Pierwsze zwycięstwo Cracovii Bartosza Grzelaka. Raków podmęczony pucharami [KOMENTARZ]
Stało się coś, w co wielu wątpiło. Cracovia wygrała pierwszy mecz od kwietnia pod wodzą Bartosza Grzelaka. Dawid Kroczek nie zaliczy powrotu pod Wawel do udanych. Jego Raków przegrał, choć początkowo prowadził i kontrolował grę
Od dłuższego czasu w klubie z ul. Kałuży panuje gorąca atmosfera, która w ostatnich dniach jeszcze się nasiliła. Mateusz Borek informował , że większościowy udziałowiec ,,Pasów” Robert Płatek nie zamierza wydawać pieniędzy na transfery. Jednak prezes Cracovii, Murat Colak, po spotkaniu z kibicami uspokajał i przekreślał czarne scenariusze mówiąc, że sytuacja jest pod kontrolą. Jakby tego było mało krakowski klub, od 20 kwietnia, pod wodzą Bartosza Grzelaka nie wygrał jeszcze spotkania w Ekstraklasie. Dodatkowo w tym sezonie ,,Pasy” mają problem ze zdobywaniem goli. O swoim niezadowoleniu z obecnego stanu rzeczy dali znać fani gospodarzy, którzy wywiesili przed niedzielnym meczem jednoznaczny transparent w stronę władz klubu. W kryzysie znalazł się również Raków. Częstochowianie przegrali dwa pierwsze ligowe mecze, ale z powodzeniem rywalizują w kwalifikacjach Ligi Konferencji Europy. Oba zespoły miały coś do udowodnienia, co dodawało emocji temu spotkaniu. Dodatkowym akcentem był powrót Dawida Kroczka na stadion przy ul. Kałuży.
Napastnik kontra jego brak
Napięcie wynikające z kryzsów trapiących oba kluby było widać od początku spotkania. Zarówno gospodarze jak i goście nie potrafili stworzyć klarownych sytuacji do zdobycia bramki. W 21. minucie świetną okazję miał Ajdin Hasić, który po szybkim ataku minął rywali w polu karnym, a gdy miał już tylko bramkarza strzelił obok słupka. Goście odpowiadali szybkim atakiem, gdzie do rozegrania pokazywali się Michael Ameyaw i Mahir Emreli. Częstochowianie byli również bliscy zdobycia gola po rzucie różnym, ale Patryk Makuch oddał strzał nogą z nabiegu wysoko w trybuny. Kilka minut później świetną okazję zmarnował Martin Minczew po zagraniu z boku pola karnego przez Kahve Zahiroleslama. Gracz ,,Pasów” trafił jednak prosto w bramkarza Rakowa.
Pierwszy gol padł w 31. minucie. Patryk Makuch oddał mocny strzał po ziemi z okolic 18 metra trafiając w prawy róg bramki Sebastiana Madejskiego. Uderzenie było na tyle mocne, że zasłonięty golkiper gospodarzy nie był w stanie skutecznie interweniować. Napastnik Częstochowian nie okazywał radości po zdobyciu bramki z racji swojej przeszłości w klubie z ul. Kałuży. W pierwszej połowie Cracovia próbowała jeszcze stworzyć kilka sytuacji, ale zarówno z kontrataku jak i stałego fragmentu Pasy nie miały pomysłu na skuteczną finalizację. Z kolei Częstochowianie starali się kontrolować przebieg meczu wykorzystując charakterystyczny dla siebie szybki atak.
Przekaz kibiców Cracovii do władz klubu, fot. Kacper Śmiertka
Cracovia dopięła swego
,,Pasy” chciały po przerwie szybko odmienić losy spotkania. Swoich sił próbował Dominik Piła, ale z okolic 11 metra posłał futbolówkę wysoko nad poprzeczką. Z drugiej strony próbowali odpowiedzieć Mahir Emreli i Jean Carlos wyprowadzając szybki atak. Gospodarze dopięli swego w 54. minucie, gdy po zagraniu ręką przez gracza Rakowa otrzymali rzut karny. Do jedenastki podszedł Ajdin Hasić i posłał półgórną piłkę w prawy róg bramki Kacpra Trelowskiego. Golkiper gospodarzy wyczuł intencje strzelca, ale z dobitką już nie był w stanie sobie poradzić. Po bramce czuć było, że spadło kilka tysięcy kamieni z serc kibiców Cracovii.
Goście wyraźnie oddali inicjatywę w drugiej połowie. Ajdin Hasić poczarował z prawej strony i posłał dośrodkowanie na pole karne. Futbolówka po zgraniu głową znalazła się w prawym rogu szesnastki Rakowa. Tam przytomność zachował Mateusz Klich, który musnął ją nogą do Dominika Piły, a ten niemal na wślizgu wbił ją do siatki Kacpra Trelowskiego. Od 75. minuty Cracovia prowadziła 2:1 i nie oddał go już do końca meczu.
Mecz różnych połów
Dawid Kroczek, fot. Kacper Śmiertka
Na konferencji pomeczowej Dawid Kroczek czuł sentyment z powodu powrotu na stadion przy ul. Kałuży i oceniał swoich podopiecznych. — Chcieliśmy umiejętnie zarządzać meczem. Od początku podchodziliśmy wyżej, co dało nam bramkę. Później prowadząc zeszliśmy trochę niżej do defensywy. Powinniśmy bardziej wykorzystać grę z kontry i operować piłką w bocznych sektorach, które były otwarte. Zabrakło działań na małej przestrzeni, a Cracovia dobrze i nisko broniła — mówił trener Częstochowian.
Bartosz Grzelak, fot. Kacper Śmiertka
W odmiennym nastroju był szkoleniowiec ,,Pasów”, który ze swoim zespołem wygrał pierwszy mecz w Ekstraklasie. W drugiej połowie podopieczni Bartosza Grzelaka odwrócili losy meczu. — Po przerwie zamknęliśmy bardziej środek. Raków gra dwoma dziesiątkami i jedną dziewiątką, dlatego nasi obrońcy musieli podejść wyżej. Zmieniliśmy ustawienie, aby więcej zawodników było przed piłką, szczególnie po prawej stronie boiska — oceniał Bartosz Grzelak.
Po 110 dniach od meczu o Superpuchar Polski, Górnik Zabrze znów zmierzył się z Lechem Poznań, tym razem rewanżując się za porażkę 1:3. W lipcu mistrz Polski wygrał dzięki dużej intensywności, teraz zapłacił cenę za niewytłumaczalny minimalizm.