W kraju wicemistrzów Europy startują ligowe rozgrywki, a Ligue 1 będzie
tym razem wyjątkowo ciekawa dla polskich kibiców. Co prawda nic i nikt
nie odbierze tytułu Paris Saint-Germain, ale za to we francuskiej lidze
na co dzień występować będzie niemal pół wyjściowego składu
biało-czerwonych.
Jeśli
czegoś u progu sezonu można żałować, to mimo wszytko odejścia Zlatana
Ibrahimovicia. Człowiek-symbol już strzela gole dla Manchesteru United, a
PSG wciąż nie znalazło następcy. Inna rzecz, że nawet bez Ibry
mistrzowie mają moc, o jakiej inni nie powinni nawet śnić. W
towarzyskich grach pewnie wygrywali z Interem Mediolan, Realem Madryt i
gromili mistrza Anglii Leicester City. – Wyniki meczów są na tym etapie
przygotowań sprawą drugorzędną, ale wygrana nad Realem pokazuje jednak,
że sprawy zmierzają w dobrym kierunku – komentował nowy trener Unai
Emery.
Czterech kozaków
O wzmocnieniach i przekształceniach w PSG pisaliśmy niedawno. Gwoli zatem uzupełnienia: młody Argentyńczyk Giovani Lo Celso faktycznie kosztował 10 milionów euro, lecz na Parc des Princes zamelduje się dopiero w styczniu. Z kolei w momencie oddania tego numeru „PN” do druku wiele wskazywało, że nowym piłkarzem mistrza Francji zostanie Jese, a PSG zapłaci za Hiszpana Realowi Madryt 25 milionów euro. Natomiast Thomas Meunier, którego transfer przeszedł tak trochę bez echa w konfrontacji choćby z zaciągiem z Sewilli, naprawdę świetnie spisywał się w przedsezonowych meczach kontrolnych.
Z nadwiślańskiego punktu widzenia najważniejsze jednak, by stałe miejsce w układance Emery’ego miał Grzegorz Krychowiak. Defensywny pomocnik ma silną konkurencję, ponieważ na jego pozycji zagrać może Marco Verratti, Thiago Motta, Blaise Matuidi, Adrien Rabiot, ale Krycha ma atut – jest człowiekiem Emery’ego. Poza tym jest graczem dość uniwersalnym. Do tego stopnia, że podczas towarzyskiego meczu z Leicester zastąpił Davida Luiza na pozycji środkowego obrońcy. Pojawia się wciąż sporo rozbieżności odnośnie sumy, jaką klub z Paryża zapłacił za polskiego pomocnika. Źródła jednak najczęściej podają 33,6 miliona euro, a gazeta „Diario de Sevilla” rozłożyła transfer Polaka na czynniki pierwsze: 22 mln dla Sevilli od razu, 6 w ciągu roku i dalsze 5,6 jako 15 procent prowizji dla zawodnika oraz 5 procent dla agenta.
Kamil Glik stał się bohaterem jednego z najwyższych letnich transferów AS Monaco. Kosztował 11 milionów euro i jest szykowany na podstawowego stopera ekipy z Monte Carlo. Po Euro 2016 otrzymał urlop, więc parę środkowych obrońców tworzyli Andrea Raggi i Jemerson. Nie ma jednak wątpliwości, że żaden z nich, ani także portugalski mistrz Europy Ricardo Carvalho, nie mają szans w rywalizacji z byłym kapitanem Torino.
I w końcu Maciej Rybus, który powinien wywalczyć miejsce na lewej obronie Olympique Lyon, zwłaszcza po odejściu Henriego Bedimo. Polską kolonię zamyka zaś ten, który we Francji, konkretnie w Bretanii, zadomowił się już na dobre, czyli Kamil Grosicki. Jego klub, Rennes, doznał latem potężnego osłabienia – Ousmane Dembele został wytransferowany za 15 milionów euro do Dortmundu. Teoretycznie zwiększa to szanse Grosika, który na dobrą sprawę może grać na obu skrzydłach, tyle że kadrowicz Adama Nawałki ostatnio przyznał, że szalejący we Francji terror skłania go raczej ku myśli do opuszczenia tego kraju.
