Po 110 dniach od meczu o Superpuchar Polski, Górnik Zabrze znów zmierzył się z Lechem Poznań, tym razem rewanżując się za porażkę 1:3. W lipcu mistrz Polski wygrał dzięki dużej intensywności, teraz zapłacił cenę za niewytłumaczalny minimalizm.
W ciągu minionych dwóch miesięcy, w obu zespołach zaszło wiele zmian, ale jedno pozostało niezmienione – wciąż są w czołówce PKO BP Ekstraklasy.
Bez pocałunków śmierci
Kolejorz już w lipcu zdał sobie sprawę, że nie spełni założonego celu na sezon 2026/2027, a więc nie awansuje po raz pierwszy w historii do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Porażka w II rundzie eliminacji Champions League z Aarhus GF była bolesna pod każdym względem (sportowym, finansowym, mentalnym), ale wbrew przewidywaniom nie pociągnęła w dół podopiecznych Nilsa Frederkisena. Od klęski z mistrzami Danii, Lech wygrał osiem z dziewięciu spotkań, w tym wszystkie pięć spotkań ligowych i przed 8. kolejką, mimo jednego zaległego starcia, przewodził tabeli Ekstraklasy. – To wszystko sprawia, że nasza pewność siebie stoi na wysokim poziomie – podkreślał Frederiksen przed potyczką w Zabrzu.
🗣️ Trener Frederiksen: Szykujemy na trudne starcie i muszę przyznać, że występy i postawa Górnika robią na mnie wrażenie. Posiadają dobrą strukturę, prezentują ofensywną piłkę, to na pewno będzie dla nas duże wyzwanie.
Dla Górnika przegrane starcie o Superpuchar Polski było tym trudne, że przystępował do niego już bez Lukasa Ambrosa, Patrika Hellebranda i Marcela Łubika. – Lech ma skład, w którym nie było wielu zmian – u nas jest nieco inaczej – ubolewał przed kamerami TVP Sport, Erik Janża. Potyczka z mistrzem Polski była również zapowiedzią ciężkiej doli zespołu, który po latach przerwy wkracza na europejskie areny i zmuszony jest grać co trzy dni. Podopieczni Michala Gasparika dzielnie rywalizowali w eliminacjach kolejno Ligi Mistrzów, Ligi Europy i Ligi Konferencji, za każdym razem trafiając na najtrudniejszego możliwego rywala.
5
tyle meczów w Ekstraklasie, po porażce z Aarhus GF wygrał Lech Poznań
Mimo ambitnej postawy, bilans Trójkolorowych w pierwszym występie na arenie międzynarodowej od ośmiu lat był zatrważający: 0 zwycięstw, 2 remisy, 4 porażki. Najważniejsze dla zabrzan było jednak to, że europuchary nie okazały się pocałunkiem śmierci. W pierwszych sześciu meczach PKO BP Ekstraklasy, triumfowali bowiem pięciokrotnie. A klub z ul. Roosvelta w międzyczasie wzmocnili tacy zawodnicy jak Paulo Bernardo, Peter Federico czy Janis Antiste. – Początek sezonu mamy mocny – przyznał Michal Sacek. – Niestety odpadliśmy z pucharów, co oznacza, że nie będziemy grali co trzy dni. To z drugiej strony da nam więcej czasu do przygotowania na poszczególne mecze – dodał.
Kara za minimalizm
Długimi momentami wydawało się, że Lech drugi raz z rzędu okaże się lepszy od Górnika. Kolejorz prowadził 1:0 po trafieniu niezawodnego ostatnimi czasy Allahyara Sayyadmanesha. 9-krotny reprezentant Iran z Poznaniem przywitał się najgorzej jak mógł – słabym występem w rewanżu z Aarhus i niewykorzystanym rzutem karnym. Później jednak już tylko błyszczał – w Ekstraklasie do siatki trafiał czterokrotnie, do tego dokładając dwa gole i dwie asysty w czterech meczach eliminacji Ligi Europy. W spotkaniu z Górnikiem wykorzystał bierną postawę zabrzańskiej defensywy i nieporadność Philippa Schulze. Niemiec, od kiedy strzeże bramki 14-krotnych mistrzów Polski, w 13 meczach ledwie raz zachował czyste konto, łącznie puszczając 22 gole. Zasadnym pozostaje pytanie, czy jeśli chodzi o obsadę bramki to właściwy człowiek na właściwym miejscu. – To jest piłka nożna, każdy może popełnić błąd. W dwóch poprzednich spotkaniach ratował nas jednak w kilku sytuacjach – bronił Schulze trener Michal Gasparik.
