Ma zaledwie 19 lat, jednak dojrzałością na boisku, talentem oraz cierpliwością bije na głowę wielu starszych kolegów. Phil Foden to jeden z tych piłkarzy, o których w Anglii mówi się dziś najgłośniej.
Przyszła gwiazda angielskiego futbolu? (fot. Reuters)
Jeśli marzysz o wielkiej karierze, a jesteś na początku swojej piłkarskiej drogi i mieszkasz 10 kilometrów od Manchesteru, to jest więcej niż pewne, że wcześniej czy później twoje losy splotą się z City lub United. Skauci tych klubów trzymają rękę na pulsie i jeżeli jakiś chłopak w pobliskich wioskach i miasteczkach przejawia cechy kogoś, kto wyrasta ponad przeciętność, to bardzo szybko trafia pod ich lupę. Tak właśnie było z Fodenem, który grając w rodzinnym Stockport, został wyłowiony, a następnie pozyskany do akademii Manchesteru City.
NIEBIESKIE SERCE
Historia o tym jak Joe Makin przybył na mecz juniorski Reddish Vulcans i usłyszał, że za oglądanie młodziutkiego Fodena powinien zapłacić, była opisywana w lokalnych mediach tak często, że stała się niemal legendą. Już wtedy, w 2008 roku, było wiadomo, że mamy do czynienia z nieprzeciętnym talentem, który – jak wspominał w rozmowie z „The Athletic” Makin – mimo młodego wieku wiedział, że chce grać dla Obywateli. – Kolejka chętnych po niego była już wtedy długa, ale ja nie miałem wątpliwości, że będzie nasz. Jego serce zawsze było niebieskie – powiedział.
Taka ścieżka początku kariery nie jest niczym szczególnie dziwnym. Tak samo kaperowani byli Jadon Sancho czy grający po drugiej stronie barykady Marcus Rashford. Można uznać, że Foden odhaczył po prostu pierwszy punkt w kwestionariuszu, schronił się pod skrzydłami giganta, a ten zadbał już odpowiednio, by wykopany diamencik oszlifować. Żeby jednak można było go pokazać światu, musiało minąć nieco czasu i dopiero w sezonie 2017-18 Anglik, decyzją Pepa Guardioli, został włączony do pierwszej drużyny, gdzie zaczął mocno rozpychać się łokciami. W pierwszym sezonie rozegrał jedyne 328 minut, jednak w kolejnych, jego pozycja zaczęła rosnąć. Kampania 2018-19 to już 1107 minut, a podczas bieżącej, która wciąż nie została dokończona, ma na koncie 1085 minut na boisku.
Mało to czy dużo? Ktoś mógłby powiedzieć, że młody piłkarz o takim talencie powinien grać co tydzień, inny będzie zdania, że przy takim natężeniu wielkich nazwisk na metr kwadratowy szatni The Citizens Foden i tak powinien się cieszyć, że wychodzi na boisko, a nie musi się ogrywać na wypożyczeniach w zespołach z Championship, co przez lata praktykowano m.in. w Chelsea i Arsenalu. Co ważne, tych szans jest tym więcej, im lepiej pomocnik gra, a tak się składa, że obecny sezon jest dla niego pod tym względem wyjątkowy. W finale Pucharu Ligi z Aston Villą był jednym z najlepszych na boisku, wypracowując pierwszego gola dla Manchesteru. To samo dotyczyło meczu z Atalantą Bergamo w Lidze Mistrzów. Obywatele wygrali aż 5:1, a Foden czterokrotnie otwierał swoim kolegom drogę do bramki (z tym że partnerzy wykorzystali tylko jedną ze stworzonych przez małolata okazji), nie potrzebując do tego stałych fragmentów. Co ciekawe, był to pierwszy taki wyczyn w Champions League od 2015 roku. W tym samym spotkaniu wygrał trzy z czterech dryblingów, a także zaliczył 36 celnych podań na 38 wykonanych. Umiejętności potwierdził raz jeszcze na tym poziomie – w trakcie starcia z Dinamem w Zagrzebiu. Tym razem zakończyło się na asyście, dwóch innych świetnych zagraniach, które powinny zakończyć się golami, a także niezłą statystyką pięciu wygranych dryblingów z sześciu.
Takimi występami zdobywa się zaufanie Guardioli, tak samo jak tym, że Foden to gracz niezwykle elastyczny, potrafiący wypełnić powierzone przez trenera zadanie tam, gdzie ten w danej chwili potrzebuje go najbardziej. W tym przypadku mowa z kolei o pełnej gamie różnych potrzeb, ponieważ Foden był już w tym sezonie wystawiany na obu bokach pomocy, a także na swojej nominalnej pozycji, czyli jako ósemka.
INIESTA ZA SILVĘ
Tak się złożyło, że rosnąca pozycja młodego Anglika zbiegła się ze schyłkiem kariery w Manchesterze City Davida Silvy. To właśnie z powodu jego ograniczeń wiekowych, a także kontuzji, Guardiola zaczął eksperymentować z Fodenem i niemal w każdym przypadku były to próby udane. Trzy gole i siedem asyst nie jest być może dorobkiem, który rzucałby na kolana, ale nie bez kozery Anglik jest określany mianem „Iniesty ze Stockport”. W tym mierzącym zaledwie 171 centymetrów piłkarzu zawierają się bowiem wszystkie cechy, których jakiś czas temu szukano m.in. u Jacka Wilshera’a czy Rossa Barkleya, niestety bezskutecznie. Energia, świetny przegląd pola, zdolność operowania na całej szerokości boiska i wizja. Dzięki Guardioli dziś widzi więcej, nie boi się otwierać drzwi prowadzących do rozwiązań niekonwencjonalnych i cały czas się uczy. – Nie oddamy go nawet za 500 milionów. Phil to nasz jedyny piłkarz, który nie jest na sprzedaż za żadną cenę – tłumaczył Guardiola. – Ma potencjał, by stać się jednym z najlepszych na świecie, a kiedy Davida Silvy nie będzie już w klubie, on przejmie pałeczkę czarodzieja (przydomek Hiszpana to El Mago, czyli właśnie czarodziej – dop. red.).
Koniec końców doszło więc do sytuacji, w której dłuższa przerwa Silvy sprawiła, że Foden wypracował sobie na tyle mocną pozycję, by po powrocie Hiszpana wcale nie dawać za wygraną. Angielski Iniesta za prawdziwego Davida Silvę? Kto wie.
GRZEGORZ GARBACIK
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 18/2020)
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.