Do pierwszego starcia między kolegami z reprezentacji Polski mogło dojść już 6 sierpnia (ale nie doszło) w Klagenfurcie, bo to właśnie w Austrii niespodziewanie wybrano miejsce rozegrania meczu o Superpuchar między PSG a Lyonem – paryżanie wygrali 4:1 po golach Javiera Pastore, Lucasa Moury, Hatema Ben Arfy i Lavyina Kurzawy, dla Lyonu trafił Corentin Tolisso. Rybus jednak nie jest jeszcze w pełni sił po doznanej na treningu kontuzji kolana, więc szanse na występ w Superpucharze oceniał od początku sceptycznie, z kolei Krychowiak musiał pauzować za… żółte kartki, które otrzymał w Pucharze Króla, o czym zawczasu poinformowała hiszpańska federacja. – To pierwszy przypadek w historii polskiego futbolu, gdy trzech reprezentantów Polski trafiło do trzech najlepszych klubów francuskich, biorąc pod uwagę pozycje za poprzedni sezon – mówi Stefan Białas, komentator i znawca francuskiej piłki ligowej. – Krychowiaka nie ma sensu komplementować, ale naprawdę niesamowicie się rozwinął od czasu, gdy grał w Reims, a jego grę śledziłem wówczas na bieżąco. Glik ma większe szanse na regularne występy niż Rybus. W Monaco jest oczywiście Carvalho, piłkarz co prawda dobry, ale już zaawansowany wiekowo. W Lyonie sytuacja jest specyficzna. Pozostał dobry Jeremy Morel, ale odeszli Samuel Umtiti i zwłaszcza Bedimo. Lewonożnych graczy jest w kadrze mało, szanse Maćka rosną.
Kirył kocha OM
Jeszcze niedawno
pół Francji emocjonowało się rywalizacją PSG i Olympique Marsylia. Dziś
nastąpiła taka polaryzacja, że porównywanie obu wielkich klubów nie ma
żadnego sensu.
– Marsylia to zupełnie oddzielna opowieść – uważa
Białas. – To, co dzieje się w tym klubie przechodzi ludzkie pojęcie.
Presja kibiców i wyniku jest bezgraniczna, a jednocześnie następuje
kompletna wyprzedaż. Odeszła praktycznie cała pierwsza jedenastka plus
najważniejsi gracze rezerwowi! Wszyscy żyli tam jak na beczce prochu.
Kibice najchętniej widzieliby nowego właściciela klubu, Margarita
Louis-Dreyfus mówiła, że chętnie sprzeda udziały, ale ja w to nie
wierzę. Z prostego powodu. Wielkim miłośnikiem OM jest syn Margarity i
Roberta Louisa-Dreyfusa – Kirył. Mieszka w Lozannie, studiuje, ale lata
samolotem na każdy mecz OM, pojawia się nawet na treningach. Kocha klub
tak samo mocno, jak kochał nieżyjący już ojciec. Nie zgadza się więc na
jego sprzedaż, choć zgodnie z prawem testamentowym udziały w klubie po
ojcu odziedziczy dopiero, gdy skończy 25 lat. Pewne jest jedno:
Margarita co roku dokładała 20-30 milionów euro, by zrównoważyć budżet i
w końcu powiedziała dość. Prezes Labrune musiał więc sobie jakoś
radzić. Dostał zielone światło na transfery i efekt jest znany. W ciągu
dwóch lat sprzedał piłkarzy za około 145 milionów. Sportowo Marsylia
upadła.
