Rafał Augustyniak: „Dociera do nas to, co się mówi”
Obrońca warszawskiej Legii wypowiedział się na temat tego, co motywuje jego oraz partnerów z drużyny przed nadchodzącym sezonem.
Kibice warszawskiej Legii z całą pewnością chcieliby zapomnieć o rundzie jesiennej minionego sezonu. Wojskowi sensacyjnie zimowali bowiem na przedostatnim miejscu w tabeli, będącym, co oczywiste, miejscem, które w ostatecznym rozrachunku dawało spadek z Ekstraklasy.
Na szczęście dla stołecznych kibiców na Łazienkowską zawitał strażak w postaci Marka Papszuna. Były szkoleniowiec Rakowa Częstochowa zdołał ugasić pożar w zespole i wyprowadzić go na prostą. Na wiosnę Legia grała dobrze do tego stopnia, że w ostatniej kolejce grała o awans do europejskich pucharów.
Ten sezon ma być inny, a obecność Marka Papszuna od początku przygotowań ma jedynie pomóc w powrocie do walki o najwyższe ligowe cele. To, że Legia mierzy wysoko, potwierdza także Rafał Augustyniak.
— Dociera do nas to, co się mówi i pisze: że Legia będzie jeszcze słabsza niż w poprzednim sezonie. To tylko motywuje nas do cięższej pracy i do udowodnienia wszystkim dookoła, że tak nie jest i że będziemy mocni —przyznał doświadczony defensor w rozmowie z Legia.Net.
Rafał Augustyniak – Dociera do nas to, co się mówi i pisze: że Legia będzie jeszcze słabsza niż w poprzednim sezonie. To tylko motywuje nas do cięższej pracy i do udowodnienia wszystkim dookoła, że tak nie jest i że będziemy mocni. https://t.co/H460lcJYqW
Augustyniak nie pokusił się jednak o zerojedynkowe wskazanie celu Legii na nadchodzący sezon.
— Tak naprawdę najważniejsze jest to, żeby cały sezon przepracować z jednym trenerem. Zawsze najważniejszy będzie po prostu najbliższy mecz – taki musimy mieć sposób myślenia — stwierdził.
Jagiellonia nie dojechała do Krakowa, a Adrian Siemieniec zdrowo się nasłuchał [KOMENTARZ]
Biała Gwiazda rozegrała zdecydowanie najlepszy mecz od powrotu do Ekstraklasy. Pokonała 2:0 Jagiellonię i był to najniższy wymiar kary dla zespołu z Białegostoku. Oba gole zdobył Angel Rodado, który pozwolił błyskawicznie zapomnieć kibicom w Krakowie, że jeszcze przed chwilą martwili się odejściem Jordiego Sancheza.