– Wszyscy wiemy, że na Konwiktorskiej od dłuższego czasu panuje zbyt duża nerwowość, a to nie pomaga w osiąganiu dobrych wyników – powiedział Leszek Ojrzyński po tym, jak dowiedział się o zwolnieniu ze stanowiska trenera Polonii Warszawa Jacka Zielińskiego.
Szkoleniowiec kieleckiej Korony Leszek Ojrzyński już następnego dnia po efektownej wygranej nad warszawską Polonią, pojawił się w podstołecznym Nadarzynie uważnie obserwując konfrontacje zespołów Młodej Ekstraklasy. Czarne Koszule nadspodziewanie łatwo pokonały ekipę Złoto-krwistych 3:0, chociaż goście w przypadku wygranej zrównaliby się punktami z prowadzącą w rozgrywkach ME warszawską Legią.
– Paru chłopców, między innymi Bartosz Papka i Jakub Bąk, a także ukraiński bramkarz Ołeksij Szlakotin na co dzień trenują z pierwszym zespołem Korony – powiedział Ojrzyński. – Niektórzy mają już nawet kilka rozegranych minut w rozgrywkach ekstraklasy, ale w starciach z takimi obrońcami jak Radek Mynar czy Jakub Tosik wyraźnie ustępowali boiskowym doświadczeniem. Zbyt łatwo pozwalali się przestawiać w polu karnym rywala. Wszyscy muszą się jeszcze sporo uczyć, ale w przyszłości Korona będzie miała z nich wielką pociechę.
Ojrzyński nie ukrywał zdziwienia, gdy usłyszał wiadomość o zwolnieniu Jacka Zielińskiego z funkcji opiekuna piłkarzy Czarnych Koszul.
– Porażki są wkalkulowane w nasz zawód, tym bardziej nie czuję się współodpowiedzialnym za zwolnienie Jacka – tłumaczył trener. – Według mnie to pochopna decyzja właściciela klubu, bo Polonia ma nadal szanse na zdobycie mistrzowskiego tytułu. Tym bardziej, że do zakończenia rozgrywek pozostały nie trzy, ale siedem kolejek. Czarne Koszule z zespołami z czołówki tabeli zagrają na własnym boisku, a w konfrontacji z Legią mają bilans dodatni. Cóż, wszyscy wiemy, że na Konwiktorskiej od dłuższego czasu panuje zbyt duża nerwowość, a to nie pomaga w osiąganiu dobrych wyników – podsumował Ojrzyński.
Po 110 dniach od meczu o Superpuchar Polski, Górnik Zabrze znów zmierzył się z Lechem Poznań, tym razem rewanżując się za porażkę 1:3. W lipcu mistrz Polski wygrał dzięki dużej intensywności, teraz zapłacił cenę za niewytłumaczalny minimalizm.