Czy Francuzi pospieszyli się z przedwczesnym zakończeniem swoich rozgrywek ligowych? Wiele na to wskazuje. Mimo jednak, że od podjęcia wspomnianej decyzji minęło już kilka miesięcy, to sprawa cały czas jest nad Sekwaną bardzo szeroko komentowana.
Lyon domaga się od ligi odszkodowania (fot. Reuters)
Przypomnijmy, że wiosną cały świat wstrzymał oddech z powodu zataczającej coraz szersze kręgi pandemii koronawirusa. Jednym z państw, które najbardziej ucierpiało była właśnie Francja, gdzie liczba zarażonych i zmarłych rosła w zastraszającym tempie.
Podobnie jak w praktycznie wszystkich krajach europejskich, także we Francji przerwano zmagania piłkarskie, jednak w odróżnieniu od większości, Ligue 1 już nie wznowiła rozgrywek. Kiedy kolejne ligi ustalała warunki reaktywacji i robiły wszystko, by piłkarze mogli wrócić na boiska, Francuzi po prostu skapitulowali, ogłaszając zakończenie sezonu przy zielonym stoliku.
Dziś łatwo oczywiście taką decyzję komentować i podnosić argument o wywieszeniu białej flagi nad Sekwaną i Loarą, ale spoglądając na sprawę przez pryzmat psychozy strachu sprzed kilku miesięcy nie należy oceniać tak pochopnie działań zawiadujących futbolem we Francji.
Mleko się jednak ostatecznie rozlało i wiele klubów mogło z tego powodu stracić, także finansowo. Jednym z nich jest Olympique Lyon, który w momencie przerwania sezonu zajmował siódmą lokatę ze stratą zaledwie dwóch punktów do miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach. Liga nie został już jednak wznowiona i półfinalista tegorocznej edycji Champions League w kolejnym sezonie w ogóle nie zagra w rozgrywkach międzynarodowych, co zdarzy się po raz pierwszy od 1997 roku.
Z tego właśnie tytułu Jean-Michel Aulas, prezydent Lyonu domaga się odszkodowania od Ligue 1. O całej sprawie poinformował dziennik „Le Parisien”, z którego źródeł wynika, ze Aulas wycenił straty swojego klubu na 117,7 miliona euro.