, jednak jeszcze dziś mogą zostać mistrzem. Wszystko zależy od wyniku Pogoni z Legią Warszawa. Jeśli warszawski zespół przegra lub zremisuje, wówczas Raków będzie już miał zagwarantowane mistrzostwo.