W dwóch ostatnich sobotnich spotkaniach Premier League obyło się bez niespodzianek. Liverpool nie bez problemów wygrał na wyjeździe z Newcastle i znowu wskoczył na fotel lidera Premier League. Z kolei Crystal Palace planowo pokonał na wyjeździe Cardiff.
fot. Phil Noble / Reuters
The Reds w wyścigu po mistrzostwo z Manchesterem City nie mają żadnego marginesu błędu, a dodatkowo muszą liczyć na potknięcie podopiecznych Pepa Guardioli. Do końca rozgrywek zostały dwie kolejki i nawet 97 punktów, które zdobędą w przypadku dwóch zwycięstw, nie gwarantują zwycięstwa w Premier League. W tej presji, ciążącej na piłkarzach Liverpoolu, szansy mogli upatrywać piłkarze Newcastle. Wszystkie atuty sportowe były bowiem po stronie gości.
Chociaż to Liverpool dominował i częściej operował piłkę, to jednak Newcastle oddało więcej strzałów. Alisson radził sobie jednak zdecydowanie lepiej niż jego vis-a-vis. W 13 minucie z rzutu rożnego Trent Aleander-Arnold dośrodkował wprost na głowę Virgila van Dijka i The Reds prowadzili 1:0. Niespodziewanie kilka minut później w polu karnym Liverpoolu świetnie odnalazł się Christian Atsu, doprowadzając do wyrównania. Stan ten nie trwał długo, bo przed 30 minutą spotkania na 2:1 trafił Mohamed Salah.
Początek drugiej połowy nie był dla podopiecznych Juergena Kloppa udany. The Reds mieli piłkę, dominowali na placu gry, ale to Newcastle umiało zrobić z futbolówki lepszy użytek. Konkretnie to zrobił go Salomon Rondon, który wykorzystał podanie Javiera Manquillo i zdobył wyrównującą bramkę. Minuty uciekały, a The Reds nie tyle nie mogli znaleźć drogi do siatki rywali, co do ich bramki. Pierwszy celny strzał w drugiej połowie – i to od razu taki, który trafił do siatki – oddał Divock Origi. Dzięki 24-letniemu Belgijczykowi Liverpool pozostaje w grze o mistrzostwo Anglii.
***
W drugim meczu faworytem, mimo gry na wyjeździe, było Crystal Palace. W poprzednich dwóch spotkaniach drużyna z Londynu punktowała z wyżej notowanymi od siebie drużynami, więc drużyna z Walii raczej miała nie sprawić im problemów. Za sprawą Wilfrieda Zahy oraz Mitchy’ego Batshuayiego goście prowadzili 2:1. Honorowe trafienie dla Cardiff zanotował… Martin Kelly, który pokonał własnego bramkarza. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 3:2 dla Palace, a gole w drugiej części meczu strzelali Andros Townsend i Bobby Reid.