Pod lupą i w obiektywie „PN”: Gdański problem, czyli PGE Arena
W ubiegłą środę reprezentację Polski gościła PGE Arena, czyli jeden z obiektów zbudowanych na finały Euro 2012. Stadion został wzniesiony w dzielnicy cieszącej się złą sławą, i lokalizacja wcale nie była przypadkowa. Architektoniczne, sportowe cacko miało odmienić nie tylko nieciekawą opinię miejsca, ale również być jedną z wizytówek Gdańska, markowym znakiem rozpoznawczym i zarazem dołączyć do największych centrów kulturalnych i showbiznesowych Trójmiasta. Niestety, mimo że arena jest piękna, funkcjonalna i nowoczesna, jej operatorzy nie radzą sobie najlepiej w komercyjnej rzeczywistości.
Kiedy ktoś pod gdańskim stadionem zjawi się po zapadnięciu zmroku, będzie miał nieodparte wrażenie, że natknął się na gigantyczną i niezwykle piękną bryłę z bursztynu…
Wystarczy wspomnieć, że dopiero 14 listopada, oczywiście z okazji meczu Polska – Urugwaj, trybuny gdańskiego stadionu zapełniły się w stu procentach po raz pierwszy od ćwierćfinałowego spotkania Euro 2012, w którym Niemcy rozbili Greków. Występ Jennifer Lopez obejrzało na żywo niewiele ponad 20 tysięcy widzów, ale więcej wcale nie musiało, gdyż koncert i tak okazał się dochodowy. Imprezy, których bohaterami są artyści ze światowej komercyjnej czołówki mogą być więc lekiem na całe zło toczące PGE Arenę. Problem jednak w tym, że następne wydarzenie kulturalne o podobnej skali – koncert zespołu Bon Jovi – zaplanowano dopiero po zakończeniu sezonu ligowego. Zresztą nieprzypadkowo, bo wówczas, czyli po koncercie, ponownie w planach jest wymiana murawy, która przed spotkaniem biało-czerwonych z Urusami pochłonęła 300 tysięcy złotych.
Panorama PGE Areny jest piękna, nawet gdy spogląda się z korytarzy prowadzących na trybuny. Szkoda tylko, że aż tyle miejsc na widowni świeci pustkami…
Kolejna niezbyt dobra wiadomość dla areny jest taka, że nowy prezes PZPN, Zbigniew Boniek, planuje wszystkie spotkania kwalifikacji mistrzostw świata 2014 roku rozgrywać na Stadionie Narodowym w Warszawie. Obecny dysponent trójmiejskiej areny został więc postawiony pod ścianą przez piłkarski związek. Jeśli chce coś uszczknąć z futbolowego tortu, musi powalczyć w PZPN chociaż o organizację najbardziej atrakcyjnych meczów towarzyskich piłkarskiej reprezentacji Polski. Z góry można zakładać, że przeciwny takiemu rozwiązaniu nie będzie selekcjoner Waldemar Fornalik, który zapytany o wrażenia związane ze stadionem, po meczu z Urugwajczykami odparł: – Nie do mnie należą decyzję, gdzie będą rozgrywane mecze reprezentacji. Organizatorom spotkania z Urugwajem mogę tylko podziękować, bo uczestniczenie w spotkaniu na tak pięknym i nowoczesnym obiekcie, przy pełnych trybunach, było wielką przyjemnością…
Nawet główne wejścia na PGE Arenę zostały zaprojektowane z rozmachem.
Pytanie zatem, czy operator PGE Areny będzie miał dość determinacji i siły przebicia, żeby wygrać wyścig po łakome kąski w postaci meczów biało-czerwonych, których stawką nie będą punkty? Niestety, z góry można założyć, że podstawowy użytkownik stadionu, gdańska Lechia, w najbliższym czasie nie zapełni widowni w procencie pozwalającym myśleć o wielkich zyskach. Na mecze widowiskowo i całkiem skutecznie w tym sezonie grających biało-zielonych przychodzi – a i to w najlepszym wypadku, na hitową konfrontację z Legią – niespełna 19 tysięcy ludzi. Bo już Widzew Łódź, też przecież szanowana ligowa marka, przyciągnął w minioną sobotę już tylko 10 tysięcy osób na trybuny. – Może bilety są za drogie i trzeba poważnie pomyśleć o skalkulowaniu innych, bardziej przyjaznych dla rodzin cen wejściówek? – zastanawiał się kilka godzin przed meczem Polski z Urugwajem trener gdańskiego klubu, Bogusław Kaczmarek. – Przecież za same karty wstępu czteroosobowa rodzina, jeśli dzieci nie są za duże, musi zapłacić stówę. A inne atrakcje na stadionie też przecież kosztują. Może zatem piłkarska rozrywka jest w naszym, jeszcze nie tak zasobnym jak Niemcy czy Holandia, kraju zbyt droga?
Nowoczesny stadion wymaga profesjonalnej recepcji. Ta na PGE Arenie funkcjonowała w dniu meczu z Urugwajem bez zarzutu.
Może. Tyle że obiekt wybudowany na finały Euro 2012 był dotąd zarządzany nie tylko bez pomysłu, ale też zupełnie nieprofesjonalnie. Poprzednia komercyjna spółka dysponująca stadionem narobiła jeszcze przed mistrzostwami Europy długu, i to na sześć milionów złotych, i została wykupiona przez miasto Gdańsk, czyli za publiczne pieniądze. Obecny operator nie może dopuścić do kolejnych strat, musi za wszelką cenę pozyskiwać źródła finansowania stadionu. A w ten sposób błędne finansowe koło się zamyka…
Dziennikarze nie mają prawa narzekać na warunki pracy na gdańskim stadionie. Konstruktor zadbał o odpowiednie gabaryty sali konferencyjnej, zaś wykonawca – o jej właściwe wyposażenie.
z Gdańska, Adam Godlewski, Przemysław Pawlak fot. Ryszard Rogalski
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii: