Everton nie składa broni w walce o zajęcie miejsca tuż za plecami „wielkiej szóstki” w Premier League. Drużyna z Liverpoolu pewnie pokonała w piątkowy wieczór Burnley (2:0).
Everton wskoczył w ostatnich tygodniach na zdecydowanie wyższy poziom w swojej grze, czego pokłosiem były m.in. wygrana nad Arsenalem i Manchesterem United. „The Toffees” walczą jeszcze podczas tej kampanii jedynie o siódme miejsce w tabeli, a jeśli chcieli utrzymać dystans do Wolverhampton, to w spotkaniu z Burnley musieli dopisać na swoje konto komplet punktów.
Jak się okazało, goście nie postawili w piątkowy wieczór zbyt wysokich warunków faworytowi i już po 45 minutach było wiadomo, że podopieczni Marco Silvy raczej nie będą mieć problemów z dopisaniem na swoje konto trzech „oczek”.
Wszystko rozstrzygnęło się w ciągu zaledwie kilkuset sekund, pomiędzy 17. i 20. minutą. Najpierw własnego bramkarza pokonał Ben Mee, a zanim Burnley otrząsnęło się po tym ciosie, Everton wyprowadził kolejny. Tym razem futbolówkę do siatki skierował Seamus Coleman, który popisał się ładnym strzałem głową.