Pierwszy sobotni mecz Pucharu Anglii zakończył się bezbramkowym remisem. Arsenal dość niespodziewanie nie zdołał przed własną publicznością pokonać niżej notowanego Hull City.
Arsenal nie wykorzystał atutu własnego boiska (foto: G.Garbacik)
Kanonierzy byli zdecydowanymi faworytami starcia z Tygrysami. Podopieczni Arsene’a Wenger przeważali od pierwszej minuty, jednak goście bronili się bardzo dobrze i – co najważniejsze – szczęśliwie. Arsenal nacierał, oddawał kolejne strzały na bramkę Eldina Jakupovicia, jednak spisywał się bez zarzutu.
Szwajcarski bramkarz spisywał się znakomicie, a kilka jego interwencji znamionowało klasę światową. Dusan Kuciak, który obserwowała poczynania swoich kolegów z wysokości ławki rezerwowych, musiał mieć kwaśną minę, ponieważ wspomniany Jakupović jest dopiero drugim w hierarchii golkiperem Hull. Jak w tej sytuacji wygląda sytuacja Słowaka?
Minuty upływały, a gospodarze wciąż bili głową w mur. Wenger dostrzegł, że jego drużyna ma problemy ze skutecznością, dlatego po godzinie gry zdecydował się wpuścić na boisko Oliviera Giroud i Alexisa Sancheza.
Przewaga Kanonierów jeszcze się zwiększyła, jednak nie udało się im przekuć jej na gola. Ostatecznie goli na Emirates Stadium nie obejrzeliśmy, a to oznacza, że o tym, kto awansuje do ćwierćfinału FA Cup zadecyduje powtórzony mecz na KC Stadium.