Pozorny spokój Kroczka. Raków wciąż jest wielką niewiadomą
W starciu z Hammarby IF, Raków Częstochowa zachwycał, irytował i przerażał jednocześnie. Ta mieszanka skrajnych emocji dała jednak wynik jedynie bezbramkowy, a dla Medalików kolejny nerwowy tydzień.
– Mimo tych dwóch porażek nie dzieje się sytuacja, w której wywracalibyśmy wszystko do góry nogami – twierdził trener Rakowa Częstochowa, Dawid Kroczek przed pierwszym meczem III rundy kwalifikacji Ligi Konferencji.
Niechlubna historia
Dawid Kroczek swoim zachowaniem, jako żywo przypomina Stanisława Włodka, bohatera filmu Stanisława Barei „Niespotykanie spokojny człowiek”. Sytuacja w Częstochowie napięta była już na długo przed rozpoczęciem sezonu, gdy z różnych względów odchodzić zaczęli czołowi gracze Medalików, a w ich miejsce bynajmniej nie przyszli wartości następcy. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że początek rozgrywek 2026/2027 w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej może być wyjątkowo trudny. I faktycznie tak jest, czego jednak zdaje się nie zauważać 37-letni szkoleniowiec.
– Jeśli nie wygrywa się pojedynków „jeden na jednego”, to trudno stworzyć sytuacje bramkowe. A tego nam dzisiaj zabrakło – analizował przyczyny porażki na otwarcie sezonu w PKO BP Ekstraklasie z Wisłą Płock (1:2), kompletnie ignorując jednak fakt, że jego podopieczni byli przecież lepsi od Nafciarzy praktycznie w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła.
Porażkę ze Śląskiem Wrocław (1:2) przeanalizował już zdecydowanie bardziej dokładnie: – Zbyt mało zrobiliśmy, w szczególności jeśli chodzi o wypchnięcie piłkarzy Śląska z naszej połowy oraz odbiór piłki. Za bardzo oddaliśmy inicjatywę. Zabrakło nam potrzebnego w tamtej sytuacji utrzymania się przy piłce i spokoju. Sytuację z końcówki, kiedy w ciągu czterech minut, częstochowianie dali sobie wbić dwie bramki, które przesądziły o ich porażce, szkoleniowiec określił jako „szereg niefortunnych sytuacji”. Znów jednak Raków przegrał, będąc zespołem zdecydowanie lepszym. A dwie porażki w dwóch pierwszych kolejkach Ekstraklasy wcześniej Medalikom zdarzyły się tylko raz – w sezonie 1996/1997. Przy ul. Limanowskiego działy się więc rzeczy historyczne, choć mowa o historii niechlubnej. I to już powinno być powodem do zapalenia się przynajmniej żółtego światła.
2
razy w historii, Raków Częstochowa rozpoczął sezon w Ekstraklasie od dwóch porażek
– Nie można być zadowolonym, gdy ma się zero punktów po dwóch meczach. To nienaturalne i niespójne z nami – przyznawał Kroczek przed starciem z Hammarby IF. Uspokajał więc: – Wiemy, że w teorii – patrząc na stworzone sytuacje – powinniśmy te mecze wygrać, ale stało się inaczej. To nie jest powodów do nerwowych ruchów. I Raków właśnie tak miał zagrać z wiceliderem szwedzkiej Allsvenskan, aby uspokoić sytuację. Tym bardziej, że ligowe starcia częstochowian były mieszanką chaosu i braku koncepcji. I nie wróżyły dobrze przed czwartkową konfrontacją.
Rewanż sprawą otwartą. Czy na pewno?
W czwartkowy wieczór, przy ul. Limanowskiego częstochowscy fani przeżyli prawdziwy rollercoaster emocji. Były momenty zachwytu, bo w ostatnim kwadransie Raków przycisnął i gol dla gospodarzy wisiał w powietrzu. Były momenty irytacji, bo środek pola praktycznie nie istniał i dziura w centrum drugiej linii aż raziła w oczy. Były też i momenty przerażenia, bo goście ze Szwecji zdecydowanie za łatwo wpadali w pole karne Medalików. Inna sprawa, że Bajen, którzy przecież całkiem niedawno toczyli wyrównane boje z Anderlechtem (1:1 i 1:3) w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, też pod Jasną Górą nie zaprezentowali wielkiego futbolu. Przyznał to zresztą sam ich trener, Henrik Rydstroem: – Może nie był to najładniejszy mecz w historii piłki nożnej. Mieliśmy oczywiście chęć osiągnąć inny rezultat, bo znamy swoją siłę.
