Presja na zawodnikach Widzewa jest tak potężna, że nie tylko nie mieli prawa ograć będącego daleko od swej najlepszej dyspozycji GKS-u, ale będą mieli problem ograć kogokolwiek. Co gorsza, nakłada ją na nich również trener, który w pierwszej kolejności powinien spróbować ją zdjąć.
Pewnie, najprościej po kolejnym nieudanym meczu byłoby wylać wiadro pomyj na piłkarzy, których Robert Dobrzycki pokupował za rekordowe na polskim rynku pieniądze, płaci im miliony, a oni tydzień w tydzień dają ciała, kompromitując się z kim i gdzie popadnie. W poprzednim sezonie ledwie utrzymali się w Ekstraklasie, w tym wygrali raptem jeden mecz z trzynastu, a w Katowicach po godzinie leżeli na deskach po trzech ciosach Bartosza Nowaka i choć poderwali się do odrabiania strat to i tak na koniec znów przegrali.
fot. Jarosław Tomczyk
Patrząc w Katowicach na piłkarzy Widzewa, ostatnią rzeczą jaką mógłbym im zarzucić jest brak chęci. Oni chcą. Chcą tak bardzo, że to zwyczajnie nie może się udać. I jeśli dalej będą tak chcieli to wkrótce będą w strefie spadkowej.
– Musimy w końcu stworzyć zespół, który jest w stanie regularnie lub przynajmniej zdecydowanie częściej punktować za trzy. Nie czarujmy się, dzisiaj Widzew musi wykonać w środku dużo pracy nad budową fundamentów, a nie patrzeć w górę tabeli. Nie ma miejsca na kalkulacje, zawodnicy muszą się poświęcić się tu i teraz. Musimy dalej pracować nad grą z piłką i znaleźć lepsze rozwiązania przy finalizacji. Jeżeli myślimy o zwycięstwie, to musimy być mądrzy i nie wypuszczać korzystnego wyniku z rąk. Musimy w końcu wygrać!
fot. Jarosław Tomczyk
Powyższych kilka zdań to tylko parę luźno wyjętych fraz z konferencji prasowej Mateusza Stolarskiego przed meczem z GKS-em. Pokazują jak potężna presja ciąży na piłkarzach Widzewa, którzy ciągle coś muszą. Jakby trener zapomniał, albo nigdy nie odrobił fundamentalnej lekcji z psychologii, która w największym skrócie sprowadza się do tego, że człowiek znacznie lepiej działa nie wtedy kiedy musi, a wtedy kiedy chce.
Pisząc te słowa wiem, że zaraz przekorny Czytelnik zaprotestuje używając argumentu o wysokich zarobkach łódzkich profesjonalistów, w które wkalkulowana jest równie duża presja. Jest w tym oczywiście wiele prawdy, ale po pierwsze ile człowiek by nie zarabiał wciąż pozostaje człowiekiem, a nie wolną od emocji maszyną, po drugie zaś za rywala też ma ludzi sowicie wynagradzanych. Jeśli ciągle wokół słyszy, że musi bo tak wiele za niego zapłacono i tak dużo mu się płaci, to bez wątpienia bardzo chce dowieść, że jest tego godnym. Od tego już prosta droga do tego by mu się nie udało, a im dłużej się nie udaje tym ciężar wypominków i oczekiwań wokół większy. Tworzy się pętla, a po jakimś czasie gra w piłkę nie daj już żadnej radości, nie chce się już ani tych olbrzymich pieniędzy, ani luksusowych warunków, chcę się już tylko od tego uwolnić. Najchętniej zostawiłoby się to wszystko i pojechało w Bieszczady. To tak dla łódzkiej refleksji…
1 Komentarz
najstarszy
najnowszyoceniany
Andrzej
31 października, 2026 23:43
Tu nie pomoże żaden wyjazd w Bieszczady, przecież Stolarski to grupa Deductora, a więc grupa trenerskich nieudaczników lub w najlepszym razie przeciętniaków.
Fatalna pomyłka Rodado! Tak piłkarz Wisły zmarnował karnego
Angel Rodado przestrzelił rzut karny. Jedenastka była podyktowana po faulu na Jakubie Krzyżanowskim. W przypadku zdobycia gola Wisła mogła jeszcze walczyć o zdobycz punktową w Poznaniu.
Łubik mocno po porażce z Lechem. ,,Nie przyjeżdżamy, żeby dać d*** do tyłu i wybronić 0:0”
Marcel Łubik dosadnie ocenił porażkę w Poznaniu. Piłkarz Wisły mówił, że Krakowianie zawsze chcą walczyć o zwycięstwo. Golkiper ,,Białej Gwiazdy'' docenił również klasę i jakość Lecha.
Tu nie pomoże żaden wyjazd w Bieszczady, przecież Stolarski to grupa Deductora, a więc grupa trenerskich nieudaczników lub w najlepszym razie przeciętniaków.