Strasbourg odniósł pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Drużyna z północno-wschodniej Francji pokonała na swoim terenie Nantes (2:1).
Piłkarze Nantes od początku sezonu spisują się znakomicie i nie mogło dziwić, że przed starciem ze słabiutkim Strasbourgiem, to właśnie popularnym Kanarkom dawano więcej szans na zgarnięcie pełnej puli. Lokalni dziennikarze i bukmacherzy wskazywali na nich dość zdecydowanie i to biorąc poprawkę na to, że do spotkania przystępowali z pozycji gości.
Jak się okazało, boisko błyskawicznie potwierdziło wszystkie papierowe spekulacje. Nie minęło bowiem pół godziny, a już Nantes wyszło na prowadzenie. Po dość szczęśliwej wrzutce w pole karne i błędzie obrońcy, piłkę przed bramką przejął Kalifa Coulibaly, który nie zastanawiał się zbyt długo i huknął pod poprzeczkę.
Strzał po którym padła bramka był jedynym celnym oddanym przez gości w pierwszej połowie. Strasbourg mógł pochwalić się takim samym dorobkiem, co z kolei sporo mówi o tym, że przed przerwą nie oglądaliśmy raczej na Stade de la Meinau zbyt okazałego widowiska.
Goście nie byli w stanie pójść za ciosem i za swoją bierność zostali w końcu skarceni. W 66. minucie piłka trafiła w polu karnym pod nogi Dimitriego Lienarda, a ten uderzył mocno i płasko, doprowadzając do wyrównania.
Strasbourg złapał wiatr w żagle po pierwszej bramce i zdołał pójść za ciosem. Gospodarze walczyli do samego końca i zostali za swoją postawę nagrodzeni w 90. minucie. Imran Louza sfaulował przeciwnika we własnym polu karnym, a jedenastkę na gola zamienił Ludovic Ajorque, który zapewnił swojej drużynie komplet punktów.
Koszulki Lewandowskiego sprzedają się w jak świeże bułeczki. MLS opublikowała zestawienie
Robert Lewandowski wzbudza za oceanem olbrzymie zainteresowanie. Koszulki kapitana reprezentacji Polski są czwartymi najczęściej kupowanymi spośród wszystkich zawodników występujących w Major League Soccer.
Tragiczne informacje napłynęły z Hiszpanii. Jesús de Miguel, piłkarz CD Tenerife, zmarł we wtorek rano w wyniku poważnego wypadku, do którego doszło dzień wcześniej podczas meczu z FC Andorra. Miał 30 lat.
Zdrowie w dalszym ciągu nie oszczędza Jakuba Modera. Wydawało się, że na horyzoncie pojawiło się światełko w tunelu, gdy 36-krotny reprezentant Polski zaliczył ostatnio epizodyczny występ w potyczce z PSV Eindhoven. Niestety, znów doskwierają mu jednak pewne problemy.