Kirył, a właściwie Kyril, bo tak
prawidłową pisownię podają francuskie źródła, ma dopiero 18 lat. Jego
brat bliźniak Maurice futbolem się ponoć nie interesuje, podobnie jak
23-letni, starszy od tej dwójki, Eric. Minie zatem jeszcze kilka lat,
zanim syn-pasjonat będzie mógł na dobre decydować o losach klubu. A
wstydliwe 13. miejsce, które Marsylia zajęła w poprzednim sezonie dziś
może być… nieosiągalne. Jak bowiem sensownie uzupełnić kadrę po
odejściu takich tuzów jak Steve Mandanda, Benjamin Mendy, Mario Lemina,
Nicolas N’Kolou, Florian Thauvin, Brice Dja Djedje czy Mitchy Batshuayi,
za którego Chelsea Londyn zapłaciła 39 milionów euro. Chyba w portowym
mieście nikt nie wierzy, że uda się ich zastąpić choćby w połowie, a na
pewno nie dokona tego wypożyczony z Anderlechtu Bruksela Aaron Leya
Iseka, którego jedynym atutem wydaje się być fakt, że jest bratem
Batshuayi’ego…
Najnowsze wieści dochodzące z Prowansji informują
o zmianie prezydenta. Vincent Labrune zrobił swoje, wyprzedał drużynę,
więc żeby ułagodzić gniew kibiców zarzucających mu kłamstwa i brak
kompetencji musiał odejść. Pani Margarita, 54-letnia wdowa po Robercie
Louisie-Dreyfusie rodem z Leningradu (de domo Bogdanowa), która w tym
roku urodziła – uwaga – bliźniaczki i której majątek szacowany jest
nawet na 3 miliardy dolarów, namaściła nowego szefa klubu. Został nim
Giovanni Ciccolunghi, były dyrektor generalny Adidasa w Rosji. Nowym zaś
dyrektorem sportowym będzie Gumter Jacob, poprzednio pracujący w
belgijskim Genku.
Promyczkiem, ale naprawdę malutkim, nadziei może być również angaż Bafetimbiego Gomisa. Były as Lyonu (tam trafił z Saint-Etienne, a więc wrogiego względem OL obozu, teraz zaś przeszedł do OM, kontynuując niejako granie kibicom na nerwach) został wypożyczony przez Faraonów ze Swansea. Dla niego to dość szczególna sytuacja. Bafe przyszedł bowiem na świat w La Seyne-sur-Mer, miejscowości oddalonej od Marsylii o kilkadziesiąt kilometrów. – Jestem bardzo związany z tym regionem, kiedy byłem mały, wychowywałem się tutaj. Dobrze wiedziałem, ile znaczy w tym miejscu koszulka Olympique Marsylia – powiedział Gomis.
Kasy przybywa
Ligue 1 pod względem krążących w niej pieniędzy nie może się równać z Premier League, niemniej środków finansowych systematycznie przybywa. To będzie kolejny sezon, kiedy LFP (organizacja zarządzająca profesjonalnymi rozgrywkami) zwiększa roczny budżet, który tym razem osiągnął poziom 850 milionów euro, co oznacza wzrost około 23 procent w porównaniu do wcześniejszego.
Hierarchia budżetowa ustalona od kilku lat nie zmienia się. Paris Saint-Germain dysponujący dotąd blisko półmiliardowym budżetem, w tym roku będzie miał do dyspozycji nawet 550 milionów euro. Wzrost zanotował również główny rywal – Olympique Lyon. Własny stadion przynosi zwiększone dochody, w związku z czym budżet Les Gones wzrósł ze 170 do 220 milionów. Natomiast spadek, ze 125 na 90 mln, dotyczy – to oczywiste w związku z sygnalizowanymi kłopotami – Olympique Marsylia. Najniższe budżety w L1 oscylują wokół 20 milionów. Na przykład beniaminek z Dijon będzie dysponować kwotą 25 mln. Klub z Burgundii, z miasta, które zwane jest stolicą musztardy (jej wyjątkowość bierze się z wapiennych gruntów zapewniających specyficzny, ostry smak nasion), postanowił jednak dołączyć do krajowej czołówki bardzo szybko przynajmniej w kwestii cen za sezonowe karnety. Ustalił cenę najniższego abonamentu (19 domowych meczów) na poziomie 230 euro, zdobywając tym samym wicemistrzostwo kraju już w lipcu. Rekord należy do PSG (450), ale potem gorsi od Dijon są już wszyscy inni. Ciekawostka – najwyższy drugoligowy budżet osiąga 20 milionów i należy do Reims, natomiast najuboższe kluby Ligue 2 – Bourg en Bresse, Orleans i Clermont – dysponują środkami w wysokości zaledwie 6-6,5 miliona.
Odpływ snajperów
Ogromną stratę poniosła Tuluza. Trudno przypuszczać, by szybko znalazł się ktoś, kto będzie w stanie zastąpić kapitalnego napastnika Wissama Ben Yeddera. 25-latek na poziomie L1 zdobył dla Tuluzy ponad 60 bramek (w ostatnim sezonie 17 plus 5 asyst) i trudno zrozumieć dlaczego prezydent Olivier Sadran sprzedał go Sevilli za ledwie 9 milionów euro, podczas gdyby wykazał się cierpliwością otrzymałby od Anglików dwa, trzy razy więcej. Trener Pascal Dupraz to fachowiec nie lada, ale zastąpić wychowanego na futsalu mistrza dryblingu łatwo nie będzie.
Odetchnąć mogą – na razie – w Lyonie, bo coraz mniej wskazuje na to, by Olympique opuścił Alexandre Lacazette. Szef klubu Jean-Michel Aulas jest nieugięty i nie zamierza puścić asa za czapkę śliwek, tak jak uczyniono to w Tuluzie z Ben Yedderem. Niezależnie od tego czy Lacazette zostanie czy też za astronomiczne pieniądze (40 mln) z jego transferu Aulas kupi ciekawego snajpera, OL będzie najpoważniejszym, choć mimo wszystko nie do końca poważnym, rywalem PSG. Gdyby jednak AL odszedł, oznaczać to będzie, że w nowym sezonie czterech z pięciu najlepszych snajperów poprzedniego sezonu we Francji nie będzie (Ibra, Batshuayi, Ben Yedder już wyjechali, został Edinson Cavani).
Warto zwrócić uwagę na Bordeaux. Nowym trenerem Żyrondystów będzie Jocelyn Gourvennec, który furorę zrobił ostatnio prowadząc Guingamp. Solidny i zrównoważony budżet pozwolił na zachowanie trzonu składu i kilka ciekawych uzupełnień – między innymi w osobach Jeremy’ego Toulalana i zwłaszcza Jeremy’ego Meneza.
Tradycyjnie najtrudniejsza walka o utrzymanie czeka trójkę beniaminków. Najlepsze z grona tegorocznych nowicjuszy AS Nancy straciło (choć nie do końca) utalentowanego Youssefa Ait-Bennassera, który bronić będzie wkrótce barw Monaco i kosztował książęcy klub 3 miliony euro. Tyle że młody defensywny pomocnik na debiut w ASM będzie musiał poczekać, bo Nancy od razu zadbało o wypożyczenie go na najbliższy sezon. Generalnie o powodzeniu misji utrzymania w elicie decydować będą ci, którzy promocję wywalczyli. Podobnie sprawa wygląda w Dijon, gdzie jedynym realnym wzmocnieniem okazać się może doświadczony Florent Balmont. W Metz z kolei przyjęto kompletnie inny model przygotowań do startu. Wymieniono kilkunastu zawodników, odeszło czterech piłkarzy podstawowego składu, zadbano jednak o uzupełnienia w postaci Reanuda Cohade’a czy Mevluta Erdinga.
Novum w rozgrywkach polegać będzie na tym, że na koniec sezonu zostanie rozegrany baraż między 18 zespołem Ligue 1, a trzecim Ligue 2. Do tej pory bezpośrednio spadały trzy najgorsze ekipy i tyle samo awansowało. Mecz barażowy zostanie rozegrany pierwszy raz od 1993 roku.
ZBIGNIEW MUCHA
TEKST UKAZAŁ SIĘ W 32. NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (9 sierpnia 2016 r.)
Jakub Moder odbudowuje formę po kontuzji pleców, przez którą stracił całą rundę jesienną. W spotkaniu z Utrechtem Polak po raz pierwszy w tym sezonie pojawił się w wyjściowym składzie i zanotował swój pierwszy punkt w klasyfikacji kanadyjskiej.