W rewanżu to jednak jego zespół będzie zdecydowanym faworytem. Ekipa z południowej części Sztokholmu legitymuje się na półmetku rozgrywek Allsvenskan najlepszym bilansem u siebie (19 punktów w ośmiu meczach). W LE nie dała się zaś RSC Anderlechtowi (1:1). Inne godne odnotowania rezultaty zielono-białych na arenie międzynarodowej 3Arenie to wygrana z FC Basel (3:1) w fazie play-off Ligi Konferencji w sezonie 2021/2022 czy też remis z FC Twente w II rundzie kwalifikacji LK w kampanii 2023/2024.
W starciu z Hammarby, @Rakow1921 zachwycał, irytował i przerażał. Momenty były, zwłaszcza w ostatnim kwadransie, ale taka gra do awansu może nie wystarczyć. #RCZHIFpic.twitter.com/m36cAWxWaM
Częstochowianie zaś mogą pluć sobie w brodę, że nie wykorzystali dogodnych sytuacji w pierwszym meczu. – Przy pierwszej okazji, zrobiłem wszystko co mogłem – pluł sobie w brodę na antenie Kanału Sportowego, zdecydowanie najaktywniejszy w drużynie Medalików, Patryk Makuch. Duży niedosyt czuł również trener Kroczek. – Byliśmy blisko zdobycia bramki, a na pewno bliżej niż rywale – stwierdził i co do tego nie ma wątpliwości. Wątpliwości budzi już jednak wypowiedź dotycząca tego, że „wynik dwumeczu wciąż jest sprawą otwartą”. Nie jest, jeśli Raków nie poprawi się w kreacji gry, piłkarze ofensywni nie wezmą odpowiedzialności za grę na swoje barki, a sztab szkoleniowy wymyśli, jak godnie zatuszować nieobecność Frana Tudora, któremu w trakcie spotkania z Hammarby odnowił się uraz barku.
Jeśli powyższe mankamenty nie zostaną wyeliminowane, częstochowianie pierwszy raz w historii mogą pożegnać się z europejskimi pucharach, jeszcze przed fazą play-off.
2 komentarzy
najstarszy
najnowszyoceniany
Zibi
7 sierpnia, 2026 08:08
Z taką grą Raków odpadnie na 100 proc. Kroczek dlugo trenerem nie będzie. Wolny jest np Michniewicz czy Skorża….
Fredryg
7 sierpnia, 2026 11:29
Nie oglądałem tych spotkań, tej kolejki w europejskich pucharach, więc trudno mi się odnieść, mimo dobrego tekstu i przeglądu statystyk. Raczej też nie ekscytuje się tą fazą pucharów (po odpadnięciu Lecha). Z pewnością jednak nie przejdziemy pewnego progu grając czwartym lub piątym garniturem europejskich piłkarzy ( nie mając nic do tych którzy prezentują pewien poziom). By móc przekroczyć pewien próg są tylko dwie możliwości. Albo pojawi się klub typu Wisła Cupiała, który będzie kupował najlepszych ligowców i skupi ich w jednym klubie. Albo rozwiniemy szkolenie jak zrobili to siatkarze… Jeżeli już mamy odpadać w tej fazie to wolałbym przynajmniej w połowie młodymi polskimi piłkarzami…
UEFA potwierdza. Dwa polskie kluby pewne gry w fazie ligowej europejskich pucharów w kolejnym sezonie!
UEFA zatwierdziła kalendarz rozgrywek klubowych na sezon 2027-28. Polska po raz pierwszy już przed startem sezonu ma zagwarantowany udział dwóch drużyn w fazie ligowej europejskich rozgrywek.
Medaliki za burtą, co dalej z Kroczkiem? [KOMENTARZ]
Przez ponad 210 minut dwumeczu z Hajdukiem Raków nawet przez chwilę nie był na prowadzeniu. Trudno więc mieć wątpliwości, stawiając pytanie, czy z Europą pożegnał się zasłużenie.
Z taką grą Raków odpadnie na 100 proc. Kroczek dlugo trenerem nie będzie. Wolny jest np Michniewicz czy Skorża….
Nie oglądałem tych spotkań, tej kolejki w europejskich pucharach, więc trudno mi się odnieść, mimo dobrego tekstu i przeglądu statystyk. Raczej też nie ekscytuje się tą fazą pucharów (po odpadnięciu Lecha). Z pewnością jednak nie przejdziemy pewnego progu grając czwartym lub piątym garniturem europejskich piłkarzy ( nie mając nic do tych którzy prezentują pewien poziom). By móc przekroczyć pewien próg są tylko dwie możliwości. Albo pojawi się klub typu Wisła Cupiała, który będzie kupował najlepszych ligowców i skupi ich w jednym klubie. Albo rozwiniemy szkolenie jak zrobili to siatkarze… Jeżeli już mamy odpadać w tej fazie to wolałbym przynajmniej w połowie młodymi polskimi piłkarzami…