Przed Lechem sprawdzian z psychologii. Podwójny, bo rywalizacja z beniaminkiem to pułapka
Niewątpliwą zaletą futbolu jest szybka sposobność do poprawienia nastroju. Już niespełna 72 godziny po pucharowym wstrząsie Lech Poznań stanie przed szansą na odkupienie części win. Okazja, aby zmazać plamę, wydaje się idealna. Jednak mając na uwadze zmagania Kolejorza z ligowymi beniaminkami, konfrontacja z Wieczystą Kraków wcale nie musi stanowić odtrutki.
Przeciwko nowym zespołom w Ekstraklasie mistrzom Polski wiedzie się przeciętnie. W trakcie dwóch lat pod wodzą Nielsa Frederiksena poznańska drużyna zdobyła w starciach z beniaminkami tylko nieco ponad połowę dostępnych punktów. Jest w tym aspekcie regularna: w sezonie 2024-25 było to dziesięć, a w kolejnym dziewięć „oczek”. Z 12 takich spotkań Lech wygrał pięć, zaledwie dwa razy triumfując poza swoim stadionem. Zwyciężać na terenie niedawnego pierwszoligowca potrafił w 2025 roku: w kwietniu w Lublinie, a także we wrześniu w Niecieczy.
53
procent możliwych do zdobycia punktów zgromadził Lech w meczach z beniaminkami rozgrywek 2024-25 oraz 25-26.
Zresztą Bruk-Bet Termalica była w ubiegłym sezonie jedynym beniaminkiem, z którym uporał się Kolejorz. Przeciwko pozostałym zespół Frederiksena męczył się niemiłosiernie. Listopadowa przegrana w Gdyni była puentą kryzysu, po niej wielkopolska drużyna zaliczyła serię meczów bez porażki, w którą wpisał się remis przeciwko Wiśle Płock. W rundzie wiosennej przed własną publicznością Lech podzielił się punktami zarówno z Arką, jak i z Nafciarzami. Drugie z tych spotkań należy jednak rozpatrywać w nieco innych kategoriach, jako że gospodarze przystępowali do niego już jako mistrzowie.
CZWARTY RAZ PO PUCHARACH
W edycji 24-25 Kolejorzowi najbardziej pasowała Gieksa, w potyczkach z którą zebrał cztery punkty. 2:2 wyszarpane w Katowicach, w przedostatniej kolejce, było newralgicznym momentem w drodze po pierwszy tytuł Frederiksena. Przeciwko Lechii Gdańsk drużyna z Poznania zwyciężyła u siebie i przegrała na wyjeździe, dokładnie na odwrót było w rywalizacji z Motorem.
7
bramek zdobył Mikael Ishak w konfrontacjach z beniaminkami w ostatnich dwóch sezonach.
Stawanie w szranki z beniaminkiem bezpośrednio po wypełnianiu europejskich obowiązków nie stanowi dla Lecha pierwszyzny. W poprzednim sezonie zespół ze stolicy Wielkopolski trzykrotnie był w podobnej sytuacji. Radził sobie bardzo różnie. Trójmiasto odwiedził trzy dni po wyjazdowym meczu z Rayo Vallecano; wizytę w Płocku poprzedziło domowe zwycięstwo nad Lausanne-Sport; z kolei okazała wygrana nad Termalicą miała miejsce tuż po kończącym pucharową przygodę rewanżu z Szachtarem Donieck.
WYZWANIE INNEGO TYPU
Jednak sobotnia potyczka z Wieczystą dość istotnie różni się od tamtych spotkań. Dotychczas bowiem Kolejorz nie przystępował do meczu ligowego po rozegraniu w środku tygodnia dogrywki.
Mecz ligowy w sobotę po rozegraniu 120 minut w środku tygodnia to nowość dla poznańskiego Lecha (foto: Paweł Jaskółka / PressFocus)
Wyzwanie jest zatem nowe i wymagające, chociaż biorąc pod uwagę etap sezonu, piłkarze Lecha nie powinni narzekać na przemęczenie. Trudniejszym zadaniem dla sztabu będzie podniesienie morale zespołu: w Krakowie mistrzów Polski czeka przede wszystkim sprawdzian z zakresu psychologii.
Kiedy sięgaliśmy po dwa tytuły, byliśmy na szczycie. Potem często następuje dół, w którym znaleźliśmy się w środowy wieczór. Tak działa ten sport. Nie możesz funkcjonować w świecie piłki, jeśli nie potrafisz radzić sobie z tego typu sytuacjami – podkreślił trener Frederiksen.
– W tym momencie to nie taktyka jest najistotniejsza, chodzi głównie o nastawienie i mentalność. Od piątku patrzymy wyłącznie w przyszłość. Nie możemy żyć smutkiem i wielkim rozczarowaniem po rewanżu z Aarhus. Musimy iść dalej, odbijemy się – zapowiedział duński szkoleniowiec.
Po 110 dniach od meczu o Superpuchar Polski, Górnik Zabrze znów zmierzył się z Lechem Poznań, tym razem rewanżując się za porażkę 1:3. W lipcu mistrz Polski wygrał dzięki dużej intensywności, teraz zapłacił cenę za niewytłumaczalny minimalizm.
Dziadziu Iszak daleko tego Lecha nie zaprowadzi.