Pierwszy Polak w Milanie: Zamiast playstation obrazy Bruegla
Anioł i diabeł zstąpili do Milanu niemal równocześnie. Bartosza Salamona i Mario Balotellego dzieli wszystko, z wyjątkiem koszulki w czerwono-czarne pasy.
TOMASZ LIPIŃSKI
Dla włoskich dziennikarzy pisanie o młodym Polaku to odstępstwo od rutyny, to jakby powrót do świata normalnych, w którym modelki, tatuaże, wymyślne fryzury, najnowsze i najdroższe modele samochodów, playstation nie są wszystkim. I niczym. To okazja, żeby pokazać piłkarskim fanom ślepo zapatrzonym w swoich idoli, że można odnieść sukces i być ponad to. Że inteligencja nie musiała znaleźć sobie miejsca w nogach, bo w głowie zamieszkało siano, że pieniądze nie psują każdego.
Z pokorą i Tołstojem
Z Salamonem rozmowy są interesujące, padają nietypowe pytania, otrzymuje się niebanalne odpowiedzi. Jak w wywiadzie dla „Corriere della Sera” mniej więcej z połowy stycznia. Czytamy w nim między innymi, że mówi po włosku poprawniej niż niejeden Włoch, że dużo czyta i w ten sposób chętnie spędza wolny czas. Twórczość modnego, ale w nieco innych niż futbolowych kręgach, Paulo Coelho przerobił w całości, ale z pochłoniętych w ostatnim czasie książek największe wrażenie wywarła na nim nowela Lwa Tołstoja „Sonata Kreutzerowska”. Poleciła mu ją narzeczona Sabrina, która nie jest ozdobnikiem żadnego programu telewizyjnego, jak wiele narzeczonych piłkarzy (patrz Kevin Boateng), ale zwyczajną studentką psychologii. Czytamy, że jedno marzenie, którym była gra w piłkę, już spełnił, przed nim drugie. A tym jest zakup obrazu Pietera Bruegla „Pejzaż z upadkiem Ikara”. Z mitu o Ikarze wyciągnął taką dla siebie naukę: musisz zawsze próbować realizować marzenia, ale przy tym nigdy nie stracić pokory. To jakby jego credo. Z pokorą, ale świadom swoich umiejętności, stawił się w Milanie.