Allahyar Sayyadmanesh potrzebował zaledwie 692 minut, aby strzelić 6 goli w barwach Lecha Poznań. Dziś pokazał, że głową też potrafi grać. Irańczycy w Kolejorzu są wyjątkowym zjawiskiem.
Kolejorz do stolicy Wielkopolski wraca jednak na tarczy, z pierwszą porażką w tym sezonie ligi polskiej. – To nietypowe uczucie, ale nie zasłużyliśmy na zwycięstwo – szczerze przyznał po meczu Frederiksen. Mistrzowie Polski zostali bowiem ukarani za swój minimalizm. Skuteczny strzał Saayadmanesha był bowiem ich jedynym celnym uderzeniem w tym spotkaniu! W drugiej odsłonie, poznaniacy głęboko się cofnęli, czekając, nie wiadomo na co, wszak kontratakowali z rzadka. – W zasadzie w tej części rywalizacji przestaliśmy grać – dodał duński szkoleniowiec. Niewiele pożytecznego do gry wnieśli również gracze rezerwowi – Leo Bengtsson, Filip Jagiełło, Luis Palma i Yannick Agnero. – Miałem wyższe oczekiwania wobec wchodzących piłkarzy, ale o graczach pierwszego składu mogę powiedzieć to samo – stwierdził szkoleniowiec Lecha.
1
strzał na bramkę Górnika, oddali w tym meczu gracze Lecha
Ostateczne przełamanie?
A Górnik napierał całą drugą połowę. Początkowo nieporadne ataki graczy Gasparika irytowały zabrzańskich kibiców. Ci jednak wybaczyli im dotychczasową nieskuteczność, dzięki zabójczym czterem minutom w ostatnim kwadransie, kiedy Mateusza Lisa dwukrotnie pokonywał Erik Prekop. Dla słowackiego napastnika były to premierowe gole w PKO BP Ekstraklasie.
Kupiony za milion euro ze Slavii Praga, napastnik do tej pory rozczarowywał. Do meczu z Lechem, miał na koncie sześć meczów, ale łącznie na murawie przebywał w nich przez 185 minut. W tym czasie oddał zaledwie trzy strzały, z czego jeden był celny. W sobotę wyrobił 100% dotychczasowej normy, bo na bramkę Lisa uderzał trzykrotnie, a zdobył dwie bramki. – Strzelić dwa gole to duża rzecz, ale zrobić to w starciu z Lechem to już wielka rzecz. Zobaczymy, czy to ostateczne przełamanie, ale wierzę, że tak – powiedział z nadzieją Gasparik.
O powodach zwycięstwa z Lechem wypowiadał się z kolei następująco: – To nie było wielkie spotkanie, ale wygraliśmy, bo walczyliśmy do końca. Górnik jest definicją słowa „team”.
„Wyczuwalne tąpnięcia”. Dziennikarz przewiduje bliski koniec pracy trenerów
Pierwsze niedzielne mecze na polskich boiskach pogorszyły sytuację dwóch szkoleniowców. Z wpisu znanego dziennikarza można wnioskować o dużym zagrożeniu dla ich stanowisk.
Porażka Wieczystej we Wrocławiu. Simundza obronił posadę
Śląsk Wrocław pokonał 2:0 Wieczystą Kraków. Wrocławianie rozegrali dobre spotkanie i wykorzystali swoje okazje. W Wieczystej zapowiada się gorący tydzień.